Prawie połowa lekarzy pracuje z pacjentami od 49 do 72 godzin tygodniowo, ponad 15 proc. deklaruje jeszcze wyższy wymiar. Nieco ponad jednej trzeciej praca kliniczna i udzielanie świadczeń zdrowotnych zajmuje łącznie nie więcej niż 48 godzin – wynika z ankiety, przeprowadzonej przez NIL. – Jesteśmy gotowi do rozmów na temat ograniczeń – zapewnia samorząd.

Fot. Adobe Stock
- W ankiecie, rozesłanej w ostatnich dniach, wzięło udział ponad 3,5 tys. lekarzy
- Wg NIL czas pracy lekarzy powinien zostać ujednolicony, bez względu na formę zatrudnienia i miejsce pracy i maksymalnie wynosić 78 godzin tygodniowo, 312 godzin miesięcznie
- Monitorowanie powinno obejmować całość czasu pracy lekarza i dotyczyć również pracy w sektorze prywatnym
- Dwie trzecie lekarzy uważa, że powodem nadmiernego czasu pracy są braki kadrowe
- 30 proc. ankietowanych nie chce centralnego systemu monitorowania czasu pracy
W ankiecie, rozesłanej w ostatnich dniach, wzięło udział ponad 3,5 tysiąca lekarzy – to absolutny rekord, co – jak podkreślał na środowej konferencji prasowej prezes NRL dr Łukasz Jankowski – wynika z ogromnego poruszenia środowiska lekarskiego wydarzeniami ostatnich tygodni, których istotnym wątkiem jest czas pracy lekarzy.
Szef lekarskiego samorządu stawia sprawę jasno: w jego ocenie czas pracy lekarzy powinien zostać ujednolicony, bez względu na formę zatrudnienia i miejsce pracy i maksymalnie wynosić 78 godzin tygodniowo, 312 godzin miesięcznie – tak, jak w przypadku lekarzy pracujących na etacie, którzy podpisali klauzulę opt-out.
Gdy zapytaliśmy prezesa NRL o optymalne rozwiązanie, jednoznacznie stwierdził, że monitorowanie powinno obejmować całość czasu lekarza i dotyczyć również pracy w sektorze prywatnym, bo chodzi o bezpieczeństwo – i lekarza, i przede wszystkim pacjenta. Jednocześnie dr Łukasz Jankowski stwierdził, że choć jest za wcześnie, by mówić o konkretach, samorząd uważa, że to izby lekarskie powinny odpowiadać za monitoring czasu pracy. Wydaje się jednak, patrząc na przebieg niedawnej dyskusji w Sejmie, że politycy będą skłonni powierzyć to zadanie np. płatnikowi, choć rzeczywiście, jak mówił dr Jankowski, w Niemczech to izby lekarskie odpowiadają za monitorowanie czasu pracy swoich członków.
NIL zapytała w ankiecie również o kwestię długości dyżurów – zaledwie we wtorek premier Donald Tusk mówił o dyżurze trwającym pięć dób, problem z dyżurowymi maratonami pojawia się zresztą regularnie na przestrzeni ostatnich lat. 37 proc. lekarzy przyznało, że w ostatnich czterech tygodniach zdarzyło się przynajmniej raz, że ich dyżur i praca kliniczna trwały powyżej 24 godzin, przy czym najczęściej wskazywano przedział 25-36 godz. Co dwudziesty lekarz pracował nieprzerwanie 37-48 godz., kolejne 5 proc. dyżurowało więcej niż dwie doby z rzędu. Niepokojące, jak mówił prezes NRL, jest również to, że 44 proc. lekarzy w ostatnich czterech tygodniach miało przynajmniej jeden czas odpoczynku pomiędzy obowiązkami krótszy niż przepisowe 11 godzin.
Dwie trzecie lekarzy uważa, że powodem nadmiernego czasu pracy są braki kadrowe. Ponad 40 proc. wskazuje, bardziej precyzyjnie, brak zastępstw i minimalnych obsad, ale blisko 40 proc. przyznaje, że są to indywidualne decyzje samych lekarzy.
„Na ile zgadza się Pan/Pani ze stwierdzeniem: sumaryczny czas wykonywania świadczeń zdrowotnych oraz liczba dyżurów finansowanych ze środków publicznych powinny być monitorowane niezależnie od formy zatrudnienia lub współpracy?” – to pytanie w ankiecie NIL spolaryzowało tych, którzy wzięli w niej udział. Głosy podzieliły się niemal po równo: 41,6 proc. przeciw, 43,9 proc. – za.
Jednocześnie prawie 30 proc. ankietowanych nie chce centralnego systemu monitorowania czasu pracy, zaś poparcie dla trzech innych rozwiązań (np. objęcie monitorowaniem tylko publicznego systemu) rozkłada się równomiernie (po 20 proc.).
Lekarze wskazali też warunki, jakie muszą być spełnione, by monitoring mógł zostać wprowadzony: podstawowym (blisko 70 proc. wskazań) jest gwarancja nieujawniania danych lekarzy. Blisko dwie trzecie chciałoby, by był on poprzedzony kontrolami placówek, grafików, warunków konkursu. Prawie połowa oczekuje ochrony minimalnego wymiaru odpoczynku, a ok. 40 proc. – wprowadzenia norm obsady i zachowania ciągłości świadczeń.
Ci, którzy wzięli udział w badaniu, nie mają natomiast wątpliwości, że przy kontraktach lekarskich finansowanych ze środków publicznych osoby pełniące funkcje publiczne, polityczne, partyjne, zarządcze lub decyzyjne powinny składać oświadczenie o konflikcie interesów, być wyłączane z decyzji dotyczących własnych umów oraz podlegać przejrzystej procedurze wyboru wykonawcy – trzy czwarte opowiedziało się „za”, sprzeciw wyraziło 11,4 proc. Ta jednoznaczność stanowiska lekarzy jest podstawą ostrego sformułowania postulatu dotyczącego odpolitycznienia czy też odpartyjnienia podmiotów leczniczych, bo – jak uważają lekarze – styk polityki i ochrony zdrowia stwarza warunki do namnażania się patologicznych sytuacji.
Czas pracy lekarza to jeden z wątków nieprawidłowości, do jakich miało dochodzić w warszawskim Szpitalu Południowym. Pracujący tam na kontrakcie młody lekarz zadeklarował w ubiegłym roku pracę w łącznym wymiarze ponad 330 godzin miesięcznie (choć przeprowadzona po ujawnieniu skandalu kontrola wewnątrzszpitalna wykazała, że faktycznie tak dużej liczby godzin nie przepracował, część została zakwestionowana, a dokumentacja w tej sprawie trafiła do prokuratury).