Przez centrum Warszawy w niemal zupełnej ciszy przeszedł Marsz Milczenia, niemy protest medyków przeciw przemocy i agresji. – Dziękuję wam za obecność – mówiła na koniec marszu minister zdrowia Izabela Leszczyna, odbierając od protestujących postulaty, z których część, jak zapewniała, już jest w trakcie realizacji.
Marsz Milczenia Medyków, Warszawa 10.05.2025 r. Fot. MSol / Kurier MP
- Do Warszawy przyjechali przedstawiciele lekarzy z całej Polski, pojawili się też delegaci innych zawodów medycznych
- Choć przynajmniej w części przypadków niezadowolenie pacjentów jest wynikiem realiów systemu ochrony zdrowia, to jednak nie my odpowiadamy za zarządzanie i aktualny kształt systemu, bo ta odpowiedzialność ciąży na politykach – zaznaczył przewodniczący PR OZZL
- W rozmowach, toczonych półgłosem przed i w czasie marszu nie brakowało wątków osobistych doświadczeń
- Minister Izabela Leszczyna wyszła do protestujących, by odebrać od nich listę postulatów
- Zapewniła, że razem z całym rządem będzie analizować możliwość ich realizacji, w tej części, która jeszcze realizowana nie jest
Protest nie zgromadził tłumów. Do Warszawy przyjechali przedstawiciele lekarzy z całej Polski, pojawili się też delegaci innych zawodów medycznych – m.in. pielęgniarki, farmaceuci, ratownicy medyczni. Bo choć Marsz Milczenia miał upamiętnić śmierć dr. Tomasza Soleckiego, zamordowanego 29 kwietnia przez pacjenta w krakowskim Szpitalu Uniwersyteckim, agresja ze strony pacjentów dotyka też innych pracowników medycznych. Rozpoczynając protest, Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL wspominał zamordowanego w styczniu ratownika medycznego. – W ostatnich dniach media wypełniły informacje o innych atakach na personel medyczny: brutalne pobicie pielęgniarki w Pruszkowie 1 maja; tej samej nocy pobito dwóch ratowników medycznych w Łukowie. 2 maja w Gdyni pobito ordynatora SOR-u. Takich sytuacji jest wiele. Większość z nas doświadcza agresji w swojej pracy – wskazywał Sebastian Goncerz.
Marsz Milczenia Medyków, Warszawa 10.05.2025 r. Fot. MSol / Kurier MP
Przedstawiciel środowiska młodych lekarzy przyznał jednocześnie, że przynajmniej w części przypadków niezadowolenie pacjentów jest wynikiem realiów systemu ochrony zdrowia. – Stan opieki zdrowotnej jest tragiczny, a pacjenci wpuszczeni są w niego bez wsparcia, niczym w zawiły labirynt, gdzie odbijają się od drzwi do drzwi, szukając pomocy. Rozumiemy, że to generuje frustrację i złość. Jednak to nie my odpowiadamy za zarządzanie i aktualny kształt systemu, bo ta odpowiedzialność ciąży na politykach. Choć każdy z nas ma prawo do emocji, to nie pozwólmy stawiać się przeciw sobie i budować mur między medykami a pacjentami – zaznaczyli medycy.
Marsz Milczenia Medyków, Warszawa 10.05.2025 r. Fot. MSol / Kurier MP
Nie zabrakło też odniesień do dramatu, jaki rozegrał się w ostatnich dniach w Warszawie. – Jednoczymy się dziś ze społecznością akademicką Uniwersytetu Warszawskiego – mówił lider młodych lekarzy, nawiązując do śmiertelnego w skutkach ataku na pracownicę UW i ranienie pracownika ochrony. Goncerz podkreślił jednocześnie, że widoczna w przestrzeni publicznej agresja powinna skutkować pilnymi decyzjami dotyczącymi wzmocnienia pomocy psychologicznej, bo jest ewidentnym objawem pogarszania się kondycji zdrowia psychicznego części społeczeństwa, zaś powszechność występowania musi nie tylko niepokoić, ale wręcz – przerażać.
W rozmowach, toczonych półgłosem przed i w czasie marszu nie brakowało zresztą wątków osobistych doświadczeń. Ktoś wspominał awanturującego się, coraz bardziej natarczywego pacjenta. Ktoś znajdował za wycieraczką kartki z groźbami związanymi – prawdopodobnie – z podjętą w gabinecie decyzją. Kogoś bliski pacjenta ordynarnie zwyzywał, i nawet jeśli przeprosił, to wspomnienie publicznego upokorzenia ciążyło bardzo długo. Ktoś zdradził, że zachowanie części pacjentów skłoniło go do starania się o pozwolenie na broń, choć decyzji, czy zrobi kolejny krok i tę broń w ogóle kupi, jeszcze nie podjął.
Marsz Milczenia Medyków, Warszawa 10.05.2025 r. Fot. MSol / Kurier MP
– Przejdziemy w ciszy przez Warszawę. Niech ta cisza niesie się echem – mówiła Grażyna Cebula-Kubat, przewodnicząca OZZL, gdy spod Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus przy ul. Lindleya ruszało czoło marszu, kierującego się pod gmach Ministerstwa Zdrowia przy ul. Miodowej. Ubrani na czarno medycy nieśli czarne flagi, przybrane kirem flagi izb lekarskich, a także transparenty: „Stop agresji”, „Ratujemy, nie walczymy”, „Zginął, bo ratował”. Niektórzy przygotowali plakaty ze zdjęciem zamordowanego w Krakowie lekarza.
Gdy medycy dotarli pod Ministerstwo Zdrowia, Izabela Leszczyna – zgodnie z tym, co po spotkaniu z szefową resortu zdrowia na początku tygodnia przekazał prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski – wyszła do protestujących, by odebrać od nich listę postulatów. Zapewniła, że razem z całym rządem będzie analizować możliwość ich realizacji, w tej części, która jeszcze realizowana nie jest. Jak zapewniła, postulaty dotyczące wzmocnienia ochrony przysługującej pracownikom medycznym w trakcie wykonywania obowiązków już są w fazie realizacji.
Marsz Milczenia Medyków, Warszawa 10.05.2025 r. Fot. MSol / Kurier MP
– Rząd będzie przyjmował nowelizację kodeksu karnego jeszcze w maju – zapewniła medyków. To w tej nowelizacji zaostrzone mają być kary za napaść na pracownika medycznego (jak informowaliśmy, maksymalna kara zostanie podniesiona do 5 lat, minimalny wymiar kary będzie ustalony na 3 miesiące pozbawienia wolności). W kodeksie wykroczeń ma się zaś pojawić „zakłócanie porządku publicznego w podmiocie leczniczym”, zagrożone dotkliwym mandatem. Za takie wykroczenie będzie mogło zostać uznane już samo wszczęcie awantury czy słowna agresja wobec personelu medycznego. Izabela Leszczyna zapowiedziała również, że komendy wojewódzkie policji przekażą instrukcje do szpitali i innych świadczeniodawców, dotyczące kierowania zawiadomień w sprawach, które powinny być kwalifikowane w ramach ochrony przysługującej funkcjonariuszom publicznym.
Minister zdrowia zapewniała, że bezpieczeństwo pracowników medycznych jest i będzie priorytetem dla niej i dla rządu, choć – jak przyznała – szpitale i poradnie muszą pozostać otwarte dla pacjentów, bo taki jest sens ich istnienia.