Gdy Koalicja Obywatelska ogłaszała w kampanii zniesienie limitów na lecznictwo szpitalne, wszyscy uważali, że to będzie konkret najtrudniejszy do realizacji. A tak naprawdę świadczenia szpitalne w Polsce są nielimitowane – dowodził podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach wiceprezes NFZ Jakub Szulc.
Fot. Stach Leszczyński / PAP
– Świadczenia nielimitowane płacimy w 100 procentach, tak samo programy lekowe w zakresie zarówno kosztów leków, jak i procedur podania. Świadczenia limitowane w skali kraju są finansowane średnio w 82 procentach. Mamy w Polsce nielimitowane lecznictwo szpitalne. Osobną kwestią jest pytanie, czy jest to rozwiązanie sensowne – tłumaczył Szulc podczas sesji poświęconej reformie szpitalnictwa, przypominając, że zarówno w ubiegłym roku, jak i najprawdopodobniej w tym NFZ zapłaci też za nadwykonania świadczeń w ryczałcie, a więc „w produkcie, który powstał po to, by nie było jakichkolwiek nadwykonań”.
Z tezą o bezlimitowości świadczeń szpitalnych polemizowała Klaudia Rogowska, dyrektor Górnośląskiego Centrum Medycznego im. prof. Leszka Gieca ŚUM. – NFZ nie jest w stanie płacić za wszystko, skądś biorą się kolejki oczekujących – przypominała, podkreślając, że szpitale wciąż mają bardzo duży, niewykorzystany potencjał, z drugiej jednak strony byłoby utopią myśleć o stuprocentowym finansowaniu wszystkich wykonanych świadczeń. – Nam w podejmowaniu decyzji, w ocenie ryzyka, bardzo pomogłaby już informacja, do jakiego poziomu Fundusz zapłaci za nadwykonania – przyznała.
Wiceprezes NFZ z kolei tłumaczył, że nie można zjawiska kolejek sprowadzać jedynie do kwestii finansowania. – W AOS limity zostały zniesione już w 2021 roku, a NFZ za pierwszorazową wizytę pacjenta płaci, w zależności od specjalizacji, od 270 do 1,3 tysiąca złotych – podkreślał, dodając, że kolejki tworzą się z wielu przyczyn systemowych, nie zaś dlatego, że płatnik źle płaci albo nie płaci wcale. Pieniądze jednak, zdaniem Jakuba Szulca, odgrywają ogromną rolę. – Pamiętajmy, że na zdrowie wydajemy realnie 5,3 proc. PKB, przy unijnej średniej 8 procent. Nie da się za 5,3 proc. PKB kupić wszystkiego dla wszystkich, zlikwidować kolejek i oferować wszystkie świadczenia w najwyższej jakości i z zastosowaniem najnowocześniejszych technologii – mówił.
W dyskusji na temat reformy szpitali nie mogło zabraknąć wątku ustawy, która ma umożliwić czy też ułatwić restrukturyzację placówek. W oczekiwaniu na jej uchwalenie (w tej chwili, jak mówili paneliści, projekt trafił do zamrażarki i nie wiadomo, kiedy ją opuści), niektóre szpitale są kuszone, jak stwierdził Jakub Dzik, dyrektor generalny Grupy Impel, przeprowadzeniem procesu zmian w oparciu o prawo restrukturyzacyjne. Jak podkreślał, jest to pułapka, bo zgodnie z prawem SP ZOZ-y nie mogą upaść, a zapisanym w ustawie celem restrukturyzacji jest… uniknięcie upadłości.
– Restrukturyzacja oznaczałaby też włączenie prywatnych podmiotów do finansowania publicznej ochrony zdrowia. Dostawcy czy usługodawcy w ramach układu mieliby redukować swoje wierzytelności – przypominał, podkreślając, że oznaczałoby to przerzucenie na firmy części kosztów całego procesu. Tymczasem, jak przyznał, właśnie zapisy dotyczące braku możliwości upadłości SP ZOZ-ów przesądzają o tym, że dostawcy materiałów, leków, sprzętu, usług zgadzają się – w miarę swoich możliwości – udzielać szpitalom długoterminowych kredytów kupieckich i czekać, niekiedy bardzo długo, na zapłatę. – Można nie ujmować w ocenie ryzyka scenariusza upadłości, co jest normą przy podmiotach działających w innej formie prawnej – tłumaczył.
Jeśli (kiedy) przepisy procedowanego w rządzie projektu wejdą w życie, programy naprawcze szpitali będzie oceniać (i monitorować ich realizację) Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Prezes Daniel Rutkowski stwierdził, że aby to było możliwe, AOTMiT będzie musiał zwiększyć liczbę etatów, według wstępnych szacunków o około dwadzieścia. OSR do projektu nie przewiduje jednak zwiększenia finansowania Agencji, co – jak stwierdził Rutkowski – oznaczać będzie konieczność sięgnięcia do funduszu zapasowego, którym AOTMiT w tej chwili dysponuje. Merytorycznie, jak zapewnił prezes, AOTMiT jest przygotowany do nowego wyzwania.
Wyzwanie, jak podkreślał Piotr Nowicki, dyrektor Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie i członek (podobnie jak wiceprezes NFZ Jakub Szulc) ministerialnego zespołu, który pracuje nad zmianami systemowymi w ochronie zdrowia, będzie potężne – nie tylko przed AOTMiT, ale przede wszystkim przed szpitalami. – Mamy mapę potrzeb zdrowotnych, ale nie zrobiliśmy drugiego kroku, nie mamy mapy potrzebnych świadczeń zdrowotnych – ocenił. W podobnym duchu wypowiadał się też Jakub Szulc, który stwierdził, że celem reformy nie są same zmiany w szpitalnictwie, ale doprowadzenie do stanu, w którym państwo faktycznie przejmie odpowiedzialność za to, jakie świadczenia w Polsce są udzielane w ramach środków publicznych, odpowiedzialność za zaspakajanie potrzeb zdrowotnych społeczeństwa. Sama zmiana, jak podkreślał Nowicki, będzie dobrowolna, ale szpitale muszą odebrać jasny komunikat, jakie plusy niesie ze sobą skorzystanie z przygotowanych rozwiązań, a co wiąże się z ich odrzuceniem czy zignorowaniem. Dodał też, że tym razem szpitale nie mogą liczyć na proste oddłużenie bez konsekwencji. – Muszą się znaleźć jednak dodatkowe pieniądze, bo nie wyjdziemy z marazmu, jeśli podmioty nie zobaczą perspektywy – przyznał. W jego ocenie powodzenie zmian zależy przede wszystkim od jakości zarządzania na poziomie szpitala. – Najlepiej przygotowana reforma nie skończy się sukcesem, jeśli nie będzie spełniony ten warunek – mówił.
Nie ma żadnej wątpliwości, że choć z projektu zniknęły zapisy wprost regulujące kwestie związane z zamykaniem oddziałów, w procesie działań naprawczych nie da się ominąć zamykania oddziałów położniczych. – Od 2015 roku zamknięto już osiemdziesiąt. Demografii nie oszukamy. Piętnaście lat temu rodziło się ok. 400 tysięcy dzieci, w tej chwili – 250 tysięcy i być może będzie jeszcze mniej – podkreślał Jakub Szulc. Nie ma możliwości, zarówno ze względów ekonomicznych, jak i bezpieczeństwa matek i dzieci, by utrzymały się oddziały, w których rocznie przyjmuje się sto porodów. Szulc zgodził się, że potrzebne są w procesie zmian i zachęty, ale też perspektywa obostrzeń i przede wszystkim zobowiązania. I z przymrużeniem oka przypomniał, co od swojej matki miał usłyszeć Al Capone: – Synu, dobrym słowem i pistoletem osiągniesz więcej niż samym tylko dobrym słowem.