Nie jest tajemnicą, że w budżecie NFZ na 2025 rok brakuje 17 mld zł, co oznacza, że przychody ze składek nie kompensują zaplanowanych wydatków – mówił podczas panelu otwierającego środową konferencję „Priorytety w ochronie zdrowia 2025” wiceminister zdrowia Jerzy Szafranowicz.
Fot. Adobe Stock
- W połowie lutego ma się ukazać zarządzenie prezesa NFZ, regulujące kwestę rozliczeń w AOS. Chodzi o zwiększenie odsetka przyjęć pacjentów pierwszorazowych
- MZ i płatnik chcą wymusić zmianę na świadczeniodawcach i dostaną oni kwartał na dostosowanie się, bo Fundusz dopiero w czwartym kwartale powie „sprawdzam”
- W kuluarach wielu dyrektorów placówek prowadzących AOS wskazywało, że gdy kolejki są zapełnione do końca roku, oznacza to konieczność usunięcia z nich wielu pacjentów
- Pojawiają się obawy, że obowiązkiem komunikowania zmian pacjentom zostaną obarczeni lekarze lub nawet pracownicy rejestracji
- Jeżeli chodzi o wiedzę o zdrowiu, to mamy tutaj katastrofę. Jesteśmy analfabetami zdrowotnymi – stwierdził prof. Jacek Jassem
- Wprowadzenie edukacji zdrowotnej to obszar współpracy dwóch resortów – zdrowia i edukacji – i patrząc na doświadczenia ostatniego roku, można mieć do tej współpracy zastrzeżenia
- Nie da się skutecznie pomóc dziecku i nastolatkowi, jeżeli nie obejmiemy pomocą i wsparciem całego środowiska, w którym to dziecko funkcjonuje
Szafranowicz podkreślił, że ochrona zdrowia nigdy nie była dziedziną łatwą w zarządzaniu, a teraz stopień trudności wzrósł przez „brak środków na finansowanie procedur medycznych”. Jednocześnie zapewnił, że MZ ma pomysł, jak trudną sytuację w ochronie zdrowia rozwiązać. Z wypowiedzi wiceministra wynikało, że ten pomysł jest zaszyty w dotychczas prezentowanych pomysłach: reforma szpitali powiatowych („żeby były szyte na miarę potrzeb mieszkańców regionu”) i odwracanie piramidy świadczeń, czego elementem ma być przekierowywanie pacjentów z AOS do POZ.
W połowie lutego ma się ukazać zarządzenie prezesa NFZ, regulujące kwestę rozliczeń w AOS. Chodzi o zwiększenie odsetka przyjęć pacjentów pierwszorazowych. Jak mówił wiceprezes NFZ Marek Augustyn, MZ i płatnik chcą wymusić zmianę na świadczeniodawcach i dostaną oni kwartał na dostosowanie się, bo Fundusz dopiero w czwartym kwartale powie „sprawdzam”. – Zmiana będzie polegać na wyznaczeniu określonej mediany dla świadczeniodawców, co niejako wymusi zwiększanie wizyt pierwszorazowych. W interesie pacjenta jest to, aby było ich jak najwięcej. Ma to polegać na tym, że ten, kto przekracza wartość mediany, będzie miał wycenę procedur taką jak dotychczas. Natomiast chcąc wymusić zwiększenie liczby takich wizyt, obniżymy wyceny tym świadczeniodawcom, którzy są poniżej tej mediany – wyjaśnił wiceprezes NFZ Marek Augustyn, przypominając, że w lipcu 2021 roku zostały zniesione limity do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Z perspektywy czasu okazało się, że wprowadzona zmiana nie spełniła oczekiwań w postaci skrócenia kolejek. – Od tego czasu minęły już prawie trzy lata i czas najwyższy, aby zacząć działać – mówił Augustyn.
W kuluarach wielu dyrektorów placówek prowadzących AOS wskazywało, że gdy kolejki są zapełnione do końca roku – a nie jest to wcale rzadkość – oznacza to konieczność usunięcia z nich wielu pacjentów. A Jakub Adamski z Biura Rzecznika Praw Pacjenta podkreślał, że choć sama idea zwiększenia przyjęć pacjentów pierwszorazowych w poradniach specjalistycznych jest słuszna i zrozumiała, konieczna jest dobra komunikacja, skierowana do pacjentów na stałe leczących się u specjalistów. – Trzeba zakomunikować, że nastąpią zmiany, ponieważ siłą rzeczy one spowodują, że pacjenci niepierwszorazowi będą mieć wizyty u specjalisty rzadziej niż dotychczas. Pacjenci są przyzwyczajeni do tego, że w jakimś cyklu są leczeni przez specjalistów i trzeba ich przekonać, aby kontynuowali leczenie w podstawowej opiece zdrowotnej – powiedział Jakub Adamski. Pojawiają się obawy, że obowiązkiem komunikowania zmian zostaną obarczeni lekarze lub nawet pracownicy rejestracji, co po pierwsze skupi na nich niezadowolenie pacjentów, po drugie – niekoniecznie będzie efektywne (czyli przekona pacjentów do niepodejmowania prób „dostania się” do specjalisty).
Mówiąc o dziurze w finansach NFZ, Szafranowicz stwierdził, że są to „problemy wspólne i razem musimy je rozwiązać”. – Nie boimy się i nie wstydzimy o tym mówić (…). Nie chodzi tylko o kwestie płacenia za świadczenia limitowane i nielimitowane. Mamy pewien pomysł na to, w jaki sposób finansować te usługi na bieżąco – powiedział. Jak dodał, ministerstwo nie jest głuche na problemy szpitali powiatowych, z których ponad połowa jest zadłużona. – Nie możemy tłumaczyć, że to może przez złe zarządzanie albo organy założycielskie, a może to kwestia złego finansowania. Zdiagnozowaliśmy problem i przygotowujemy nowelizację ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych z pieniędzy publicznych, tzw. reformę szpitali. Chcemy w niej przedstawić pewne założenia. Po pierwsze chcemy „uszyć” szpital adekwatny do potrzeb mieszkańców. Dlaczego tak się obecnie nie dzieje? Oddziały o różnym profilu zostały zakontraktowane kilkanaście lat temu. Sieć szpitali zamurowała je, co oznacza, że nie ma możliwości ich zmiany – tłumaczył. Problem w tym, że – jak informowaliśmy – rząd nie zamierza się spieszyć z reformą szpitali i zwrócił się do KE z wnioskiem o przesunięcie terminu realizacji tego kamienia milowego na trzeci kwartał 2025 roku. Jest przesądzone, że do wyborów prezydenckich w tej sprawie nic się nie wydarzy, a to co się wydarzy po wyborach – nie jest określone. Będzie nowy projekt i nowa tura konsultacji publicznych, których wynik nie jest pewny.
Jednym z wątków, które mocno wybrzmiały w trakcie dyskusji, była kwestia edukacji zdrowotnej. – Z ogromnym rozczarowaniem przyjąłem decyzję o wycofaniu się z obowiązkowej edukacji zdrowotnej w szkołach – stwierdził prof. Jacek Jassem z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. – Tutaj całe środowisko medyczne powinno mówić jednym głosem. Jeżeli chodzi o wiedzę o zdrowiu, to mamy tutaj katastrofę. Jesteśmy analfabetami zdrowotnymi. Ale to nie jest wina tych ludzi, że zachowują się nieracjonalnie. To jest wina nasza – środowisk medycznych i polityków, że Polacy nie mają wiedzy na ten temat – podkreślił. Z kolei Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia oceniła, że w trakcie dyskusji na temat edukacji zdrowotnej brakowało mocnego głosu środowisk medycznych, ale przede wszystkim zdumiała ją – negatywnie – cisza ze strony rodziców (domyślnie tych, którym powinno najbardziej zależeć na edukacji zdrowotnej dzieci, bo ci, którzy sprzeciwiali się planom rządu, byli bardzo słyszalni).
Wprowadzenie edukacji zdrowotnej to obszar współpracy dwóch resortów – zdrowia i edukacji – i patrząc na doświadczenia ostatniego roku, można mieć do tej współpracy zastrzeżenia. Nie jest to jednak jedyna dziedzina, w której silosowość państwa daje się mocno we znaki, jeśli chodzi o projektowanie i realizację rozwiązań zdrowotnych. Dr Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dziecięcej, zaznaczyła, że przez ostatnie cztery lata udało się zrobić wiele, aby poprawić dostęp do opieki psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży oraz ich bliskich. Do sukcesu jednak brakuje bardzo wiele. – Od kilku lat widzę, że pogarsza się kondycja psychiczna dzieci i młodzieży. Niemal dwukrotnie zwiększyła się liczba małoletnich pacjentów, którzy trafili do systemu związanego z ochroną zdrowia psychicznego. Nie da się skutecznie pomóc dziecku i nastolatkowi, jeżeli nie obejmiemy pomocą i wsparciem całego środowiska, w którym to dziecko funkcjonuje – mówiła. – Mamy trzy poziomy referencyjne, w tym ośrodki opieki psychologiczno-terapeutycznej skoncentrowane na wsparciu całego środowiska tego dziecka. Mamy zatem narzędzia, ale brakuje nam płynności we współpracy z resortami edukacji oraz rodziny, pracy i polityki społecznej, czyli tej współpracy międzyresortowej.