Słyszymy, że mamy się nie martwić, bo pieniądze się znajdą, ale nikt nie mówi skąd. Pieniądze będą z budżetu, ale konkretnie skąd? Komu zostaną zabrane? – pytali eksperci podczas spotkania „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w świetle prac nad obniżeniem składki zdrowotnej”.
Fot. x.com/fundacja_alivia
- Od 4 kwietnia, czyli dnia uchwalenia ustawy obniżającej składkę zdrowotną, do Pałacu Prezydenckiego płyną apele o weto, a lista argumentów jest naprawdę przytłaczająca
- Polska ma jeden z najniższych w Europie i w UE poziomów wydatków na zdrowie, zarówno w przeliczeniu na głowę mieszkańca, jak i względem PKB
- Ustawa oddala nas od urzeczywistnienia sprawiedliwości społecznej i pogłębia regresywność podatku celowego, jakim jest składka zdrowotna
- Zmiany nie przyniosą ulgi małym przedsiębiorcom, natomiast stanowią poważne zagrożenie dla stabilności systemu
- Już sama zapowiedź, że pieniędzy może w systemie być mniej, działa na świadczeniodawców, zniechęcając ich do realizowania świadczeń, przekładania wizyt i zabiegów na kolejny rok
- Niemcy chcą zreformować system i w związku z tym chcą podnieść składkę zdrowotną. W Polsce mamy dokładnie odwrotną argumentację ze strony polityków
- Prezes NRL zwracał uwagę, że z przekazem dotyczącym konsekwencji obniżenia składki zdrowotnej należy się szerzej przebić do opinii publicznej
W poniedziałek w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” odbyło się spotkanie „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w świetle prac nad obniżeniem składki zdrowotnej”. Spotkanie zorganizowała Fundacja Alivia, wzięli w nim udział przedstawiciele organizacji zrzeszających środowiska związane z ochroną zdrowia. Mocno wybrzmiało negatywne stanowisko wobec uchwalonej przez Sejm ustawy, a jedną z konkluzji jest zgoda co do przedstawienia wspólnego stanowiska już na etapie prac komisji senackiej, która po świętach zaopiniuje ustawę dla całej izby wyższej. Senat musi podjąć decyzję na poświątecznym posiedzeniu. Niezależnie od tego poszczególne organizacje lub ich koalicje będą kierować apele i do Senatu, i przede wszystkim do prezydenta Andrzeja Dudy o zawetowanie ustawy.
Prezydenckie weto, jak już pisaliśmy nie raz, jest praktycznie przesądzone. Również w poniedziałek z Andrzejem Dudą na temat ustawy rozmawiała Magdalena Biejat. Kandydatka Lewicy w wyborach prezydenckich po spotkaniu powiedziała, że Andrzej Duda uważa, że ustawa w uchwalonym przez Sejm kształcie jest nie do zaakceptowania, podzielając argumenty apelujących o zatrzymanie przygotowanej przez rząd regulacji, od której Lewica zdecydowanie się odcina (podobnie jak pozostająca w opozycji partia Razem). Przeciw ustawie zagłosowała też lwia część klubu PiS, co na pewno nie utrudnia prezydentowi podjęcia decyzji w sprawie ustawy.
Kluczowa może być jednak jednomyślność ekspertów i interesariuszy systemu – od 4 kwietnia, czyli dnia uchwalenia ustawy, do Pałacu Prezydenckiego płyną apele o weto, a lista argumentów jest naprawdę przytłaczająca. Dużą część z nich przedstawiono w trakcie poniedziałkowej dyskusji.
Wojciech Wiśniewski, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich, członek Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia, przypomniał dane dotyczące finansowania ochrony zdrowia: Polska – jak mówił – ma jeden z najniższych w Europie i w UE poziomów wydatków na zdrowie, zarówno w przeliczeniu na głowę mieszkańca, jak i względem PKB. Jeśli chodzi o wydatki publiczne, jesteśmy na szarym końcu UE. Rzeczywiste nakłady na ochronę zdrowia w Polsce wynoszą zaledwie 5,5 proc. PKB z roku bieżącego, czyli o połowę mniej niż średnia z państw OECD z 2022 r. (5,5 proc. PKB to wydatki liczone realnie, czyli bez reguły n-2, ale z uwzględnieniem katalogu zawartego w ustawie przychodowej; według metodyki OECD i Komisji Europejskiej, która nie wlicza np. wydatków na kształcenie kadr, nasze wydatki bieżące na zdrowie wynoszą ok. 4,8 proc. PKB).
– Warto zwrócić uwagę, że to właśnie w tej dekadzie czekają nas pierwsze konsekwencje trendów demograficznych, wzrośnie liczba potrzebujących świadczeń zdrowotnych, zmaleje liczba pracujących i odprowadzających wyższe składki zdrowotne – mówił Wojciech Wiśniewski. – Rok 2027 będzie też ostatnim momentem, gdy będzie obowiązywała ustawa gwarantująca 7 proc. PKB na zdrowie. Od tego momentu poziom nakładów na zdrowie uzależniony będzie od poziomu rozwoju gospodarczego, a ten słabnie.
Niepokojącym zjawiskiem jest narastające uzależnienie budżetu płatnika od dotacji budżetowej. – Luka finansowa na lata 2025-2028 wyniesie 216,5 mld zł – wskazał ekspert. – Zaczynamy więc finansować ochronę zdrowia w Polsce długiem, co prowadzi do nasilenia się pokusy oszczędności na tej dziedzinie. Jeśli Senat odrzuci wniosek o odrzucenie ustawy lub prezydent jej nie zawetuje, poziom luki finansowej w przyszłym roku wyniesie 50 mld zł. Warto zwrócić uwagę, że od 2027 roku NFZ zostanie objęty stabilizacyjną regułą finansową. Do tej pory można było kierować do NFZ pieniądze bez konsekwencji dla innych wydatków. Od 2027 roku, aby zasilić NFZ kwotą w wysokości miliarda złotych, trzeba będzie obciąć ten miliard w innych usługach publicznych. Już niebawem będziemy więc konkurować z edukacją, obronnością i innymi dziedzinami.
W ocenie Marii Libury z Zakładu Zdrowia Publicznego GUMed ustawa obniżająca składkę zdrowotną dla przedsiębiorców jest niezgodna z konstytucją, z artykułem 2. – Oddala nas ona od urzeczywistnienia sprawiedliwości społecznej i pogłębia regresywność podatku celowego, jakim jest składka zdrowotna. Wbrew politycznej narracji, ustawa w niewielkim stopniu ulży mikroprzedsiębiorcom. Oni zyskają relatywnie niewiele, około 100 zł. Rzeczywistymi wygranymi będą ci, którzy zarabiają znacząco wyższe kwoty – mówiła, dodając, że część mikroprzedsiębiorców jest przekonanych, że będą po tej zmianie płacić mniejsze składki na ZUS, choć to oczywiście nie jest prawdą.
Zmiany nie przyniosą ulgi małym przedsiębiorcom, natomiast stanowią poważne zagrożenie dla stabilności systemu. Już sama zapowiedź, że pieniędzy może w systemie być mniej, działa na świadczeniodawców, zniechęcając ich do realizowania świadczeń, przekładania wizyt i zabiegów na kolejny rok (niepewność, czy i w jakim stopniu zostaną sfinansowane nadwykonania). – Gracze na niepewnym rynku zdrowia zaczynają po prostu ograniczać dostępność – wskazywała ekspertka. – Możemy mieć więc do czynienia ze zwijaniem się systemu publicznego. Tymczasem pełni on nie tylko kluczową rolę w zapewnianiu opieki zdrowotnej, ale wpływa też istotnie na system komercyjny. Sprawnie działający system publiczny ogranicza inflację kosztów. Gdy system publiczny słabnie, koszty drastycznie rosną.
Dr Libura przywołała też przykład Niemiec, które w ubiegłym roku rozpoczęły dużą reformę systemu ochrony zdrowia, której jednym z celów jest ograniczenie tempa wzrostu wydatków poprzez redukcję sektora szpitalnego. – Niemcy wiedzą, że mają nieoptymalną strukturę szpitalnictwa i bazy łóżkowej. Chcą radykalnie zreformować ten system i w związku z tym chcą podnieść składkę zdrowotną – zauważyła dr Maria Libura. – W Polsce mamy dokładnie odwrotną argumentację ze strony polityków: należy składkę obniżyć, by szpitale się same zreformowały. To przedziwna wiara w to, że ograniczenie strumienia finansowania doprowadzi do racjonalizacji zachowań.
Ministrowie finansów oraz zdrowia zapewniali w ostatnich tygodniach, że system opieki zdrowotnej nie straci na obniżce składki, ponieważ NFZ otrzyma dotację z budżetu państwa, która zrekompensuje zmniejszenie przychodów. Eksperci podkreślali jednak, że nie padły żadne konkrety, w ustawie nie ma mechanizmu kompensaty, poza tym problem jest dużo większy niż ubytek kilku miliardów złotych. – Brakuje mi informacji na temat strategii wyjścia z kryzysu finansowego w ochronie zdrowia. Słyszymy, że mamy się nie martwić, bo pieniądze się znajdą, ale nikt nie mówi skąd. Pieniądze będą z budżetu, ale konkretnie skąd? Komu zostaną zabrane? – pytała Dorota Korycińska, prezes Ogólnopolskiej Fundacji Onkologicznej.
– Według naszych wyliczeń potrzebujemy 18 mld zł na sfinansowanie podwyżek w ochronie zdrowia – mówił Mariusz Trojanowski z Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. – Słyszymy, że minister finansów przeznaczy środki na ten cel. To oznacza, że otrzymamy pieniądze jedynie na podwyżki wynagrodzeń do poziomu minimalnego dla pracowników etatowych. To oznacza skłócenie środowiska i pozbawienie szpitali pieniędzy na leczenie – wyjaśnił, przypominając, że od 2022 roku przez trzy lata ministrowie zdrowia wybierali maksymalny wariant rekomendacji AOTMiT dotyczących podniesienia wycen, a w tym roku – po raz pierwszy – na stole może być wręcz tylko jeden wariant, jeśli pieniędzy nie będzie.
Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, zwracał uwagę, że z przekazem dotyczącym konsekwencji obniżenia składki zdrowotnej należy się szerzej przebić do opinii publicznej, co będzie możliwe tylko wtedy, gdy ogólne i niepojęte dla przeciętnego Kowalskiego dane, mówiące o miliardach złotych, zostaną przełożone na język konkretów. – Tak, by można było powiedzieć, ilu pacjentów w szpitalu powiatowym nie otrzyma leczenia lub ilu pracowników będzie musiało odejść ze szpitala – mówił, zwracając uwagę, że rząd formułuje taki prosty przekaz, oparty na haśle „ulżyliśmy przedsiębiorcom”. – Jeśli chodzi o konkrety, to można powiedzieć, że ubytek 4 mld zł składek zdrowotnych oznacza, że na przykład Podlaski Oddział Wojewódzki NFZ traci swój cały budżet – podpowiedział Wojciech Wiśniewski.