Należy jak najszybciej zerwać z fikcją systemu ubezpieczeniowego i zastąpić 9-proc. składkę zdrowotną 12-proc. podatkiem zdrowotnym – proponują autorzy raportu „Solidarność, która się opłaca. Nowy model finansowania ochrony zdrowia w Polsce”. Raport zaprezentowano w środę w siedzibie Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie.
- System, którego głównym filarem jest składka zdrowotna, będąca pochodną przychodów z pracy, staje się coraz bardziej niewystarczający
- Kraje, które stawiają na solidarnościowe rozwiązania w systemach zabezpieczenia społecznego i zdrowotnego, osiągają wyraźne przewagi nad innymi
- W zdrowie należy inwestować środki pozyskane nie tylko od pracujących, ale również od osób osiągających zyski z kapitału, a także – biznesu
- W ocenie autorów raportu moglibyśmy w ciągu krótkiego czasu osiągnąć poziom 9 proc. PKB, czyli w praktyce zrównać się ze średnią europejską
- Prawdziwych zmian w systemie nie dokonują wcale ani Ministerstwo Zdrowia, ani płatnik, ale podmioty lecznicze
Założenia propozycji już od pewnego czasu krążą w przestrzeni publicznej, również dlatego, że częściowo pokrywają się z propozycjami, jakie przedstawiła Lewica. Punkt wyjścia jest bliźniaczo podobny: we współczesnym świecie, ze względu na zmiany demograficzne oraz robotyzację i „AI-zację” gospodarek, przychody z pracy mają coraz mniejszy wpływ na PKB (bardzo podobną diagnozę późną jesienią stawiali autorzy raportu przygotowanego przez ekspertów Federacji Przedsiębiorców Polskich przy współpracy z WHO). Wniosek: system, którego głównym filarem jest składka zdrowotna, będąca pochodną przychodów z pracy, staje się coraz bardziej niewystarczający. Z tego powodu (oraz szeregu innych powodów, wynikających z decyzji podjętych w ostatnich latach przez polityków) staje się co najwyżej systemem mieszanym, składkowo-budżetowym, przy czym uzależnienie od budżetu się pogłębia. W dodatku obecnie składka zdrowotna de facto coraz bardziej przypomina podatek.
Dlatego, zdaniem autorów raportu, należy dla dobra wszystkich jak najszybciej zerwać z fikcją systemu ubezpieczeniowego i zastąpić 9-proc. składkę zdrowotną 12-proc. podatkiem zdrowotnym, ale z zachowaniem kwoty wolnej – to ma dać gwarancję, że nawet 90 proc. obecnie płacących składkę zapłaci wręcz mniej. Będą oczywiście tacy, którzy zapłacą więcej, będą też tacy, którzy zaczną w ogóle dokładać się do systemu.
Dr Maria Libura, ekspertka OIL w Warszawie, podkreślała, że powrót do solidaryzmu jest dla systemu ochrony zdrowia oczywistą koniecznością. Podkreśliła, że kraje, które konsekwentnie stawiają – od dekad, już od ponad stu lat – na solidarnościowe rozwiązania w systemach zabezpieczenia społecznego i zdrowotnego, osiągają wyraźne przewagi nad innymi nie tylko we wskaźnikach zdrowotnych populacji, ale choćby w rozwoju gospodarczym. Polski system zaś od początku pozbawiony został atutu solidarności – istniały w nim grupy uprzywilejowane pod względem obciążeń składkowych – w ostatnich zaś latach ów brak solidarności zaczął się jeszcze pogłębiać przez polityczne obietnice i częściowo decyzje dotyczące obniżania składek zdrowotnych i wszelkiej maści optymalizacje podatkowe, będące pokłosiem Polskiego Ładu.
Ramowa propozycja, oprócz 12-proc. podatku zdrowotnego, opiera się na przekonaniu, że należy w zdrowie inwestować środki pozyskane nie tylko od pracujących, ale również od osób osiągających zyski z kapitału (na przykład z giełdy, ale też z wynajmu nieruchomości), a także – biznesu. Chodzi o opodatkowanie osób prawnych i firm – zwłaszcza tych, które w taki czy inny sposób szkodzą zdrowiu konsumentów, sprzedając na przykład żywność wysokoprzetworzoną czy różnego rodzaju używki. Pieniądze na zdrowie miałyby pochodzić m.in. z akcyzy na alkohol – w 80 proc. trafiałaby do puli na zdrowie, Ministerstwo Finansów miałoby do dyspozycji jedynie 20 proc. kwoty z akcyzy.
Zarówno nowe źródła finansowania, jak i rozszerzenie (maksymalne) obowiązku odprowadzania składki zdrowotnej (minus kwota wolna od podatku) dałoby, w ocenie ekspertów, jakościową zmianę, o którą od lat postulują interesariusze systemu ochrony zdrowia: znaczący skok nakładów. Znaczący, czyli wzrost o 50 proc., wobec obecnych 6 proc. PKB. Moglibyśmy w ciągu krótkiego czasu, w ocenie autorów raportu, osiągnąć poziom 9 proc. PKB, czyli w praktyce zrównać się ze średnią europejską. Wyzwaniem byłaby wówczas absorbcja tych środków – dr Libura podkreślała, że większe pieniądze musiałyby najpierw pomóc zreformować system od strony kosztowej, bo w tej chwili jest to tradycyjny, by nie powiedzieć przestarzały, model medycyny procedur (zamiast medycyny efektu zdrowotnego czy choćby procesu).
O tym, że system nie jest gotowy na taką zmianę – również (a może przede wszystkim) na szczeblu zarządczym – i wręcz obsesyjnie jest przywiązany do rozliczania wykonanych świadczeń, zamiast mierzenia uzyskanych efektów, świadczy przykład losów reformy psychiatrii dorosłych. Jak mówił dr Tomasz Rowiński, ekspert w dziedzinie zdrowia psychicznego, trwający osiem lat pilotaż centrów zdrowia psychicznego kończy się w najgorszym stylu. – Prawie dopłynęliśmy do brzegu i toniemy – ocenił. Ekspert wyjaśnił, że pilotaż trwał tak długo, bo reformatorzy, skupieni wokół centrów, przez lata walczyli z kolejnymi ekipami o utrzymanie modelu finansowania opartego na budżecie populacyjnym, zaś urzędnicy upierali się przy wprowadzeniu elementów fee for service, mimo że były i są namacalne dowody, że budżet populacyjny się sprawdza (jeden ze wskaźników w czołowym we wdrażaniu psychiatrii środowiskowej województwie, czyli Małopolsce, jakim jest liczba łóżek psychiatrycznych w przeliczeniu na populację, osiągnął modelowe 25/100 tys., a są województwa, w których jest ponad dwukrotnie wyższy). – Walczyliśmy, aż przyszła minister Katarzyna Kęcka i zdecydowała, że kończymy.
Jak podkreślał dr Rowiński, prawdziwych zmian w systemie nie dokonują wcale ani Ministerstwo Zdrowia, ani płatnik, ale podmioty lecznicze. Dopóki nie uda się ich przekonać, zaangażować do procesu zmian, pozostaną one jedynie projektami. W przypadku centrów zdrowia psychicznego udało się właśnie zbudować fundament, czyli stworzyć takie warunki, w których duża część szpitali psychiatrycznych zaangażowała się w budowę psychiatrii środowiskowej (czyli odwracanie piramidy świadczeń), bo uzyskały gwarancję stabilności finansowania i nie miały problemu z przesuwaniem akcentu na opiekę ambulatoryjną. Uzyskiwano więc efekt z jednej strony systemowego zmniejszania kosztów, z drugiej – skuteczniejszych interwencji zdrowotnych na wcześniejszych etapach i utrzymywania rosnącego odsetka pacjentów w ich rolach społecznych, w środowisku życia. Dr Rowiński przypomniał również, że w modelu psychiatrii dzieci i młodzieży, opartym na modelu fee for service, takich korzyści nie udało się uzyskać, mimo zaangażowania ogromnych środków finansowych.