W tym roku wydarzyło się coś, co nie miało miejsca nigdy. Jako szpitale nie otrzymaliśmy zapłaty za procedury nielimitowane. Jeśli państwo mają jakiś dzwon alarmowy, proszę w niego bić – mówił podczas środowego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. szpitali samorządowych Krzysztof Żochowski, wiceprezes OZPSP.
Posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Szpitali Samorządowych, 11 września 2024 r. Fot. Sejm
- Są regiony, gdzie nadwykonania za drugi kwartał zostały wypłacone. W pozostałych trwają prace związane z bilansowaniem umów – poinformował NFZ
- W tym roku wydarzyło się coś, co nie miało miejsca nigdy. Jako szpitale nie otrzymaliśmy zapłaty za procedury nielimitowane – stwierdził wiceprezes OZPSP
- Głównym tematem posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. szpitali samorządowych były planowane zmiany w szpitalnictwie
- Krzysztof Żochowski zwracał uwagę, że ministerstwo planuje reformę bez pieniędzy, bez zagwarantowania odpowiedniej wyceny świadczeń
- Bez gwarancji, że wyceny w sposób płynny będą nadążać za rosnącymi kosztami świadczeń, nie ma szans ani na udaną reformę w skali makro, ani na to, by duża część szpitali, jeśli nie większość, mogła działać bez strat – stwierdziła ekspertka ZPP
Ponad 3 mld zł ze sprzedaży obligacji trafiło już do oddziałów NFZ. Minister zdrowia w porozumieniu z ministrem finansów zatwierdziła zgodę na zmianę planu finansowego NFZ. Pieniądze mają trafić w trybie pilnym do szpitali, których większość nie otrzymała jeszcze pieniędzy za nadwykonania i świadczenia nielimitowane wykonane w II kwartale.
Jak mówił podczas środowego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. szpitali samorządowych Marian Mackiewicz, zastępca dyrektora Departamentu Ekonomiczno-Finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia, sytuacja z regulowaniem zobowiązań przez NFZ w poszczególnych województwach jest „różna” – to powielenie stanu z czerwca, gdy Fundusz w województwach o niskiej koncentracji świadczeń specjalistycznych nie mógł zamknąć rozliczeń za pierwszy kwartał, a w części województw zrobił to bez problemu. – Są regiony, gdzie nadwykonania za drugi kwartał zostały wypłacone. W pozostałych trwają prace związane z bilansowaniem umów – dodał Mackiewicz.
– W tym roku wydarzyło się coś, co nie miało miejsca nigdy. Jako szpitale nie otrzymaliśmy zapłaty za procedury nielimitowane. Państwo ma psi obowiązek za nie zapłacić – nie ukrywał frustracji Krzysztof Żochowski, wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, nazywając brak zapłaty „niegodziwością”. – Pierwszy kwartał był szalenie opóźniony, a za drugi większość szpitali jeszcze nie otrzymała pieniędzy. A ze spotkania z panią minister i przedstawicielami NFZ wiemy, że pieniędzy na trzeci i czwarty kwartał nie ma. To jest wiele miliardów, których w ministerstwie ani w Funduszu nie ma – stwierdził. – Jeśli państwo mają jakiś dzwon alarmowy, proszę w niego bić!
Głównym tematem posiedzenia Zespołu były planowane zmiany w szpitalnictwie. – Projekt zawiera dwa ważne elementy. Pierwszy z nich to zmiana struktury sieci szpitali. Drugi natomiast to umożliwienie działań konsolidacyjnych szpitalom np. poprzez umożliwienie tworzenia podmiotów leczniczych przez jednostki samorządu terytorialnego – mówił podczas posiedzenia zespołu Michał Misiura, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia. – Kolejnym elementem są regulacje, które mają dotyczyć szczegółów programów naprawczych. Ustawa wprowadza pewne niezbędne elementy dotyczącego tego, z czego taki plan powinien się składać, zakłada jego konsultacje z NFZ w zakresie przychodów oraz z wojewodą w zakresie wojewódzkich planów transformacji.
Nowa sieć szpitali ma rozpocząć funkcjonowanie od 1 lipca 2027 roku i nie będzie w niej sześciu – jak w tej chwili – poziomów zabezpieczenia. – Zostaną do niej zakwalifikowane wszystkie szpitale mające co najmniej jeden profil zabezpieczenia, które przez okres co najmniej dwóch lat posiadały kontrakt z NFZ w tym zakresie. Jednocześnie w przypadku profili zabiegowych, jak również oddziałów ginekologiczno-położniczych, przewidziano dodatkowe kryterium kwalifikacji. Będzie to spełnienie dodatkowego kryterium zabiegowości lub liczby zrealizowanych porodów – dodał Misiura.
Jednak zapewnienia przedstawiciela MZ nie uspokoiły emocji. Krzysztof Żochowski zwracał uwagę, że ministerstwo planuje reformę bez pieniędzy, bez zagwarantowania odpowiedniej wyceny świadczeń. – Kiedy po raz ostatni były wyceniane procedury w ginekologii i położnictwie? – pytał, przypominając, że te oddziały w zdecydowanej większości szpitali są przysłowiową kulą u nogi, generując potężne straty. Jak mówił, choć trudno polemizować z głównym założeniem, czyli koniecznością pewnego ograniczenia liczby porodówek przy zmieniającej się demografii, podstawowym kryterium (obok liczby porodów) powinna być nie odległość (ministerstwo zapewnia, że wykluczone geograficznie oddziały będą mieć gwarantowane finansowanie), a czas dojazdu, bo – jak mówił – w Polsce warunki drogowe są bardzo zróżnicowane, więc pokonanie 40 km przy drogach szybkiego ruchu nie jest żadnym problemem, pokonanie takiej samej odległości w innych regionach może zająć czas dwa razy dłuższy.
Bernadeta Skóbel, ekspertka Związku Powiatów Polskich, również zwróciła uwagę na kwestię wycen. Konkretnie – jedna z uwag do projektu nowelizacji ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych, wprowadzającego reformę szpitalnictwa, zgłoszonych przez ZPP nawiązywała do rozwiązania, które powiaty przedstawiały już wcześniej, czyli ustawowego mechanizmu waloryzacji wycen świadczeń zdrowotnych. – Zaproponowaliśmy wpisanie tego mechanizmu do ustawy, Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało, że to wykracza poza zakres legislacji – podkreśliła Skóbel. Tymczasem bez gwarancji, że wyceny w sposób płynny będą nadążać za rosnącymi kosztami świadczeń, nie ma szans ani na udaną reformę w skali makro, ani na to, by duża część szpitali, jeśli nie większość, mogła działać bez strat.
Ekspertka również podzieliła pogląd, że proponowane przez MZ rozwiązania dotyczące racjonalizacji sieci oddziałów położniczych i zabiegowych nie uwzględniają faktu zróżnicowania regionalnego Polski. Zwróciła uwagę, że kryterium 400 porodów rocznie, zawarte w załączniku do projektu ustawy, w województwie świętokrzyskim spełnia pięć szpitali, z czego trzy znajdują się w Kielcach. – Czy można stosować jedną miarę do całego kraju? – pytała.
Głosy ekspertów były jednak tylko wstępem do zasadniczej części posiedzenia, w której głos zabierali posłowie Prawa i Sprawiedliwości (w zespole są wyłącznie parlamentarzyści tego klubu). Przewodnicząca zespołu, Józefa Szczurek-Żelazko, ubolewała, że na posiedzenie nie przyszedł nikt z kierownictwa MZ (najwyższym rangą przedstawicielem strony rządowej był wiceprezes NFZ Marek Augustyn).
Anna Kwiecień dopytywała, czy zamykanie porodówek nie odbije się na poziomie zabezpieczenia świadczeń ginekologicznych poza położnictwem, zwracając uwagę, że korzysta z nich również ogromna rzesza pacjentek w starszym wieku. Katarzyna Sójka, była minister zdrowia w rządzie PiS, żądała odpowiedzi, kto stoi za sztywnym kryterium liczby porodów. – Czy ktoś przeanalizował sytuację, zanim na sztywno wymyślił kryterium 400 porodów, które powoduje takie komplikacje? – pytała Sójka, a w odpowiedzi usłyszała, że taką liczbę ustalili „konsultanci krajowi”. Sójka i Szczurek-Żelazko domagały się konkretnych nazwisk, jednak nikt ze strony rządowej nie zasugerował im, by kierowały pytanie do byłego ministra zdrowia, który już jako prezes NFZ w 2019 roku posługiwał się kryterium czterystu porodów rocznie (wówczas chodziło o lepszą wycenę dla szpitali, które przyjmują przynajmniej taką liczbę porodów). Nie przywołano również argumentu, że w czasach rządów PiS nie tylko kolejni ministrowie zdrowia (Łukasz Szumowski i Adam Niedzielski) rozważali lub planowali redukcję oddziałów ginekologiczno-położniczych, ale liczba porodówek zmniejszyła się (2017-2023) z 397 w 2017 r. do 332. Oczywiście, zmniejszyła się również liczba samych porodów.
Józefa Szczurek-Żelazko, była wiceminister zdrowia i wieloletnia dyrektor szpitala w Brzesku (woj. małopolskie), który – nota bene – nie spełnia kryterium liczby porodów. W 2023 roku urodziło się tam 308 dzieci, podczas gdy w sąsiednim szpitalu w Bochni – 1425. Lokalne media informowały, po opublikowaniu projektu ustawy, że nawet 60 proc. ciężarnych wybiera jako miejsce porodu inne porodówki – przede wszystkim w Bochni, Krakowie i Tarnowie. Nie przeszkadzało to posłance PiS argumentować, że likwidacja porodówek prowadzi do zachwiania bezpieczeństwa opieki okołoporodowej, bo kobiety chcą rodzić blisko domu i wśród personelu, do którego mają zaufanie. Józefa Szczurek-Żelazko pokusiła się wręcz o stwierdzenie, że choć jednym z głównych argumentów rządu za ograniczeniem liczby oddziałów ginekologiczno-położniczych jest poprawa jakości i bezpieczeństwa, to właśnie rozproszenie porodówek gwarantuje ową jakość i bezpieczeństwo, czego dowodzi należący do najniższych w Europie wskaźnik śmiertelności okołoporodowej noworodków (eksperci już od kilku lat zabiegają, by w krajach wysokorozwiniętych nie uwzględniać tego wskaźnika w analizach dotyczących zdrowia publicznego, ponieważ jego zróżnicowanie w tej grupie krajów jest bardzo niewielkie).
Temat likwidacji oddziałów położniczo-ginekologicznych wybrzmi również na posiedzeniu plenarnym – w czwartek posłowie PiS będą zadawać w tej sprawie pytanie Ministerstwu Zdrowia.