Dwa projekty rządowe i projekt PiS przywracający – w pewnym uproszczeniu – stan sprzed wprowadzenia Polskiego Ładu – to spektrum decyzji w sprawie składki zdrowotnej, jaką Sejm ma podjąć, ostatecznie, w kolejnym tygodniu, w środę. Prawdopodobnie zostanie uchwalona wersja rządowa, czyli likwidacja składki od środków trwałych oraz zmniejszenie obciążeń składkowych dla najmniej zarabiających przedsiębiorców.
22. posiedzenie Sejmu RP. Fot. Sejm
- W przyszłym roku rząd chce ulżyć drobnym firmom, obniżając podstawę naliczania składki zdrowotnej, co przełoży się na zmniejszenie obciążenia o ok. 100 zł
- Znacznie większe koszty – i znacznie szersze grono beneficjentów – są związane z dalszymi propozycjami rządu, które mają nastąpić w 2026 roku
- Rafał Bochenek (PiS), przedstawiając projekt opozycji, zachwalał zmiany podatkowe dokonane w ramach Polskiego Ładu
- Jeśli chodzi o dwa projekty rządowe, to część rozwiązań klub Lewicy uważa za sensowne i racjonalne, jednak część jest naszym zdaniem bardzo niebezpieczna – mówiła Joanna Wicha (Lewica)
- Dyskusję w Sejmie śledzą z uwagą interesariusze systemu ochrony zdrowia oraz eksperci. Zaniepokojenie wyraziło w czwartek Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej
- Rząd zapewnia, że wszelkie ubytki po stronie NFZ zostaną uzupełnione z dodatkowych dotacji budżetowych. Niestety, przedstawiane projekty takich gwarancji nie zapewniają – stwierdził Wojciech Wiśniewski, ekspert FPP
- Dodał, że uszczuplanie przychodów płatnika pogłębia problem mieszanego finansowania ochrony zdrowia – im więcej pieniędzy budżetowych, tym bardziej niestabilny będzie system
W środę posłowie debatowali w ramach pierwszego czytania trzech projektów (projekt złożony przez Polskę 2050 i pilotowany przez Ryszarda Petru został wycofany z uzasadnieniem, że w dużej części kompensuje go projekt rządowy, przewidujący zmiany w składce dla przedsiębiorców, jakie mają zachodzić w latach 2025-2026) – dwóch projektów złożonych przez rząd oraz projektu przygotowanego przez PiS.
Minister finansów Andrzej Domański prezentując propozycje rządu podkreślał, że „to rozsądny kompromis między oczekiwaniami przedsiębiorców, możliwościami budżetowymi oraz zachowaniem proporcjonalności oskładkowania różnych form działalności zarobkowej”. Uzasadniając konieczność likwidacji składki od sprzedaży środków trwałych mówił wprost o niesprawiedliwości, jaką wprowadzono w ramach Polskiego Ładu: – Ta niesprawiedliwość wiąże się z koniecznością zapłaty składki miesięcznej rzędu kilkunastu czy nawet w niektórych wypadkach kilkuset tysięcy złotych, w przypadku gdy przedsiębiorca osiągnie choćby jednorazowo wysoki dochód w wyniku sprzedaży np. nieruchomości.
W przyszłym roku rząd chce ulżyć drobnym (bardzo drobnym) firmom, obniżając podstawę naliczania składki zdrowotnej, co przełoży się na zmniejszenie obciążenia o ok. 100 zł i będzie kosztować – według wstępnych szacunków – około miliarda złotych, które nie wpłyną do kasy NFZ. Zmiana, według obliczeń resortu finansów, będzie dotyczyć ok. 900 tys. osób.
Znacznie większe koszty – i znacznie szersze grono beneficjentów – są związane z kolejnymi propozycjami rządu, które mają wejść w życie w 2026 roku, ale minister Domański podkreślał, że ten projekt zmian będzie jeszcze poddany konsultacjom. Zmiany mają dotyczyć wszystkich przedsiębiorców, zarówno tych, którzy rozliczają się według skali podatkowej, podatkiem liniowym, jak i ryczałtowców. Jak podkreślają eksperci, poza ubytkiem składki zdrowotnej liczonym w miliardach złotych państwo musi się liczyć z przepływem podatników między grupami i znaczącym powiększeniem grupy „ryczałtowców”, co również nie będzie bez znaczenia dla budżetu. We wszystkie mechanizmy dotyczące składki zdrowotnej wbudowano bowiem wręcz – pośrednio i bezpośrednio – zachęty do optymalizacji podatkowej (składkowej).
Projekty rządu i projekt PiS (złożony już w marcu) były dyskutowane łącznie. Rafał Bochenek przedstawiając projekt opozycji zachwalał zmiany podatkowe dokonane w ramach Polskiego Ładu. Podkreślał również, że zmiany dotyczące zasad odprowadzania składki zdrowotnej przez przedsiębiorców miały swoje uzasadnienie: – Przyjęte przy tej okazji rozwiązanie dotyczące składki zdrowotnej zostało powiązane z obniżoną skalą podatkową. W kieszeniach pracowników i przedsiębiorców została nie, tak jak pan minister proponuje, kwota 4 mld zł, czyli tyle, co kot napłakał, ale kwota 50 mld zł. 50 mld zł zostało w kieszeniach polskich obywateli, pracowników i przedsiębiorców. Co więcej, wprowadzona wówczas składka zdrowotna miała na celu polepszyć sytuację mocno nadwyrężonej po pandemii COVID-19 służby zdrowia. Była instrumentem, którego zastosowanie było podyktowane ówczesnymi okolicznościami – podkreślał, nie dodając jednocześnie, że tak naprawdę płatnik, a więc ochrona zdrowia, nie zyskała niemal nic, bo równocześnie budżet oddał do finansowania przez NFZ zadania o porównywalnej wartości. Bochenek mówił natomiast o zmienionej sytuacji gospodarczej, zarówno w kraju, jak i globalnym pogorszeniu koniunktury i o tym, że w tej chwili trzeba ulżyć przedsiębiorcom – co (gdyby w życie wszedł projekt PiS) kosztowałoby finanse Funduszu (a pośrednio budżet państwa) ok. 9 mld zł. – Dzisiaj przedsiębiorcy są pozostawieni sami sobie, a ich sytuacja z miesiąca na miesiąc staje się jeszcze gorsza – przekonywał.
W podobnym duchu wypowiadał się też w imieniu PiS w trakcie dyskusji Patryk Wicher. – Rzeczywiście, można powiedzieć, że Polski Ład miał swoje ujemne strony, że dzisiaj faktycznie chcemy go modyfikować (...). Bo każda decyzja, każda ustawa ma swój czas, jest uchwalana w jakimś konkretnym kontekście makroekonomicznym i fiskalnym. W tym wypadku, kiedy Prawo i Sprawiedliwość pierwszy raz podchodziło do tych przepisów, w I i II kwartale 2020 r. mieliśmy dynamiczny wzrost gospodarczy, który sięgał wtedy, o ile dobrze pamiętam, ponad 5 proc. Później przyszła pandemia, oczywiście to zmodyfikowało ten wzrost, ale jednak w III i IV kwartale 2021 r. oraz w I kwartale 2022 r., przypominam, wzrost gospodarczy sięgał 5, 7, 9 proc. – wyliczał.
Choć PiS nie opowiedziało się za odrzuceniem w pierwszym czytaniu projektów rządowych, Krystyna Skowrońska w imieniu Koalicji Obywatelskiej „zrewanżowała się” wnioskiem o odrzuceniu w pierwszym czytaniu projektu PiS. Wzajemne oskarżenia przedstawicieli największych klubów były w stu procentach przewidywalne, dyskusja nabrała rumieńców, gdy na mównicy stanął przedstawiciel Polski 2050. Sławomir Ćwik popierał projekty rządowe, krytykował projekt PiS i argumentację polityków Prawa i Sprawiedliwości, tłumaczył powody wycofania projektu Ryszarda Petru, pochylał się nad problemami przedsiębiorców oraz polemizował z wywiadem, jakiego udzielił w mediach prowadzący obrady Włodzimierz Czarzasty (Lewica). – Wzywam także Lewicę do poparcia projektów rządowych i uchwalenia jak najszybciej tych projektów – mówił. W podobnym duchu głos zabrał Radosław Lubczyk (PSL).
– Rozmawiamy dzisiaj o ustawach, które mają obniżyć składki zdrowotne dla osób prowadzących działalność gospodarczą. (...) Jeśli chodzi o dwa projekty rządowe, to część rozwiązań klub Lewicy uważa za sensowne i racjonalne, jednak część jest naszym zdaniem bardzo niebezpieczna nie tylko dla finansowania ochrony zdrowia, ale przede wszystkim dla całości rynku pracy w Polsce – mówiła Joanna Wicha (Lewica), jednocześnie zapowiadając głosowanie przeciw projektowi PiS. Posłanka Lewicy poparła projekt rządowy, zakładający likwidację składki od sprzedaży środków trwałych i zmniejszenie obciążeń najdrobniejszych przedsiębiorców.
– Niestety nie możemy poprzeć drugiej propozycji rządowej, czyli zmian, które miałyby wejść w życie od roku 2026. Są one, tak jak mówiłam wcześniej, po prostu niebezpieczne. Pierwsza kwestia, o której mówimy od miesięcy, to zagrożenie dla budżetu zdrowotnego – podkreślała Wicha. – Ta ustawa to spora wyrwa w Funduszu – 6 mld zł rocznie. Rozumiem, że te środki mają zostać zwrócone z pieniędzy budżetowych, niemniej jednak ta sytuacja wzbudza zrozumiały niepokój. To jeden z podstawowych powodów, dla których nie podniosę ręki za tą ustawą. Nie poprę jej również dlatego, że proponowane zmiany są po prostu niesprawiedliwe – podkreślała, argumentując, że przedsiębiorca na ryczałcie, osiągający przychód 20 tys. zł miesięcznie, będzie płacić składkę dwa razy niższą niż etatowiec ze średnią krajową. – To nieuczciwe. Dlaczego bogaci mają płacić mniej niż biedniejsi? Lewica jako polityczna siła stojąca na straży sprawiedliwości społecznej po prostu nie może się na to zgodzić.
Wicha podkreślała też, że proponowane rozwiązania będą wypychać pracowników etatowych na fikcyjne samozatrudnienie, co jest niepokojącym zjawiskiem, groźnym społecznie (zmniejsza na przykład poczucie bezpieczeństwa, co przekłada się choćby na odwlekanie decyzji lub rezygnację z powiększania rodziny).
Marcelina Zawisza (Razem) mówiła o konkursie na dewastowanie budżetu NFZ i za honorowego zwycięzcę uznała Ryszarda Petru, którego wycofany projekt miał kosztować ok. 30 mld zł. Drugie miejsce przyznała PiS. – Przez ostatnie 8 lat wszyscy powtarzaliśmy, że trzeba zwiększyć nakłady na ochronę zdrowia. Dziś procedowane ustawy idą w przeciwnym kierunku. To jest tragifarsa i głupota – podkreślała. – Główna nagroda dla premiera Donalda Tuska i całej koalicji rządzącej za aż dwa projekty uszczuplające budżet NFZ. W pierwszym projekcie w przyszłym roku rząd zakłada wyrwę 1 mld zł na rabaty przy sprzedaży i kupnie używanych aut na firmę. To prawie tyle, co łączne koszty ratunkowego dostępu do technologii lekowych, świadczeń wysokospecjalistycznych i programów profilaktycznych razem wziętych. Jest jeszcze drugi druk rządowy, straszniejszy, bo od 2026 r. wycina z NFZ rocznie 6 mld zł. To mniej więcej kwota, którą w tym roku NFZ zaplanował na finansowanie całego ratownictwa medycznego, opieki hospicyjnej i paliatywnej. Ten rząd i przerażająca część opozycji uważają, że nasze państwo ma większe zobowiązania wobec właścicieli firm niż pacjentów i pacjentek – dowodziła posłanka, wiceprzewodnicząca Komisji Zdrowia.
Zawisza nie hamowała się w krytyce. – Minister Domański zapewnia, że NFZ nie straci, bo przekaże pieniądze z budżetu. Przy katastrofalnym systemie finansowania ochrony zdrowia już w tym roku i braku realnych działań rządu to jest patykiem po wodzie pisane, panie ministrze. To jest po prostu bezczelne – stwierdziła w pewnym momencie, przywołując raport o luce w finansach NFZ, opiewającej w przyszłym roku na ponad 20 mld zł (Razem złożyło poprawkę zwiększającą dotację dla NFZ o ponad 20 mld zł, ale nie zyskała ona poparcia Komisji Finansów Publicznych). – Tyle powinniście dorzucić do NFZ, żeby leczenie odbywało się w Polsce nie tylko od stycznia do września, ale także w ostatnim kwartale roku – mówiła.
Dyskusję w Sejmie śledzą z uwagą interesariusze systemu ochrony zdrowia oraz eksperci. Zaniepokojenie wyraziło w czwartek Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, nie brak również w mediach społecznościowych głosów przedstawicieli organizacji pacjentów, pytających o gwarancje ze strony rządu, że rzeczywiście budżet będzie rekompensował ubytek w przychodach NFZ.
– Z uwagą przysłuchujemy się debacie dotyczącej projektów, które uszczuplą przychody Narodowego Funduszu Zdrowia pochodzące ze składek. Rząd zapewnia, że wszelkie ubytki po stronie płatnika zostaną uzupełnione z dodatkowych dotacji budżetowych. Niestety, przedstawiane projekty takich gwarancji nie zapewniają. Oczywiście, w świetle ustawy 7 proc. PKB na zdrowie, każdy złoty mniej w NFZ będzie generować obowiązek zabezpieczenia złotego więcej w budżecie państwa. To nie oznacza jednak automatycznie, że te dodatkowe środki budżetowe będą częścią dotacji podmiotowej, do wykorzystania na pokrycie kosztów świadczeń opieki zdrowotnej. Uszczuplanie przychodów NFZ pogłębia problem mieszanego finansowania ochrony zdrowia – im więcej pieniędzy budżetowych, tym bardziej niestabilny będzie system – skomentował w rozmowie z nami Wojciech Wiśniewski, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.