Wydaje się, że obecność specjalistów zdrowia publicznego w szkołach to podstawa sukcesu – stwierdził wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny. Według ekspertów Ministerstwo Edukacji Narodowej nie widzi potencjału specjalistów spoza swojej „bańki” i chce powierzyć zadanie nauczycielom.
Fot. Adobe Stock / Anastassiya
- Na uczelniach medycznych od lat kształcimy specjalistów zdrowia publicznego. Jednak w tej chwili system „nie widzi” potencjału tych kadr
- Przygotowania do wprowadzenia do szkół przedmiotu edukacja zdrowotna koncentrują się na przygotowaniu (przekwalifikowywaniu) kadr nauczycielskich
- Nie tylko dobrym pomysłem, ale wręcz koniecznością powinny być spotkania z ekspertami – w tym specjalistami zdrowia publicznego – którzy przybliżaliby uczniom poszczególne obszary wiedzy o zdrowiu
- Jeśli mówimy poważnie, że zdrowie publiczne jest zadaniem ponadresortowym, w każdym ministerstwie powinna być komórka odpowiedzialna za zdrowie publiczne
Na uczelniach medycznych od lat kształcimy specjalistów zdrowia publicznego. W ostatnim okresie katalog zawodów medycznych został poszerzony o nową pozycję: profilaktyk. Jednak w tej chwili, jak mówiła podczas Kongresu Zdrowia Publicznego, który rozpoczął się w czwartek w Warszawie, Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia, system „nie widzi” potencjału tych kadr. – Są na to dwa dobitne przykłady. W ustawie o opiece koordynowanej w POZ wprost zapisano, że profilaktyką zdrowotną zajmują się lekarz i pielęgniarka. Jak najbardziej mogłoby to być zadanie profilaktyka – mówiła. Drugi przykład, jak podkreślała polityczka, to przygotowania do wprowadzenia do szkół przedmiotu edukacja zdrowotna, które koncentrują się na przygotowaniu (przekwalifikowywaniu) kadr nauczycielskich.
Mówił o tym również wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny, który stwierdził, że od września w szkołach pojawi się „wymarzony przedmiot”, dzięki czemu uczniowie będą mogli zetknąć się z tematyką zdrowia, z promocją zdrowia, prozdrowotnych wyborów wtedy, gdy kształtują się ich nawyki i postawy. Dzięki wiedzy, jaką pozyskają, będzie można również uzyskać, przynajmniej częściowo, efekt profilaktyki domowej – bo jest szansa na przekazanie wiedzy choćby o koniecznych szczepieniach czy badaniach profilaktycznych rodzicom czy dziadkom. – Jest pytanie, kim będziemy uczyć tego przedmiotu? Wydaje się, że obecność specjalistów zdrowia publicznego w szkołach to podstawa sukcesu, choć niekoniecznie chodzi o to, by byli zatrudniani na etatach – powiedział.
– Wprowadzenie do szkół wiedzy o zdrowiu to fantastyczny pomysł. Lekarze widzą na co dzień, jak pacjenci mało wiedzą zarówno o swoim zdrowiu, jak i swoim chorowaniu, o swoim organizmie – przyznał Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia, dodając, że widzi obawy związane z prawdopodobnym sposobem wprowadzenia przedmiotu do szkół. – Będziemy mieć nauczycieli i podstawę programową. Sęk w tym, że można ją realizować na sto różnych sposobów – podkreślał. W jego ocenie byłoby błędem, gdyby edukacja zdrowotna ograniczała się po prostu do tradycyjnych lekcji, prowadzonych przez nauczycieli. Nie tylko dobrym pomysłem, ale wręcz koniecznością powinny być spotkania z ekspertami – różnymi, w tym specjalistami zdrowia publicznego – którzy przybliżaliby uczniom poszczególne obszary wiedzy o zdrowiu. – Nie da się zaprzeczyć, że młodzi ludzie dużo uważniej słuchają osób z zewnątrz.
Mocno wsparł ten głos prof. Bolesław Samoliński z WUM, podkreślając, że rola specjalistów w dziedzinie zdrowia publicznego czy profilaktyków w szkołach powinna być o wiele większa. – Nie chodzi tylko o zaangażowanie w sam przedmiot, w to, jak on jest realizowany, ale o budowanie prozdrowotnej atmosfery w szkole, na przykład przez organizowanie happeningów, akcji promujących zachowania prozdrowotne – wskazywał.
Prof. Samoliński wskazywał również, że specjaliści w dziedzinie zdrowia publicznego powinni móc przebierać w ofertach pracy, choćby w administracji publicznej, rządowej i samorządowej. – Jeśli mówimy poważnie, że zdrowie publiczne jest zadaniem ponadresortowym, w każdym ministerstwie powinna być komórka odpowiedzialna za zdrowie publiczne – wskazywał. Rzeczywiście, na etapie przyjmowania ustawy o zdrowiu publicznym – blisko dekadę temu – mówiono, że każda decyzja, zapadająca na szczeblu rządowym, powinna być „przepuszczana” przez filtr zdrowia publicznego i uzgadniana pod kątem zgodności z priorytetami zdrowotnymi. Tak, oczywiście, nie jest. Podobnie zresztą, jak dzieje się to na szczeblu samorządowym – choć samorządy terytorialne mają wpisaną w swoje zadania dbałość o zdrowie mieszkańców.