Większość Polaków odpowiedzialnością za problemy ochrony zdrowia obarcza przede wszystkim klasę polityczną, a nie lekarzy. Jednocześnie oczekuje głębokich zmian w organizacji systemu, większej przejrzystości zasad i „odpartyjnienia” zarządzania zdrowiem – wynika z najnowszego badania Human Answer Institute i Centrum im. Adama Smitha.
Fot. Centrum im. Adama Smitha
- Ankietowani opowiedzieli się za głębokimi zmianami, również takimi, które wprost dotyczą zasad pracy i wynagradzania lekarzy
- Trzy czwarte badanych uważa, że dyrektorzy szpitali nie powinni należeć do partii politycznych, a 71 proc. prezentuje takie samo stanowisko wobec lekarzy kierujących oddziałami
- Duża część Polaków akceptuje stosunkowo wysokie zarobki lekarzy, ale ponad 60 proc. nie ma wątpliwości, że skrajnie wysokie wynagrodzenia powinny zostać ograniczone
„Nowy kontrakt społeczny dla ochrony zdrowia” – to raport, jaki został przygotowany przez Human Answer Institute oraz Centrum im. Adama Smitha. Analizę oparto na badaniu przeprowadzonym na panelu Ariadna od 26 do 29 czerwca 2026 r. (a więc w szczycie tzw. afery Kacprzyka) na reprezentatywnej próbie 1093 dorosłych obywateli. Anna Gołębicka, ekspertka Centrum im. Adama Smitha, zwróciła uwagę na wysoki odsetek tych, którzy deklarują sympatię i zaufanie do przedstawicieli grupy zawodowej lekarzy: niemal dwóch na trzech badanych lubi swojego lekarza (czyli takiego, u którego się leczy). Wyraźnie mniej, ale wcale nie tak mało – blisko 50 proc. – ma pozytywne zdanie o lekarzach jako grupie zawodowej. To więcej, niż mogłoby się wydawać po tonie, jaki dominuje w przestrzeni publicznej.
Jednocześnie ankietowani opowiadają się za głębokimi zmianami, również takimi, które wprost dotyczą zasad pracy i wynagradzania lekarzy. 70 proc. z nich uważa, że lekarze pracujący w publicznym systemie powinni być zatrudniani wyłącznie na etatach. 58 proc. popiera rozdzielenie pracy medyków w sektorze publicznym i prywatnym. – Polacy chcą przejrzystych i zrozumiałych zasad – tłumaczyła Gołębicka.
Dużym poparciem cieszy się – zgłoszony przez samorząd lekarski zaraz po wybuchu afery w warszawskim Szpitalu Południowym – postulat „odpartyjnienia” zarządzania zdrowiem. Trzy czwarte z nas uważa, że dyrektorzy szpitali nie powinni należeć do partii politycznych, a 71 proc. prezentuje takie samo stanowisko wobec lekarzy kierujących oddziałami. – To wyraz oczekiwania profesjonalizacji kadry menedżerskiej, odpowiedzialności za wyniki leczenia oraz odsunięcia bieżącej polityki od decyzji medycznych – mówiła ekspertka.
Ogromne emocje budzą zarobki lekarzy – jest to również jeden z punktów „ultimatum”, jakie premier dał minister zdrowia i prezesowi NFZ. Duża część Polaków akceptuje stosunkowo wysokie zarobki lekarzy (blisko 50 proc. zgadza się, że powinny one wynosić trzykrotność średniej krajowej), ale ponad 60 proc. nie ma wątpliwości, że skrajnie wysokie wynagrodzenia powinny zostać ograniczone. Upraszczając, można założyć, że większości Polaków nie będą bulwersować zarobki rzędu kilkudziesięciu tysięcy dla lekarza (pracującego na etacie) – ale wyższe naruszają poczucie sprawiedliwości i równowagi społecznej, mimo doceniania wysokich kompetencji lekarzy (mowa, oczywiście, o specjalistach).
Dla dynamiki obecnego kryzysu kluczowa jest kwestia odpowiedzialności. Polacy nie mają wątpliwości: trzy czwarte z nas wskazuje przede wszystkim na rządzących (i nie chodzi o konkretną, będącą przy władzy opcję polityczną). Blisko 40 proc. uważa, że odpowiedzialność ponoszą lekarze.
Raport bierze też pod lupę rolę sektora prywatnego, z którego wizyt korzysta już 73 proc. ankietowanych. Dla wielu osób prywatne gabinety stały się po prostu koniecznym uzupełnieniem niewydolnego systemu publicznego. Autorzy badania podkreślają, że ponad 40 proc. badanych popiera zakaz zawierania przez NFZ umów z prywatnymi podmiotami na realizację świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Przeciwnego zdania jest 27,6 proc. ankietowanych, natomiast 30,5 proc. nie ma zdania. W ich ocenie to dowód na konieczność szybkiego uporządkowania systemu.
Może to jednak równocześnie być dowód, jak mało społeczeństwo wie w obszarze, o którym – z dużą dozą pewności – się wypowiada, w sytuacji, gdy niemal cały segment ambulatoryjny (praktycznie cała POZ i ogromna część AOS) jest w rękach prywatnych. Zresztą ten brak wiedzy (to nie tyle zarzut, co konstatacja) wyszedł już wcześniej, przy pytaniu o formę pracy lekarzy. Chcielibyśmy, żeby pracowali na etacie, nie mając świadomości konsekwencji – z końcem roku wygasa klauzula opt out, pozwalająca medykom na pracę w wymiarze 78 godzin (część z etatowców zresztą takiej klauzuli nie podpisało). To sprawia, że przynajmniej częściowo należałoby traktować wyniki takich badań jako barometr nastrojów czy postaw społecznych (a nie, na przykład, uzasadnienie dla konkretnych rozwiązań czy działań naprawczych).
Nie ma natomiast wątpliwości, że Polacy oczekują nowej jakości państwa w obszarze zdrowia. Takiego, które pokaże sprawczość i uporządkuje system budowany czy nadbudowywany przez dekady bez ładu i składu, bez planu i często decyzjami o przeciwnych wektorach.
– Badania pokazują również skutki utrzymywania przez polityków prawie wszystkich opcji fałszywego modelu służby zdrowia w przekazie wyborczym i w debacie publicznej – komentował Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Politycy wmawiają obywatelom, że w Polsce może istnieć nieograniczony dostęp w służbie zdrowia przy zawsze ograniczonych pieniądzach. Nie ma na świecie, nawet w najbogatszych społeczeństwach, takiego modelu usług. Stąd Polacy jeszcze wierzą, że takimi zmianami jak wprowadzenie limitów zarobków dla lekarzy można poprawić jakość służby zdrowia. Narracja ta jest od lat stosowana przez wiele rządów, gdzie określona grupa zawodowa jest wskazywana jako zbytnio uprzywilejowana finansowo. Zarządzający od lat zamiast dokonać fundamentalnych zmian przekierowują emocje na zarobki lekarzy.