Ministerstwo Zdrowia wycofuje się z programu pomocowego dla szpitali – informacje, jakie pojawiły się we wtorek, nie do końca oddają sytuację, bo ów program pomocowy nigdy nie zaistniał, trudno więc się z niego wycofać. Sprawa waży więcej niż „utracone” miliardy.
Fot. Adobe Stock
- Mechanizm miał polegać na udzieleniu pożyczki z BGK ze spłatą rozłożoną na dziesięć lat. Co roku umarzana byłaby jedna dziesiąta pożyczki, jeśli tylko szpital zakończy rok z akceptowalnym wynikiem finansowym
- Sprawa pokazuje, że w dyskusjach nad rozwiązaniami w systemie ochrony zdrowia rację mają – zwykle, by nie powiedzieć zawsze – przedstawiciele strony społecznej
- Tymczasem sygnały, jakie płyną z rządu, wskazują na plany pominięcia konsultacji publicznych w procesie podejmowania istotnych decyzji
Program, o którym mowa, pozostawał od dwóch ponad lat wyłącznie w sferze luźnych obietnic resortu zdrowia (ale już nie rządu). Resort obiecywał na etapie prac nad ustawą szpitalną uruchomienie mechanizmu dla zadłużonych szpitali, które przedstawią zaakceptowany program restrukturyzacyjny i będą go konsekwentnie realizować. Mechanizm miał polegać na udzieleniu pożyczki z Banku Gospodarstwa Krajowego ze spłatą rozłożoną na dziesięć lat. Co roku umarzana byłaby jedna dziesiąta pożyczki, jeśli tylko szpital zakończy rok z akceptowalnym wynikiem finansowym. Na papierze czy też ekranie prezentacji wyglądało to sensownie, tyle tylko – że nigdy nie wyszło poza etap prezentacji.
Gdy ustawa szpitalna była procedowana, ówczesna minister zdrowia Izabela Leszczyna oraz odpowiedzialny za „reformę szpitalnictwa” wiceminister Jerzy Szafranowicz zapewniali, że co prawda nie zostały w niej zapisane – na co uwagę zwracały zaniepokojone zmianami samorządy i szpitale samorządowe – zapowiadane przez dokładnie rok rozwiązania gwarantujące uruchomienie mechanizmu pożyczkowego z BGK, ale to rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki. Narracja utrzymała się po zdymisjonowaniu Leszczyny. – Zespół złożony z przedstawicieli resortów zdrowia i finansów oraz Banku Gospodarstwa Krajowego opracowuje finalne założenia wsparcia dla zadłużonych szpitali – mówił wiceminister zdrowia Jerzy Szafranowicz. Mechanizm oddłużania powinniśmy poznać w najbliższych tygodniach – informowały media w połowie sierpnia ubiegłego roku.
Po dymisji Szafranowicza resort zdrowia również nie odłożył sprawy na półkę. Co prawda nowa minister Jolanta Sobierańska-Grenda dość szybko podjęła decyzję o uruchomieniu komplementarnego rozwiązania (1,1 mld zł z Funduszu Medycznego na wsparcie konsolidacji, w tej chwili trwa nabór wniosków w konkursie), ale cały czas podtrzymywała przekaz o trwających rozmowach z resortem finansów i BGK. Dopiero wiosną MZ zdecydowało się na nieco większą otwartość i przyznanie, że bez przepisów ustawowych cała operacja jest niemożliwa – stąd wniosek o wpisanie projektu do wykazu prac legislacyjnych rządu.
I to z tego wniosku, nie z programu pomocowego (którego nie ma) w tej chwili resort się wycofuje, przyznając rację przedstawicielom strony samorządowej, którzy już od miesięcy alarmowali, że żadnego programu pomocowego (w którego założeniach nota bene w ostatnich miesiącach „zgubiono” wątek możliwości stopniowego umarzania pożyczki) nie będzie. W styczniu Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich, podczas jednej z sejmowych dyskusji na temat sytuacji szpitali samorządowych wprost stwierdził, że szanse na to, by szpitale w 2026 roku zobaczyły choć złotówkę z obu programów, są zerowe. – W budżecie państwa nie ma pieniędzy dla BGK na sfinansowanie programu, a w Funduszu Medycznym, w subfunduszu na inwestycje, nie ma miliarda złotych – mówił, okazując się – po raz kolejnym – świetnym prorokiem, bo MZ wprawdzie ogłosiło konkurs z Funduszu Medycznego, ale jego rozstrzygnięcie planowane jest na wiosnę 2027 roku (i to nie jest termin przekazywania środków).
Z kolei pod koniec kwietnia, gdy sprawa mechanizmu sanacyjnego dla szpitali stanęła podczas dyskusji na Europejskim Kongresie Gospodarczym, Bernadeta Skóbel, ekspertka Związku Powiatów Polskich, przywołała wypowiedź wiceminister finansów Haliny Majszyk z posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. – Wyraźnie zostało powiedziane, że Ministerstwo Zdrowia doskonale wie, ile pieniędzy jest w budżecie państwa zarezerwowane na cele związane ze zdrowiem, i jeśli resort zdrowia chce powstania takiego mechanizmu, powinien znaleźć na niego pieniądze w tej właśnie puli – mówiła. „W jej ocenie mechanizm BGK pozostanie częścią gry pozorów, nawet jeśli zostanie dokonany wpis do wykazu prac legislacyjnych rządu do rozpoczęcia prac nad konkretnym projektem droga będzie daleka, a rozmowy między ministerstwami – co przyznał również przedstawiciel MZ – są też dalekie od zakończenia” – pisaliśmy w relacji z tej dyskusji.
Sprawa waży więcej niż – prawdopodobnie – miliardy złotych, których szpitale, z ich błyskawicznie rosnącym poziomem zobowiązań, nie zobaczą. Pokazuje bowiem (nie po raz pierwszy), że w dyskusjach nad rozwiązaniami w systemie ochrony zdrowia rację mają – zwykle, by nie powiedzieć zawsze – przedstawiciele strony społecznej, w tym przypadku przedstawiciele organizacji samorządu terytorialnego. I to ich ocena sytuacji powinna być bardzo mocno brana pod uwagę przy podejmowaniu kierunkowych decyzji. Tymczasem sygnały, jakie płyną z rządu, wskazują na plany pominięcia konsultacji publicznych w procesie podejmowania istotnych decyzji. Podczas wtorkowej konferencji prasowej w Paryżu premier Donald Tusk zapowiedział, że w przyszły wtorek Rada Ministrów ma się zająć projektami resortu zdrowia. – Będziemy rozpatrywali i przyjmowali pierwsze rozporządzenia i projekt ustawy przygotowany przez panią minister zdrowia – mówił Donald Tusk, zaznaczając, że projekty mogły stanąć na rządzie już w tym tygodniu, ale nie stanęły, bo chciał być obecny przy rozpatrywaniu tego punktu.
Zastanawialiśmy się w ostatnim „Studium Kryzysu”, w jaki sposób premier chce wdrażać w życie we wrześniu rozwiązania, których jeszcze nie ma (zwłaszcza w kontekście nadchodzących wakacji parlamentarnych) – i wtorkowa wypowiedź jest dość jasnym sygnałem, jaka to będzie droga.