Koniec żerowania na pacjentach?

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Przyjęty we wtorek projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, zwany potocznie „lex szarlatan” ma zapobiegać dezinformacji medycznej i przeciwdziałać wykorzystywaniu trudnej sytuacji osób chorych i ich bliskich przez oszustów. – Wprowadzamy szybką procedurę administracyjną, która nie pozwoli żerować na pacjentach – mówi RPP.


Fot. MZ

  • Nowelizacja wzmacnia kompetencje RPP i daje możliwości reagowania na nielegalne praktyki
  • Szarlatan będzie miał zawsze czas dla osoby, którą chce skusić
  • Ustawa nie ma walczyć np. ze sklepami zielarskimi
  • Narzędzia do walki z szerzeniem dezinformacji przez swoich członków mają samorządy zawodów zaufania publicznego

We wtorek rząd przyjął projekt, zapowiadany od kilkunastu miesięcy. Nowelizacja wzmacnia kompetencje Rzecznika Praw Pacjenta i daje możliwości reagowania na nielegalne praktyki – w tej chwili RPP co do zasady ma uprawnienia do interwencji tylko wobec podmiotów zajmujących się działalnością leczniczą. Może na przykład wszczynać kontrole i nakładać kary na placówki, poradnie, które stosują metody niezgodne z aktualną wiedzą medyczną – dzięki temu RPP podjął walkę z kontrowersyjnymi, niezgodnymi z EBM, metodami „leczenia” boreliozy przewlekłą antybiotykoterapią. Rzecznik był jednak bezradny wobec osób czy firm niemających nic wspólnego z medycyną – tzw. szarlatani, osoby często bez żadnego wykształcenia kierunkowego (a czasami wręcz bez wykształcenia w ogóle) mogli działać w zasadzie bez przeszkód, bo postępowania prokuratorskie były wszczynane niechętnie i tylko wtedy, gdy poszkodowani odnieśli znaczące szkody i zdecydowali się złożyć zawiadomienie. Mówiąc bardzo brutalnie – musiał ktoś umrzeć, żeby wymiar sprawiedliwości zainteresował się sprawą, nawet jeśli zawiadomienie w tej sprawie składało Biuro Rzecznika Praw Pacjenta.

W środę założenia projektu i jego znaczenie dla bezpieczeństwa pacjentów, ale też całego systemu ochrony zdrowia, prezentowano w Ministerstwie Zdrowia. W spotkaniu z dziennikarzami wzięły udział minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, wiceminister Katarzyna Kęcka, a także Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec oraz przedstawiciele świata medycyny.

Bartłomiej Chmielowiec tłumaczył, że projekt jest odpowiedzią na agresywną eskalację manipulacji emocjami, obawami pacjentów, której dopuszczają się oszuści. – Pacjenci, często będący w bardzo trudnej sytuacji, dosłownie czepiają się ostatniej deski ratunku – przypominał. Pytany przez dziennikarzy, czy popularność szarlatanów nie bierze się również z ich łatwej dostępności, będącej w kontrze do małej dostępności lekarzy, którzy pacjentom nie poświęcają wystarczającej ilości czasu, Chmielowiec podkreślił, że szarlatan będzie miał zawsze czas dla osoby, którą chce skusić. – Może poświęcić pół godziny, dwie godziny, tyle ile trzeba, żeby kogoś złapać w sidła i potem na takiej osobie żerować miesiącami.

Wśród przykładów takich oszustów RPP wymienił m.in. Oskara D., którego działalnością – po nagłośnieniu przez media – prokuratura zajęła się wnikliwie, czego rezultatem jest akt oskarżenia obejmujący siedemnaście zarzutów karnych. – Wiadomo, że co najmniej trzy osoby zrezygnowały pod jego wpływem z leczenia, czyli odebrały sobie szansę na zdrowie lub życie – mówił Chmielowiec. Oskar D. zajmował się „leczeniem” nowotworów, chorób autoimmunologicznych, autyzmu, niemal wszystkiego. Mając wykształcenie gimnazjalne zarobił w ciągu dwóch lat około 4 mln zł.

Inny przykład to gabinet z urządzeniem EMOST-GEN-9, które samo prowadzi „feedback z komórkami” (testowane na żołnierzach NATO), a w konsekwencji nabyta zostaje przez „pacjenta” tzw. BQ – Inteligencja Biologiczna. Inny naturopata obiecuje „wyleczenie raka” za 800 zł bez leków, jedynie za pomocą terapii ziołowej.

Ministerstwo Zdrowia uspokaja przy tym: ustawa nie ma walczyć np. ze sklepami zielarskimi. Chodzi wyłącznie o taki rodzaj działalności, który odwodzi pacjentów od leczenia opartego na dowodach naukowych na rzecz domorosłych, niepopartych dowodami, „terapii”.

Jednym z najczęściej przewijających się pytań w sprawie nowych przepisów był ich potencjalny wpływ na zwalczanie działalności profesjonalistów medycznych, prowadzących działalność lub szerzących poglądy niezgodne z aktualną wiedzą medyczną. Dziennikarze przypominali, że wśród lekarzy czy pielęgniarek zdarzają się osoby kwestionujące na przykład bezpieczeństwo i skuteczność szczepień. – Czy „lex szarlatan” pomoże w walce z takimi praktykami? – pytali. RPP przypominał, że narzędzia do walki z szerzeniem dezinformacji przez swoich członków mają samorządy zawodów zaufania publicznego, a Biuro RPP może z nimi jedynie współpracować. Rzecznik Praw Pacjenta może też podejmować działania w sprawach o naruszenie zbiorowych praw pacjentów i to, na przykład w kwestii „leczenia” boreliozy, robił, również współpracując z samorządem lekarskim. „Lex szarlatan”, jak podkreślał, to narzędzie pozwalające podjąć walkę z osobami niemającymi żadnego tytułu do prowadzenia działalności leczniczej, które uzurpują sobie prawo do prowadzenia działalności, nazywając ją „leczniczą”.

O tym, że są – na szczęście nieliczni – lekarze, którzy wikłają się w działalność w obszarze „medycyny alternatywnej”, mówił prof. Jacek Jassem, onkolog i prezes Polskiej Ligi Walki z Rakiem. – Nie lubię określenia „medycyna alternatywna”. Nie ma alternatywy dla medycyny – podkreślał, tłumacząc, że tych, którzy parają się taką działalnością, można podzielić na dwie grupy. – Nawiedzeni i oszuści. Motywacje są różne, efekt jest taki sam, czyli utracone szanse na wyzdrowienie. Uprawiam medycynę ponad pięćdziesiąt lat. Od wielu lat walczę z tym procederem, narażając się oczywiście na różne nieprzyjemności, pogróżki, anonimy, oskarżenia o korupcję. Bardzo częstym argumentem jest to, że jesteśmy na pasku firm farmaceutycznych. Powinniśmy zajmować się chorymi, a nie występować w roli śledczych – mówił. Tymczasem jak wygląda w tej chwili walka z szarlatanerią? – Zgłosiłem praktykę jednej z instytucji w Gdańsku, uprawiającej ten proceder. Poproszono mnie, bym pokazał dokumentację lekarską pacjenta, któremu zaszkodziła ta praktyka. Mam bawić się w śledczego? – pytał. – Kilka lat temu poprosiliśmy Prokuraturę Generalną, żeby podała, ile śledztw zostało wszczętych przeciwko szarlatanom. Otrzymaliśmy odpowiedź, że musimy udowodnić, jaki w tym zapytaniu jest interes społeczny. Udowodniliśmy, ale nie udzielono nam informacji. Prawdopodobnie takich śledztw z oskarżenia publicznego nie było – ocenił.

Prof. Anna Raciborska, pediatra i onkolog dziecięcy przypominała, że nowotwory u dzieci rozwijają się dużo szybciej niż u osób starszych. I choć zwykle też rokowania są lepsze, bo dużą część nowotworów można u dzieci skutecznie leczyć, warunek jest jeden: wczesne rozpoznanie i rozpoczęcie leczenia. Jeśli diagnostyka lub terapia zostaną przesunięte w czasie z powodu interwencji osób oferujących pseudomedyczne sposoby, okazuje się, że dzieci wracają lub trafiają do lekarzy już z rozsianą chorobą.

Prof. Urszula Religioni, wicedyrektorka Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP tłumaczyła, że popularność pseudomedycyny wynika z ludzkiej potrzeby pozyskiwania prostych odpowiedzi na złożone problemy zdrowotne. Ta „prostota”, fałszywa, jest promowana przez sieciowe algorytmy, z którymi przegrywa wiedza medyczna. Ceną za to jest ludzkie zdrowie i życie, ale są też koszty wymierne: osoby, które dają się skusić szarlatanom, często pojawiają się w systemie ochrony zdrowia z dużo większymi problemami zdrowotnymi, które generują ogromne koszty.

Kosztem jest też zmęczenie personelu medycznego i jego wypalenie, potęgowane świadomością, że pacjent mógł być leczony dużo skuteczniej i taniej – gdyby zaufał medycynie, a nie oszustom. Na to nakłada się też nieufność samych pacjentów, którzy – nawet jeśli szukają ratunku u lekarzy – często są wręcz zarażeni niechęcią czy podejrzliwością przez tych, którzy odwodzili ich od konwencjonalnego leczenia.

– Wszystkim nam bardzo zależy przede wszystkim na wzmocnieniu zaufania do systemu ochrony zdrowia, do wiedzy naukowej, do tych osiągnięć, które w tym systemie się pojawiają – podkreślała minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. „Lex szarlatan” ma służyć również zwiększaniu zaufania do medycyny opartej na faktach, choć pojawiają się pytania – zadawali je również dziennikarze – czy system gwarantuje wystarczającą dostępność, by pacjenci mogli zaufać, że EBM im pomoże.

14.05.2026
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.