Mogę tylko prosić pacjentów, by nie patrzyli na lekarzy przez pryzmat lekarza ze Szpitala Południowego – stwierdził w środę prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Łukasz Jankowski nie krył emocji po wtorkowym wywiadzie, w którym sygnalista z placówki mówił o błędach, do jakich dochodziło na SOR, którego koordynatorem był Dawid Kacprzyk. Niektóre z błędów miały skończyć się zgonem.

Prezes NRL Łukasz Jankowski. Fot. Karolina Bartyzel / NIL
- Były ordynator ze Szpitala Południowego poinformował o przypadkach zaniedbań i błędów, jakich miał się dopuszczać na SOR młody lekarz w stosunku do pacjentów
- Osoby, które wiedziały o uchybieniach czy braku kwalifikacji lekarza podejmującego się wykonywania procedur bez wystarczającego doświadczenia, a tego nigdzie nie zgłosiły, będą musiały ze swoich decyzji i zaniechania formalnie się wytłumaczyć
- W ocenie prezesa NRL winny jest układ polityczny i fakt, że młody lekarz był radnym rządzącej miastem Koalicji Obywatelskiej i zaangażowanym działaczem tej partii
- Jeden z postulatów samorządu dotyczy natychmiastowego odpolitycznienia i odpartyjnienia podmiotów leczniczych, tak by dyrektorzy i ordynatorzy oddziałów nie musieli się wykazywać partyjną lojalnością
- Minister sprawiedliwości poinformował, że rozpoczęła się analiza wszystkich postępowań dotyczących Szpitala Południowego prowadzonych od 2023 r.
Sprawa Szpitala Południowego, której epicentrum jest młody lekarz, ewoluuje w coraz bardziej zatrważającym kierunku, choć już pierwsze informacje, wskazujące, jak ważną postacią na szpitalnym oddziale ratunkowym był lekarz z bardzo świeżym prawem wykonywania zawodu (bezpośrednio po stażu, na początku pierwszego roku specjalizacji), sugerowały, że problem nie ograniczy się do rekordowej liczby przepracowanych czy zadeklarowanych godzin i gigantycznych zarobków, bezprecedensowych, jeśli chodzi o etap kariery zawodowej. Już wtedy dziennikarze i eksperci stawiali pytania o nadzór merytoryczny nad pracą lekarza i o jakość jego kształcenia specjalizacyjnego (anestezjologia i intensywna terapia).
We wtorek Kanał Zero, który dwa tygodnie temu ujawnił zarobki medyka, wyemitował wywiad z byłym ordynatorem ze Szpitala Południowego, Emilem Jędrzejewskim, który mówił o znanych mu przypadkach zaniedbań i błędów, jakich miał się dopuszczać na SOR młody lekarz w stosunku do pacjentów, z których część doprowadziła do zgonów.
Reakcja była natychmiastowa – minister sprawiedliwości zapowiedział, że sygnalista zostanie przesłuchany w środę w południe. Szybko zareagowała też Naczelna Izba Lekarska, zapowiadając rozszerzenie przedmiotu postępowania prowadzonego przez pion odpowiedzialności zawodowej. Jak powiedział prezes NRL podczas środowej konferencji prasowej, jeśli zarzuty się potwierdzą, możliwe jest szybkie zawieszenie lekarzowi prawa wykonywania zawodu. Jednocześnie dr n. med. Łukasz Jankowski podkreślił, że dokładnie sprawdzono – zarówno do Naczelnej Izby Lekarskiej, jak i do Okręgowej Izby Lekarskiej nie wpłynęło żadne zawiadomienie o możliwych nieprawidłowościach. – Jeśli bezpieczeństwo pacjenta jest zagrożone, lekarze powinni powiadamiać o tym izbę lekarską – przypominał, zaznaczając, że w NIL pracuje zespół ds. naruszeń w ochronie zdrowia, zgłoszenie do niego nie może być anonimowe, ale postępowanie jest prowadzone bez konieczności ujawniania danych sygnalisty.
Jankowski przyznał, że przynajmniej część zarzutów Jędrzejewskiego zdaje się potwierdzać w relacjach innych lekarzy, którzy kontaktują się z izbą. Dlaczego nie zawiadamiali izby wcześniej? Zgodnie z przepisami, również z Kodeksem Etyki Lekarskiej, powinni, jeśli działania lekarza stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa pacjentów. – Słyszymy, że bali się ze względu na układ panujący w placówce – tłumaczył szef lekarskiego samorządu, przyznając jednocześnie, że osoby, które wiedziały o uchybieniach czy braku kwalifikacji lekarza podejmującego się wykonywania procedur bez wystarczającego doświadczenia, a tego nigdzie nie zgłosiły, będą musiały ze swoich decyzji i zaniechania formalnie się wytłumaczyć.
Lekarze chcą odpartyjnienia szpitali
Prezes NRL podkreślał, że SOR jest szczególnym miejscem w szpitalu. – To jest najtrudniejsze stanowisko pracy. Tam trafiają pacjenci w stanie zagrożenia życia, z zawałami, udarami, krwawieniami. I tam trafia lekarz świeżo po studiach. Zajmuje stanowisko koordynatora – mówił. Problem w tym, że stanowiska koordynatora nie musi zajmować specjalista, nie musi go zajmować lekarz, nie musi to być nawet pracownik medyczny. To stanowisko techniczne. Natomiast Dawid Kacprzyk, jak wynika z dotychczasowych informacji, był de facto kierownikiem SOR, do czego żadnych kwalifikacji po prostu nie miał. Co więcej, nie ma też kwalifikacji, by pracować bez nadzoru – a w taki sposób realizował przynajmniej niektóre czynności.
W ocenie prezesa NRL winny jest właśnie układ polityczny i fakt, że młody lekarz był radnym rządzącej miastem Koalicji Obywatelskiej i zaangażowanym działaczem tej partii (mocno zresztą obecnym w mediach, co również mogło wzmacniać jego pozycję). To, zdaniem Jankowskiego, mogło się przekładać na „zmowę milczenia” i obawy przed zgłaszaniem nieprawidłowości. Dlatego jeden z postulatów, zgłoszonych przez samorząd, dotyczy natychmiastowego odpolitycznienia i odpartyjnienia podmiotów leczniczych, tak by dyrektorzy i ordynatorzy oddziałów nie musieli się wykazywać partyjną lojalnością. Jankowski podkreślał, że od wybuchu „sprawy Kacprzyka” dwukrotnie pisemnie zwracał się z prośbą do premiera Donalda Tuska o spotkanie w celu wypracowania wspólnych rozwiązań problemów, jakie ona uwidoczniła. – Niestety, na razie nie mamy odpowiedzi – zaznaczył.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy, czyli „kultura zamiatania pod dywan”, która – jak przypominał Jankowski – zbiera śmiertelne żniwo. Zapytaliśmy szefa lekarskiego samorządu, czy obawy profesjonalistów medycznych byłyby mniejsze, gdyby obowiązywał system no fault. Jednym z argumentów za jego wprowadzeniem było przekonanie, że „zamiatanie” nikomu nie służy, a na pewno nie służy pacjentom. – Można założyć, że gdyby rozwiązania no fault istniały, po pierwszym zdarzeniu, w którym doszło do błędu, nie byłoby prób tuszowania sprawy, wykonywania dodatkowych badań, fałszowania dokumentacji, o czym mówił Jędrzejewski. Byłoby postępowanie w sprawie, lekarz musiałby stanąć w prawdzie – przyznał Łukasz Jankowski. Można też założyć, że pierwsze takie postępowanie byłoby jednocześnie – w tym konkretnym przypadku – ostatnim, bo lekarz nie mógłby kontynuować pracy w takim charakterze, w takim modelu, w takim wymiarze czasu pracy.
MS: analizujemy postępowania
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował z kolei w środę, że rozpoczęła się analiza wszystkich postępowań dotyczących Szpitala Południowego prowadzonych od 2023 r. Łącznie do prokuratury trafiły 32 sprawy związane z placówką (ale nie wszystkie dotyczyły spraw medycznych). Spośród tych wszystkich spraw 12 dotyczyło zgonów pacjentów. W trzech przypadkach odmówiono wszczęcia postępowania, cztery sprawy zostały umorzone, a pięć pozostaje w toku. – Będziemy sprawdzać również sprawy zakończone. Nie lekceważymy tej sytuacji i bardzo intensywnie działamy – zapewnił prokurator generalny. Z tej grupy dwunastu postępowań pięć dotyczyło SOR i narażenia pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Cztery z tych spraw zostały już zakończone, w tym trzy odmową wszczęcia postępowania i jedna umorzeniem. Jedno postępowanie nadal jest prowadzone.
Żurek podkreślił też, że rok temu Szpital Południowy zwrócił się do doktora Jędrzejewskiego po otrzymaniu anonimowego pisma dotyczącego możliwych nieprawidłowości o wskazanie konkretnych zdarzeń i osób, których miały dotyczyć zarzuty. – Z tego, co wiem, odpowiedzi na to pismo nie było. Dziś prokuratura będzie badać tę kwestię podczas przesłuchania pana doktora – zapowiedział Żurek.
Jędrzejewski pozostaje w sporze ze Szpitalem Południowym, z którego został zwolniony.