Co dalej?

Małgorzata Solecka
Kurier MP

W czwartek Sejm nie podjął decyzji dotyczącej zmniejszenia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. Głosowanie spadło z porządku, bo w ostatniej chwili okazało się, że dla ustawy, forsowanej przez ministra finansów i premiera, nie ma większości.


Fot. Anna Strzyżak / Kancelaria Sejmu

  • Posłowie Konfederacji uzależnili poparcie ustawy od przyjęcia poprawki, która gwarantowałaby, że nawet najbogatsi przedsiębiorcy nie płaciliby wyższych składek zdrowotnych
  • Prawo i Sprawiedliwość, do tej pory deklarujące poparcie dla ustawy, zapowiedziało wstrzymanie się od głosu
  • Przy jednoznacznym stanowisku Lewicy, która zadeklarowała sprzeciw wobec ustawy, oznaczało to brak większości
  • Można było odnieść wrażenie, że jest grupa posłów, którzy bardzo chcą tę ustawę uchwalić, ale są też tacy, którzy wiedzą, że lepiej, by nie została uchwalona
  • Ekstremalnie trudna sytuacja finansowa NFZ mogła być jeśli nie powodem, to przynajmniej pretekstem do zawieszenia realizacji pochopnie złożonej obietnicy
  • Pod koniec pierwszego kwartału plan finansowy NFZ nadal nie jest podpisany
  • Ustawa obniżająca składkę zdrowotną przedsiębiorców została zatrzymana przez niespodziewaną deklarację Izabeli Leszczyny
  • Nie ma żadnej pewności, że porozumienie Leszczyny i Domańskiego zmieni sytuację

Kluczowa okazała się deklaracja Konfederacji – jej posłowie uzależnili poparcie ustawy od przyjęcia poprawki, która gwarantowałaby, że nawet najbogatsi przedsiębiorcy nie płaciliby wyższych składek zdrowotnych. Na etapie opiniowania poprawek przez komisje Zdrowia i Finansów Publicznych Krystyna Skowrońska (KO) zarzucała posłom, że nie tylko nie wskazują źródła sfinansowania poprawki, ale nawet nie oszacowali jej kosztów, co jest sprzeczne z zasadami legislacji, ale Konfederacja postawiła sprawę na ostrzu noża. Z kolei Prawo i Sprawiedliwość, do tej pory deklarujące poparcie dla ustawy (w imię poprawiania sytuacji przedsiębiorców), zapowiedziało wstrzymanie się od głosu (koalicja rządząca nie mogła w tym przypadku liczyć na podział w największym klubie i na to, że znajdą się posłowie, którzy zagłosują „za”, bo kuluarowe informacje wskazywały, że PiS „wyczuło krew” i wobec pojawiających się informacji, że ustawę wsparł osobiście Donald Tusk, będzie się starało doprowadzić do blamażu rządu w Sejmie). Przy jednoznacznym stanowisku Lewicy, która zadeklarowała sprzeciw wobec ustawy, oznaczało to jedno: brak większości.

Czy w najbliższych dniach zobaczymy nagłówki, że „Tusk się wściekł” w sprawie składki zdrowotnej? Niewykluczone, choć stany emocjonalne szefa rządu nie są w tej sprawie najważniejsze. Proces legislacyjny ustawy o obniżeniu składki zdrowotnej od dłuższego czasu przypominał kiepski występ kabaretowy (by przywołać tylko posiedzenie połączonych komisji, na którym zaplanowano przedstawienie sprawozdania przez podkomisję, a na wniosek przewodniczącej podkomisji odesłano projekt do ponownego rozpatrzenia do podkomisji, której to podkomisji ponowne rozpatrzenie zajęło 10 minut, z zegarkiem w ręku), i mógłby być zabawny, gdyby nie fakt, że materia dotyczy zdrowia i życia tysięcy pacjentów.

Posiedzenie po posiedzeniu, gdyby analizować je na chłodno, można było odnieść wrażenie, że jest grupa posłów, którzy bardzo chcą tę ustawę uchwalić, ale są też tacy, którzy wiedzą, że lepiej, by nie została uchwalona. Trudno zakładać, by wszyscy stracili jednoczasowo zdolność czytania ze zrozumieniem i pozostawali całkowicie głusi na głosy ekspertów, zwłaszcza ekonomistów. Bo o ile głosy np. samorządów zawodów medycznych czy szerzej, środowisk interesariuszy ochrony zdrowia, można (choć nie powinno się) pominąć, argumentując, że pracownicy są wprost zainteresowani tym, by w systemie było jak najwięcej pieniędzy, trudno posądzać o to autorów dwóch raportów dotyczących luki w finansach NFZ czy ignorować głosy osób z ogromnym doświadczeniem w zarządzaniu systemem, które wskazują na niebezpieczeństwa pogłębiania zjawiska uzależniania NFZ od dotacji z budżetu państwa, czyli, mówiąc wprost, powiększania zagrożenia destabilizacją finansów płatnika. Aż trudno nie wspomnieć tu złożonej przez Donalda Tuska, co prawda nieco w innym kontekście, obietnicy (sam początek kadencji), że jego rząd będzie słuchał głosu naukowców. Otóż pojawił się taki głos, przemówił think tank SGH i zarekomendował działanie wprost przeciwne niż to, które przygotował rząd.

Trudno też nie zadać pytania, po co to wszystko. Ekstremalnie trudna sytuacja finansowa Funduszu mogła być jeśli nie powodem, to przynajmniej pretekstem do zawieszenia realizacji pochopnie złożonej obietnicy (trudno oprzeć się wrażeniu, że przy formułowaniu prawie wszystkich obietnic w obszarze ochrony zdrowia politycy nie mieli bladego pojęcia o materii, w której zabierają głos). Jeśli przyjąć, że roczny koszt ustawy to ok. 5 mld zł, a skorzystać z niej ma 2,5 mln przedsiębiorców, nietrudno wyliczyć, że korzyść jednego wyniesie (średnio) ok. 2 tys. zł. Miesięcznie – poniżej 180 zł. W dodatku przecież przedsiębiorcy tej korzyści nie odczują wprost. Nie zapłacą mniejszych składek w 2026 roku. Robiąc przelew do ZUS zapłacą i tak więcej niż w 2025 roku (przez podwyżkę składek na ubezpieczenia społeczne), a niewielu podziękuje za to, że mogli płacić jeszcze więcej, więc chwała rządowi. Większe jest prawdopodobieństwo, że na rządzie odbije się rykoszetem zmniejszenie przychodów płatnika, jeśli przełoży się ono (a się przełoży) na problemy ze znalezieniem pieniędzy dla świadczeniodawców, zamieszanie z wpuszczaniem pacjentów do kolejek, ograniczenia dostępu do badań etc. To już wiadomo, te tematy mają dużą siłę rażenia i w mediach mainstreamu, i w mediach społecznościowych. Są też „samograjem” dla opozycji, ktokolwiek ją tworzy.

Media w czwartek pokazywały chętnie zdjęcia rozmawiających ze sobą w sejmowych ławach ministrów zdrowia i finansów. Izabela Leszczyna i Andrzej Domański od tygodni, od miesięcy wręcz, powtarzają, że są „w procesie dobrych rozmów” na tematów finansów ochrony zdrowia – trudno jednak nie zauważyć, że końca tego procesu nie ma, a pod koniec pierwszego kwartału plan finansowy NFZ nadal nie jest podpisany. Nie ma porozumienia w sprawie uzupełnienia dotacji (18-20 mld zł), a ministrów dzieli m.in. temat realizacji ustawy podwyżkowej, bo resort finansów nie chce się zgodzić na „przepalenie” kolejnych miliardów złotych. Nie ma w tej sprawie żadnych oficjalnych informacji, ale nieoficjalnie można usłyszeć, że Andrzej Domański jako „plan minimum” na ten rok, gdy jest już za późno na jakiekolwiek zmiany w ustawie, chce deklaracji, że tym razem minister zdrowia wybierze najmniej kosztochłonny wariant realizacji ustawy, zakładający sfinansowanie jedynie podwyżek wynikających z umów o pracę, co oznaczałoby, że do szpitali trafi w drugim półroczu nie 9-10 miliardów złotych, ale około połowa tej kwoty.

Nie ma żadnej wątpliwości, że ustawa obniżająca składkę zdrowotną przedsiębiorców (projekt resortu finansów do tego stopnia, że posłowie rządzącej większości w czwartek nie byli zainteresowani wysłuchaniem podczas obrad połączonych komisji głosu ministra zdrowia) została zatrzymana przez niespodziewaną deklarację Izabeli Leszczyny, która nie tylko zapowiedziała, że jej w głosowaniu nie poprze, ale dodała, dlaczego. Zasadnym jest jednak pytanie, czy poza trafną diagnozą stanu faktycznego, bo NFZ rzeczywiście może skutku takiego ruchu nie udźwignąć, nie jest to element przeciągania liny z ministrem finansów w sprawie, po pierwsze, planu finansowego, po drugie, ustalenia kwoty, jaką dodatkowo rząd znajdzie dla ochrony zdrowia. Zegar zaczyna iść coraz szybciej, AOTMiT nie może wydać rekomendacji opiewających na kwoty wyższe, niż dysponuje nimi NFZ (to tajemnica poliszynela i żadna sensacja, wyceny dopasowywane są do możliwości płatnika, a jakie w tej chwili są to możliwości, jeśli chodzi o zwiększenie wycen, również wszyscy wiedzą).

Nie ma jednak żadnej pewności, że porozumienie Leszczyny i Domańskiego i ogłoszenie przez minister zdrowia, że zagłosuje „za” ustawą obniżającą składkę, bo Fundusz jednak udźwignie jeszcze i to, zmieni sytuację, jeśli chodzi o możliwość uchwalenia tej ustawy. W tym sensie rząd już poległ, bo trzeba byłoby szukać wsparcia w klubach opozycji. Na to, że posłowie PiS czy Konfederacji sami z siebie zmienią zdanie, nie powinni liczyć nawet najwięksi optymiści. Uchwalenie ustawy bez sprzeciwu opozycji czy przy jej nie uwarunkowanym niczym wsparciu to jedno. Aktywne szukanie poparcia wobec sprzeciwu części koalicji rządzącej to zupełnie coś innego.

21.03.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.