Po blisko czterech godzinach posiedzenia strona społeczna Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia wyszła z sali. Związkowcy i pracodawcy wydali wspólny komunikat, tłumacząc powody swojej decyzji.

Fot. MZ
- Jeszcze kilka tygodni temu było niemal pewne, że NFZ otrzyma polecenie przekazania szpitalom (głównie) dodatkowych ok. 4,5 mld zł w postaci zwiększonych wycen
- W tej chwili brany jest pod uwagę wariant opiewający na ok. 3,3 mld zł, czyli – koszty samych podwyżek dla pracowników etatowych, zarabiających mniej niż stawki minimalne, jakie zaczną obowiązywać od lipca
- Temat kilkunastomiliardowej luki w budżecie NFZ zniknął z pola widzenia decydentów i mediów, a sześć miesięcy wydaje się czasem (zbyt) krótkim, by możliwe było uzyskanie znaczących oszczędności po stronie kosztów
W komunikacie związkowców i pracodawców czytamy, że strona społeczna w trakcie dyskusji „wyraziła oczekiwanie przedstawienia planowanych zmian w systemie ochrony zdrowia, zapowiedzianych przez Prezesa Rady Ministrów”. – Wnioskowanych informacji nie przedstawiono, a resort zdrowia nie przedstawił również odpowiedzi na wiele pytań strony społecznej w poszczególnych punktach ujętych w porządku obrad – napisali pracodawcy i związkowcy.
Jak usłyszeliśmy od uczestników posiedzenia, nie było żadnych konkretnych informacji nie tylko w sprawie pakietu „bardziej odważnych rozwiązań”, o których mówił premier, wręcz powiedziano, że takiego pakietu nie ma, ale też w sprawie najbardziej palącej, czyli – finansowania podwyżek, jakie 1 lipca zaczną realizować podmioty lecznicze. Na niespełna tydzień przed tym terminem MZ nie przedstawiło jeszcze wybranego wariantu rekomendacji prezesa AOTMiT.
Margines niepewności nie jest szeroki, ale jest. Jeszcze kilka tygodni temu było niemal pewne, że NFZ otrzyma polecenie przekazania szpitalom (głównie) dodatkowych ok. 4,5 mld zł w postaci zwiększonych wycen. W tej chwili, jak można usłyszeć m.in. od przedstawicieli organizacji pracodawców, poważnie brany jest pod uwagę wariant jeszcze bardziej minimalny, opiewający na ok. 3,3 mld zł, czyli – koszty samych podwyżek dla pracowników etatowych, zarabiających mniej niż stawki minimalne, jakie zaczną obowiązywać od lipca.
Ma to być reakcja na aferę w Szpitalu Południowym, a obcięcia wydatków na podwyżki ma się domagać sam Donald Tusk. Powód? Po pierwsze, sprawa pokazała brak nadzoru szpitala nad finansami (placówka po kontroli zakwestionowała jedną trzecią łącznej wysokości faktur, za jakie zapłaciła lekarzowi – ponad 1,5 mln zł – a zasadne jest pytanie, ile tak naprawdę powinna zapłacić pracownikowi w pierwszym roku jego drogi zawodowej). Po drugie, Tusk wie, że w kontekście tej sprawy informacje o kolejnych miliardach złotych płynących do szpitali (nawet jeśli nie do lekarzy) mogą tylko bardziej rozjuszyć opinię publiczną.
Strona społeczna Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia chce spotkania z minister zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą i powrotu do fundamentalnej rozmowy o sytuacji finansowej płatnika – temat kilkunastomiliardowej luki w budżecie NFZ zniknął z pola widzenia decydentów i mediów, a sześć miesięcy wydaje się czasem (zbyt) krótkim, by możliwe było uzyskanie znaczących oszczędności po stronie kosztów (tym bardziej, że na horyzoncie nie widać żadnych decyzji w tej sprawie). Rośnie więc ryzyko gwałtownego tąpnięcia w wydatkach pod koniec roku.
– Aktualna sytuacja finansowa systemu ochrony zdrowia oraz brak perspektyw jej poprawienia prowadzi do negatywnych skutków przede wszystkim dla pacjentów, jak również pracowników oraz pracodawców. Strona społeczna przegłosowała wniosek o przerwę w obradach do czasu przygotowania i przedstawienia przez stronę rządową informacji dotyczących planowanych zmian w systemie ochrony zdrowia oraz przywrócenia stabilności finansowej Narodowego Funduszu Zdrowia – napisali pracodawcy i związkowcy.