Spekulacje wokół dymisji

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Życzyłabym sobie, by obecny z nami były wiceminister zdrowia, obecny wiceprezes NFZ, a być może niedługo pełnoprawny minister, pan Jakub Szulc, wiedział, co zrobić z tymi wszystkimi problemami – nad słowami Katarzyny Sójki (PiS), które padły podczas czwartkowego posiedzenia Komisji Zdrowia, poświęconego sytuacji finansowej NFZ, trudno przejść do porządku dziennego.

Posiedzenie Rady Ministrów, 10 września 2024 r. Fot. KPRM – CC BY-NC-ND 2.0

  • Na zmianę ministra jest albo za późno, albo za wcześnie. Na pewno za wcześnie, jeśli z kolejnym premier Donald Tusk wiązałby jakieś poważniejsze plany
  • Tusk od szefa tego resortu oczekiwał dwóch rzeczy: po pierwsze, minimalizowania oczekiwań finansowych, po drugie – spokoju. Tymczasem Leszczyna w ostatnich tygodniach zaczęła artykułować oczekiwania liczone w miliardach złotych
  • Czy plan koncentracji świadczeń opieki okołoporodowej był błędem? Oczywiście, nie. MZ popełniło jednak cały szereg błędów przy publikacji projektu zawierającego tak wrażliwą informację
  • Minister Leszczyna miała odmówić odwołania Filipa Nowaka ze stanowiska, a sam prezes NFZ wykazywał się gotowością do lojalnej współpracy z nową ekipą – problem polega na tym, że nawet największa lojalność nie jest w stanie przykryć wyrwy w budżecie
  • Pomijając błędy, jakie niewątpliwie popełniła Izabela Leszczyna, tak naprawdę nie ona odpowiada za wypiętrzający się kryzys w systemie

Posłanka powiedziała to, co w kuluarach krąży – nie tyle jako plotka, co poufna informacja – już od dobrych kilku dni i to już po tym, jak ucichł medialny szum, w którym Izabela Leszczyna była wskazywana jako jedna z mocnych kandydatek do dymisji w ramach rocznicowej rekonstrukcji rządu. Pojawiły się bowiem nowe okoliczności, a ostatnich kilkadziesiąt godzin tylko wyostrzyło problem.

Spekulacje wokół dymisji ministra zdrowia nie są żadną sensacją – praktycznie każdy minister zderzał się z nimi już po kilku miesiącach urzędowania. Tym razem jednak sytuacja jest inna, by nie powiedzieć – złożona. Po pierwsze, nie ma kolejki osób chętnych do tego stanowiska. Premier Donald Tusk jesienią ubiegłego roku musiał wykonać gigantyczny wysiłek, by obsadzić „gorący stołek” na ulicy Miodowej. W związku z tym, i to jest kolejna okoliczność, wziął szczególną odpowiedzialność za tę nominację.

Po trzecie, widać wyraźnie, że system ochrony zdrowia wszedł w niezwykle ostry wiraż – przede wszystkim finansowy, a politycy koalicji rządzącej, mimo że od miesięcy mieli świadomość, jaki jest budżet NFZ i przed jakimi wyzwaniami stanie Fundusz w drugiej połowie roku, nic z tym fantem nie zrobili. Co więcej, dali się złapać w pułapkę i powtarzali slogany o dynamicznym wzroście nakładów na zdrowie i o tym, że sytuacja będzie się tylko poprawiać.

Zasłonę milczenia, w duchu miłosierdzia, należałoby spuścić na złożone przed wyborami obietnice (zniesienie limitów na świadczenia szpitalne, skrócenie kolejek), gdyby tylko była taka szansa. Niestety, nie tylko fakt, że żadnego miłosierdzia nie mają posłowie opozycji i rytualnie przypominają – również w ostatnich dniach, podczas posiedzeń zespołów i komisji sejmowych – o braku rozsądku sprzed roku, to i pola manewru nie pozostawiają politycy koalicji, Koalicji Obywatelskiej przede wszystkim, tłumacząc, że „byli utrzymywani w przekonaniu”, że finanse Funduszu są w świetnym stanie. Pytanie jednak, czy gdy pojazd jest w trakcie wykonywania manewrów i próbuje wyjść na prostą (umownie), najlepszym pomysłem jest zmiana kierowcy?

Na zmianę ministra jest albo za późno, albo za wcześnie. Na pewno za wcześnie, jeśli z kolejnym premier Donald Tusk wiązałby jakieś poważniejsze plany, a dymisja nie miałaby być tylko formą odreagowania frustracji szefa rządu. Frustracji i rozczarowania, bo – jak pisaliśmy już jesienią 2023 roku, gdy Izabela Leszczyna była wymieniana jako najpoważniejsza kandydatka do stanowiska ministra zdrowia – Tusk od szefa tego resortu oczekiwał dwóch rzeczy: po pierwsze, minimalizowania oczekiwań finansowych, po drugie – spokoju. Tymczasem minister Leszczyna w ostatnich tygodniach zaczęła artykułować oczekiwania liczone w miliardach złotych, a podjęte działania (projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach zdrowotnych) zdetonował polityczną bombę.

Choć może raczej należałoby powiedzieć, że dostarczył opozycji całego arsenału broni absolutnie konwencjonalnej, bo jest w polskiej debacie o bolączkach systemu ochrony zdrowia konwencją, że porodówki można zamykać, byle po cichu. „Nie ma najmniejszych wątpliwości, że temat porodówek będzie politycznie (partyjnie) eksploatowany do granic możliwości i przyzwoitości (jeśli takie w polityce w ogóle istnieją)” – pisaliśmy 10 sierpnia w cyklu „Studium kryzysu”, antycypując rzeczywistość – ta z kolei dowiodła, że w polityce żadnych granic przyzwoitości nie ma, skoro posłowie formacji, za której rządów zniknęło blisko 70 oddziałów ginekologiczno-położniczych i której ministrowie przygotowywali operację planowego wygaszania tych oddziałów, żądają nazwisk autorów kryterium 400 porodów rocznie (Katarzyna Sójka) i dowodzą, że rozproszenie porodówek jest gwarancją bezpieczeństwa i jakości (Józefa Szczurek-Żelazko).

Czy plan koncentracji świadczeń opieki okołoporodowej był błędem? Oczywiście, nie. Ministerstwo Zdrowia popełniło jednak cały szereg błędów przy publikacji projektu zawierającego tak wrażliwą informację. Po pierwsze, nie zawarło zastrzeżenia – wyraźnie sformułowanego – że obok kryterium liczby porodów będzie się liczyć kryterium geograficzne. Nawet mało precyzyjna informacja w tej sprawie byłaby lepsza niż żadna. Po drugie, nie zapewniło wystarczająco dobrej komunikacji z opinią publiczną. Mówiąc wprost – nie zaprosiło mediów PRZED ogłoszeniem projektu, by wyjaśnić – od początku, skąd na przykład wzięło się kryterium liczby porodów i jaka jest historia jego funkcjonowania (2019 rok, NFZ ogłasza lepsze finansowanie porodówek z przynajmniej taką liczbą porodów, założenia ustawy o szpitalnictwie autorstwa ekipy Adama Niedzielskiego).

Nie zrobiono nic, by PiS nie mogło się posłużyć nośnym społecznie hasłem „likwidują porodówki”. I choć media nadużywają zwrotu „Tusk się wściekł”, akurat w tej sprawie premier mógł (może) mieć uzasadnione pretensje do minister zdrowia. Zwłaszcza, że w sprawie planów minister wobec szpitali (w tym oddziałów położniczo-ginekologicznych, choć nie tylko) zwracają się również – poza wojującą sloganami opozycją – koalicjanci, ale również, i to dla premiera jest znacznie ważniejsze, samorządowcy Koalicji Obywatelskiej. Zresztą również w samym klubie KO nie brakuje mniej lub bardziej skrywanych emocji wokół „reformy Leszczyny”.

Kluczowa wydaje się jednak sprawa finansów. Informowaliśmy już w pierwszych miesiącach funkcjonowania rządu, że premier miał poważne wątpliwości co do utrzymywania na stanowisku prezesa NFZ Filipa Nowaka, który co prawda karierę w NFZ rozpoczął w czasach rządów PO-PSL, ale skrzydła na dobre rozwinął za rządów PiS – i mocno te rządy wspierał, włącznie z aktywną zgodą na nowelizację ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, która uszczuplała budżet NFZ przynajmniej o 10 mld zł rocznie. Nowak publicznie zapewniał, że przy rozmiarach budżetu Funduszu i planowanych wzrostach nakładów te pieniądze praktycznie nie mają znaczenia. I nie miały, ale tylko w 2023 roku, gdy Fundusz, kierowany przez Nowaka, mógł sięgnąć do zgromadzonych po dwóch latach pandemii rezerw finansowych. Rezerwy wydano – i w 2024 roku „okazuje się”, że w kasie Funduszu brakuje około 10 mld zł, by móc utrzymać realizację zobowiązań na dotychczasowym poziomie, czyli – na przykład – zapłacić za wszystkie świadczenia nielimitowane, nadwykonania w szpitalach, AOS i POZ (opieka koordynowana!).

Minister Izabela Leszczyna miała odmówić odwołania Nowaka ze stanowiska, a sam Filip Nowak wykazywał się gotowością do lojalnej współpracy z nową ekipą – problem polega na tym, że nawet największa lojalność nie jest w stanie przykryć wyrwy w budżecie. Przedstawienie w czwartek przez wiceprezesa NFZ Jakuba Szulca „mało optymistycznych” (jak mówił wiceminister Jerzy Szafranowicz) informacji dotyczących sprawozdania finansowego NFZ za ubiegły rok pokazuje skalę problemu, za który współodpowiedzialność bez żadnej wątpliwości ponosi obecny prezes NFZ. To trzeba stwierdzić dobitnie: choć informacje o konsekwencjach decyzji, jakie zapadały w latach 2021-2023, nie są nowością, po raz pierwszy sformułował je i autoryzował wysoki przedstawiciel NFZ.

Można zakładać, że nieprzypadkowo w posiedzeniu zamiast Filipa Nowaka wziął udział Jakub Szulc. Również dlatego, że to on wskazywany jest – w poufnych informacjach, nie plotkach – jako ewentualny następca Izabeli Leszczyny. Czy wypowiedź Katarzyny Sójki „pali” tę kandydaturę? Raczej nie, choćby dlatego, że innych na horyzoncie brak. Jednak nie tylko – premier musi się zastanowić i skalkulować, czy stać rząd na szybką wymianę dwóch ministrów zdrowia. Bo pomijając błędy, jakie niewątpliwie popełniła Izabela Leszczyna, tak naprawdę nie ona odpowiada za wypiętrzający się kryzys w systemie.

Ignorując lipcowy apel organizacji pacjentów, zwracających uwagę szefa rządu na nadciągające zaostrzenie kryzysu w ochronie zdrowia (stan kryzysu jest oczywiście permanentny) szef rządu dał dowód, jak nisko na liście jego priorytetów jest ta dziedzina i jak mało jest nią zainteresowany. Wbrew deklaracjom i wbrew społecznemu barometrowi (poprawa sytuacji w ochronie zdrowia jest niezmiennie w TOP3 społecznych oczekiwań). Z kręgów zbliżonych do premiera można usłyszeć, że Tusk nie wierzy w możliwość realnej poprawy w zdrowiu. Być może będzie mógł nie tyle uwierzyć, co doświadczyć, że nawet jeśli nie może być lepiej, to zawsze może być gorzej.

13.09.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.