Napaści na 40-letniego ortopedę ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie dokonał funkcjonariusz Służby Więziennej – poinformował we wtorek wieczorem minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Śmierć lekarza wywołała szok, ale też pytania – co dalej.

Minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Fot. gov.pl
Adam Bodnar zapowiedział wniosek o odwołanie dyrektora generalnego SW oraz powołanie zespołu do analizy procedur dopuszczania funkcjonariuszy do służby. Minister sprawiedliwości chce wyjaśnienia okoliczności, które sprawiły, że przełożeni nie dostrzegli u 35-latka niepokojących symptomów, być może zaburzeń psychicznych, o których mówili w mediach rodzice nożownika. Miał on po operacji ręki twierdzić, że lekarz w trakcie zabiegu wstrzyknął mu truciznę, co powodowało pogarszanie się jego samopoczucia. Sprawa, jak mówiono już we wtorek, była pod lupą rzecznika praw pacjenta, ale ten nie dopatrzył się żadnych uchybień wobec pacjenta.
Samorząd lekarski zaapelował, by w środę w podmiotach leczniczych lekarze uczcili pamięć zabitego Tomasza Soleckiego, zwrócił się też do innych organizacji zawodów medycznych o gesty solidarności. Równocześnie trwają ustalenia, w jaki sposób lekarze i pozostali profesjonaliści medyczni zaprotestują przeciw tolerowaniu agresji wobec nich i oddadzą hołd zamordowanemu lekarzowi.
Jednocześnie w rozmowie z nami Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej podkreślił, że samorząd lekarzy i lekarzy dentystów zrobi wszystko, by pomóc rodzinie zabitego. – Nie wyobrażamy sobie też, by oprócz wsparcia Naczelnej Izby Lekarskiej i Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie również państwo nie zapewniło pomocy finansowej rodzinie – zaznaczył. Powinno to być tym bardziej oczywiste, że lekarz zginął w publicznym szpitalu na stanowisku pracy, zajmując się pacjentami. Jak mówił we wtorek bezpośrednio po ataku dyrektor SU w Krakowie, Marcin Jędrychowski, właściwym określeniem na to, co się wydarzyło, jest stwierdzenie, że lekarz poległ.
W radiu TOK FM tragedię komentował wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Krakowie, której członkiem był zabity lekarz. Prof. Andrzej Matyja ocenił, że tragedia jest wprost efektem „wieloletniego szczucia człowieka na człowieka, nienawistnej mowy ludzi – bardzo często – z Bogiem na ustach”. – Ta agresja, nienawiść, doprowadza do tego, że dochodzi do tak strasznych tragedii. Zaczyna się od słowa, a skończyło się na śmierci.
Prof. Andrzej Matyja, były prezes NRL, wskazywał również na problem braku poczucia konsekwencji za czyny niedozwolone, czyli – na przykład – hejt i agresywne zachowania.
Choć to, co wydarzyło się w Krakowie, jest wydarzeniem absolutnie ekstremalnym, w mediach pojawiła się informacja o dzień wcześniejszym zdarzeniu, do którego doszło w Częstochowie, gdzie niespełna 30-letni pacjent brutalnie zaatakował lekarkę, pobił ją i groził jej śmiercią.