Ponad 3,5 mln wypełnionych ankiet – to najbardziej imponujący wskaźnik programu „Moje Zdrowie”, który został ogłoszony przez MZ rok temu. Program, w ocenie ekspertów, ma szansę wypełnić swoje zadanie, choć zapewne potrzebne będą jego mniej lub bardziej znaczące modyfikacje. Już teraz wiadomo, że przyciągnął do POZ ludzi młodych – i to jest sukces.
Dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas, prof. UMW. Fot. Marcin Kmieciński / PAP
- Jeszcze większe wrażenie niż liczba wypełnionych ankiet robi liczba zrealizowanych wizyt bilansowych – ok. 1,6 mln w 2025 r.
- Mniejsza zgłaszalność (ok. 50 proc.) występuje w grupie najmłodszych zainteresowanych, których trudniej zdyscyplinować do przejścia przez cały cykl programu
- Pod adresem programu „Moje Zdrowie” padają zarzuty, że nic nie wiadomo na temat jego efektywności
- Atuty „Mojego Zdrowia” w oczach pacjentów to możliwość wykonania okresowego przeglądu zdrowia i łatwiejszy dostęp do badań diagnostycznych
- Pomysły i postulaty dotyczące poszerzenia pakietu badań są, ale realia finansowe systemu raczej nie pozwolą w najbliższym czasie na pozytywne rozstrzygnięcia
Kiedy rok temu ówczesna minister zdrowia Izabela Leszczyna, w obecności prezesa NFZ Filipa Nowaka i konsultant krajowej w dziedzinie medycyny rodzinnej, prof. Agnieszki Mastalerz-Migas, ogłaszała start „Mojego Zdrowia”, zakładano, że w ciągu roku zgłosi się do niego ok. 600 tys. osób. Padały, oczywiście, pytania, czy płatnik jest przygotowany na większe zainteresowanie (pierwotnie na program przeznaczono 193 mln zł), ale chyba nikt specjalnie nie wierzył, że rzeczywiście taki scenariusz się zrealizuje: prof. Mastalerz-Migas przyznawała, że najważniejsze jest to, by zgłaszalność do programu w pierwszym roku nie była mniejsza niż w programie „Profilaktyka 40 Plus”.
Bardzo szybko okazało się, że rację mieli optymiści. Wygodny sposób zapisywania się do programu i jego otwarcie na populację 20-39 lat, a także sama konstrukcja, oferująca nie tylko pakiet badań, z których wynikami pacjent zostawał sam, ale również (przede wszystkim) wizytę bilansową i tworzenie indywidualnego programu zdrowotnego okazały się magnesem dla pacjentów. Dla poradni POZ program również jest atrakcyjny – ze względu na wysokość wyceny świadczenia.
Z danych, przedstawionych podczas wtorkowej konferencji podsumowującej rok programu, którą zorganizowała Fundacja My Pacjenci, wynika, że w liczbach sukces programu jest bezdyskusyjny. Łączne wydatki wyniosły do tej pory 800 mln zł. Jeszcze większe wrażenie niż liczba wypełnionych ankiet (ponad 3,5 mln) robi liczba zrealizowanych wizyt bilansowych – ok. 1,6 mln w 2025 roku (na 2,2 mln ankiet wypełnionych do końca grudnia, czyli wskaźnik realizacji to 72 proc). Bardzo dużo, choć lekarze POZ przyznają, że brak responsywności pacjentów (wypełniają ankietę, ale nie odpowiadają na próby kontaktu związane z zaproszeniem na badania; odbierają skierowania, ale nie wykonują badań; wykonują badania, ale nie zgłaszają się na kluczową dla nich i dla poradni wizytę podsumowującą, której realizacja umożliwia rozliczenie świadczenia) stanowi spory problem, ale poradnie starają się sobie z nim radzić. Mniejsza zgłaszalność (ok. 50 proc.) występuje w grupie najmłodszych zainteresowanych, których trudniej zdyscyplinować do przejścia przez cały cykl programu. Jednocześnie eksperci nie mieli wątpliwości, że otwarcie programu na te kohorty wiekowe to kluczowa korzyść „Mojego Zdrowia”, bo 20–39 lat to wiek, w którym kontakt z POZ – a więc również z profilaktyką zdrowotną – jest najsłabszy. Tymczasem, jak przypominała prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, głównym celem było stworzenie w POZ miejsca, do którego pacjent wraca, gdzie dba o swoje zdrowie na różne sposoby i wyrabia pozytywne nawyki w tym zakresie.
Podstawowy pakiet badań obejmuje m.in. morfologię, glukozę, kreatyninę, lipidogram, TSH i badanie moczu, ale w zależności od wieku, płci i czynników ryzyka lekarz może zlecić dodatkowe testy, m.in. przeciwciała anty-HCV, enzymy wątrobowe, PSA, lipoproteinę A albo test FIT-OC w kierunku krwi utajonej w kale. Ale, jak podkreślała ekspertka, to tylko pakiet związany z samym programem. – „Moje Zdrowie” ma być takim hubem profilaktycznym, w którym pacjent przychodzi do swojego lekarza rodzinnego i planuje kolejne badania oraz dalszą ścieżkę diagnostyczną – tłumaczyła prof. Mastalerz-Migas. W tej chwili poradnia POZ może nie tylko zalecić pacjentowi wykonanie badań profilaktycznych w jednym z istniejących już programów (np. pod kątem nowotworów), ale dzięki centralnej e-rejestracji również zapisać go na takie badania.
Jak ważna jest zasada „tu i teraz” w przypadku działań profilaktycznych pokazuje przykład szczepień ochronnych. Widać jak na dłoni, jak przyznała ekspertka, że sytuacja, w której nie można w poradni od razu zaszczepić pacjenta, powoduje, że być może wcale się on nie zaszczepi. Odsetek niezrealizowanych recept na szczepienia, które zostały wystawione przy okazji wizyty bilansowej, przekracza 30 proc. – największa część z nich dotyczy grypy. Oczywiście nie można zakładać, że pacjenci, którzy recepty nie zrealizowali, w ogóle się nie zaszczepili – mogli to odłożyć, a następnie skorzystać ze szczepienia w aptece, na podstawie recepty wystawionej przez farmaceutę, ale co do zasady, jak tłumaczyła prof. Mastalerz-Migas, wizyta bilansowa powinna zawierać w sobie również możliwość fizycznego zaszczepienia pacjenta a nie tylko rozmowy z nim na temat szczepienia czy wystawienia recepty.
W trakcie programu wystawiono także 18 tys. skierowań na kolonoskopię, tysiące skierowań do poradni zdrowia psychicznego i psychologów oraz kilka tysięcy kart DiLO. Uczestniczący w konferencji przedstawiciele organizacji pacjentów apelowali do lekarzy POZ, by zwłaszcza w tej chwili, gdy karta DiLO daje pacjentom realny dostęp do diagnostyki, korzystali z możliwości jej wystawienia przy podejrzeniu choroby nowotworowej, bo skierowanie na badania poza kartą DiLO oznacza wielomiesięczne kolejki i utratę nie tylko czasu, ale szans na leczenie w przypadku potwierdzenia się podejrzeń.
Pod adresem programu „Moje Zdrowie” padają zarzuty, że nic nie wiadomo na temat jego efektywności. Rzeczywiście, mierniki efektywności dopiero będą wprowadzane, ale dane, które zaprezentowano, pokazują, że „coś” jednak wiadomo. W pierwszych miesiącach działania programu rozpoczęto leczenie w newralgicznych obszarach:
- dyslipidemia – 146 876 pacjentów
- nadciśnienie tętnicze – 38 094
- cukrzyca – 37 243
- niedoczynność tarczycy – 15 836.
„Moje zdrowie” potwierdza też, że dorośli Polacy mają problem ze zdrowiem i dobrostanem psychicznym. W ankiecie wykorzystywana jest przesiewowa skala PHQ-2, oceniająca objawy depresji, a ponad 30 proc. osób zgłaszało obniżony nastrój albo utratę zainteresowania codziennymi aktywnościami. Wiele osób zgłaszało przewlekłe zmęczenie i problemy ze snem. Pokłosiem są tysiące skierowań do poradni zdrowia psychicznego i psychologów (przy czym do psychologa skierowanie nie jest wymagane, więc część osób mogła otrzymać ustne zalecenie) wystawionych w dniu bilansu lub do trzech miesięcy po wizycie. U ponad 2 tys. lekarze zdiagnozowali epizod depresyjny.
Co można poprawić? – Dużo czasu tracimy na tę część biurokratyczną, którą można zinformatyzować. Od początku planowaliśmy zelektronizowanie indywidualnego planu zdrowotnego, żeby system informatyczny nas wspierał, a pacjent widział wszystko w Internetowym Koncie Pacjenta – mówił Tomasz Zieliński z Porozumienia Zielonogórskiego, wielki orędownik e-zdrowia i narzędzi cyfrowych. Dr Aleksander Biesiada, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, przyznał, że „Moje Zdrowie” zaczyna budować bazę danych pozwalającą śledzić zdrowie pacjentów w dłuższej perspektywie. Również w jego ocenie indywidualny plan zdrowotny docelowo powinien stać się dokumentem cyfrowym, dzięki któremu po kilku latach będzie można porównywać wyniki pacjenta, obserwować zmiany stanu zdrowia i lepiej dopasowywać diagnostykę.
Problemem jest brak możliwości śledzenia dalszej ścieżki pacjenta, np. tego, czy po dodatnim wyniku testu FIT-OC wykonał kolonoskopię albo czy po wykryciu problemów psychicznych zgłosił się do specjalisty. „Moje Zdrowie” nie jest też sprzężone choćby z opieką koordynowaną na poziomie POZ – bo ta funkcjonuje tylko w połowie poradni.
A jak na program patrzą pacjenci? Badań (jeszcze) nie ma, ale Fundacja My Pacjenci przeprowadziła sondę na Facebooku, z której wynika, że ocena – wśród tych, którzy z programu skorzystali – jest bardzo pozytywna. Pacjenci chwalą m.in. to, że nie muszą nikogo „błagać” o zlecenie pakietu badań. Atuty „Mojego Zdrowia” w oczach pacjentów to możliwość wykonania okresowego przeglądu zdrowia i łatwiejszy dostęp do badań diagnostycznych. Minusy? Zbyt mały i niezindywidualizowany zakres badań i problemy z umówieniem się na wizyty podsumowujące.
Czy jest szansa na poszerzenie pakietu badań? Prof. Agnieszka Mastalerz-Migas przyznała, że pomysły i postulaty są, ale realia finansowe systemu raczej nie pozwolą w najbliższym czasie na pozytywne rozstrzygnięcia. Podczas wtorkowej konferencji nie skupiano się przy tym na temacie finansów, ale trzeba zakładać, że choć sam program będzie kontynuowany – a zarówno MZ i NFZ zastanawiają się, jak utrzymać zainteresowanie nim i przyciągnąć tych, którzy jeszcze nie skorzystali z oferty – jeśli pojawią się decyzje o całościowym cięciu kosztów w planie finansowym Funduszu (a to, że takie decyzje zapadną, przewidujemy już od marca, im później zostaną ogłoszone, tym cięcia będą musiały być głębsze), nie ominą również programu „Moje Zdrowie”.