Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Marsz w Warszawie był znakiem niezgody i niemego wołania o zmiany, które – to chyba oczywiste dla wszystkich – muszą nastąpić, nawet jeśli pojawiają się znaki zapytania, czy okażą się wystarczające.

Marsz Milczenia Medyków, Warszawa 10.05.2025 r. Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

  • Podczas sobotniego protestu bardzo mocno wybrzmiał przekaz, że ostatnich aktów skrajnej przemocy nie można rozpatrywać bez uwzględnienia aspektu zdrowia psychicznego naszego społeczeństwa
  • Kluczowym problemem jest niemal zupełne wyrugowanie z przestrzeni publicznej pojęć jeszcze nie tak dawno kluczowych w procesie wychowania
  • W rankingu zaufania do zawodów na drugim miejscu znaleźli się ratownicy medyczni (81,5 proc.), pielęgniarki zajęły miejsce czwarte, na kolejnym zaś uplasowali się lekarze
  • Prezydent Andrzej Duda nie zaskoczył i zawetował ustawę obniżającą składkę zdrowotną dla przedsiębiorców. Temat jednak nie upadł
  • W kampanii prezydenckiej AD 2025 donośnie w sprawie zdrowia wybrzmiewa jedynie głos kandydatów partii lewicowych
  • Dla pozostałych kandydatów temat zdrowia mógłby nie istnieć, i chyba lepiej, żeby nie istniał, skoro potrafią wygłaszać tak sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem twierdzenia

Największe wyzwanie. Zdrowie psychiczne. Marsz Milczenia Medyków, który odbył się 10 maja, w sobotę, w symboliczny sposób zakończył tydzień, w którym sprzeciw wobec aktu agresji, jakiego dopuścił się pacjent, zabijając w Krakowie dr. Tomasza Soleckiego, połączył lekarzy i inne zawody medyczne w całym kraju. Choć marsz nie zablokował, swoją liczebnością, ulic Warszawy, był widoczny, a towarzysząca mu cisza była wyraźnie słyszalna.

Nagłośniły ją, nie ma wątpliwości, wcześniejsze dni: tysiące pracowników ochrony zdrowia wzięło udział w symbolicznym oddaniu hołdu lekarzowi 6 maja, tysiące osób następnego dnia pożegnało zmarłego podczas pogrzebu na krakowskim cmentarzu. Marsz w Warszawie był znakiem niezgody i niemego wołania o zmiany, które – to chyba oczywiste dla wszystkich – muszą nastąpić, nawet jeśli pojawiają się znaki zapytania, czy okażą się wystarczające.

Podczas sobotniego protestu bardzo mocno wybrzmiał bowiem przekaz, że ostatnich aktów skrajnej przemocy, w tym brutalnego zabójstwa pracownicy UW, jakiego w minionym tygodniu dopuścił się student prawa tej uczelni, nie można rozpatrywać bez uwzględnienia aspektu zdrowia psychicznego naszego społeczeństwa. Tragedia na UW pokazuje zresztą dobitnie, że problemu nie wyczerpuje pytanie o stan zdrowia psychicznego sprawcy, bo z pewnością nie świadczą o pełnym zdrowiu psychicznym reakcje dużej części świadków, którzy – gdyby zachowali się jak trzeba, jak podpowiadałby zdrowy rozsądek – mogli zapobiec tragedii, informując zawczasu policję o podejrzanie zachowującym się mężczyźnie (przed którym ostrzegali się wzajemnie, rozsyłając informacje). Nagrywanie filmów, wrzucanych następnie do sieci, to kolejny problem, który każe zastanowić się, co zrobiliśmy nie tak w procesie socjalizacji, jako państwo, społeczeństwo, szkoła, rodzina, wszystkie instytucje, które uczestniczą w wychowaniu młodego pokolenia. Zastanowić się i skorygować, być może pilną modyfikacją programu nauczania, który aż woła nie tylko o edukację zdrowotną, ale zajęcia z higieny cyfrowej, której nie można sprowadzać do tego, w jaki sposób używać smartfonów, by minimalizować negatywny wpływ niebieskiego światła na wzrok.

Smartfony, media społecznościowe, internet – to tylko narzędzia. Kluczowym problemem jest niemal zupełne wyrugowanie z przestrzeni publicznej pojęć jeszcze nie tak dawno kluczowych w procesie wychowania, czyli nauki do życia w społeczeństwie: „trzeba” (np. zadzwonić na policję natychmiast, gdy widzi się mężczyznę z siekierą na kampusie), „nie można” (np. nagrywać i wrzucać filmów dokumentujących atak siekierą i znieważanie zwłok), „nie wypada”.

Tak, to ostanie wydaje się szczególnie zapomniane, a szkoda. Bo gdyby funkcjonowało, zwyczajni ludzie, ludzie pozbawieni – wydawałoby się – agresji, nie używający wyrażeń typowych dla hejterów, nie umieszczaliby komentarzy pod postami czy materiałami prasowymi dotyczącymi zabójstwa lekarza w Krakowie czy wydarzeń, upamiętniających tę tragedię „neutralnymi” pytaniami o ofiary błędów medycznych. Wiedzieliby, że nawet jeśli oni sami lub ich bliscy doświadczyli niepożądanego zdarzenia medycznego, kontekst sprawia, że „nie wypada”, wręcz „nie można”. Nie miejsce i czas, a neutralny, z pozoru nieagresywny komentarz rani podobnie, jak ordynarny hejt.

Nie ma zdrowia psychicznego bez poczucia bezpieczeństwa – na poziomie indywidualnym i wspólnotowym. Nie ma poczucia bezpieczeństwa bez wysokiego poziomu zaufania. Nie ma zaufania, jeśli brak wspólnych kodów, które respektuje znacząca większość. A już na pewno powinni podzielać je ci, którzy te kody w przyszłości, jako elita intelektualna, mają współtworzyć. Bez powrotu do fundamentów trudno o sukces w obszarze zdrowia psychicznego. Wszystkie ruchy wokół reformy psychiatrii, czy to dzieci i młodzieży, czy dorosłych – choć istotne, bardzo ważne, konieczne – są mimo wszystko wtórne.

Warte odnotowania. Profesje godne zaufania. Po raz piąty firma SW Reaserch, zajmująca się badaniami rynku i opinii publicznej, przygotowała ranking zaufania do zawodów, badaniem objęto ich ponad pięćdziesiąt, dołączając spore grono debiutantów (nowe zawody stanowiły ponad 20 proc. wszystkich). Na szczycie – bez zmian. Prym wiodą strażacy (83 proc.), za nimi uplasowali się ratownicy medyczni (81,5 proc.). Podium domyka debiutujący zawód – pilot samolotów pasażerskich (81 proc.). Przez to tradycyjnie trzecie pielęgniarki zajęły czwarte miejsce, na kolejnym zaś uplasowali się lekarze. Obydwa zawody medyczne idą wręcz ręka w rękę, ale autorzy badania podkreślają spory – liczony w 8 puntach procentowych – dystans, dzielących je od zwycięzców zestawienia.

Warto zaznaczyć, że ankietowani byli pytani o to, jakim zaufaniem darzą poszczególne zawody, skala ocen była pięciostopniowa, zaś miejsce w rankingu uzależnione od odsetka zsumowanych odpowiedzi „raczej dużym” i „bardzo dużym”. Na wyniki zawodów medycznych w tym rankingu można patrzeć przez pryzmat szklanki do połowy pełnej (w pierwszej piątce trzy miejsca, brawo!) lub do połowy pustej – co czwarty Polak lekarzowi i pielęgniarce, a blisko co piąty ratownikowi medycznemu „raczej nie ufa” lub „zdecydowanie nie ufa”. I żadnym pocieszeniem nie powinien być fakt, że politykom – posłom i europosłom – nie ufa blisko cztery piątek Polaków, zawody (czy też raczej zajęcia) kojarzone z polityką zaś nie znajdują się na samym dnie, bo okupują je twórcy internetowi – influecerzy i youtuberzy (blisko 90 proc. braku zaufania).

Największy brak zaskoczenia. Składka zdrowotna. Prezydent Andrzej Duda nie zaskoczył i zawetował ustawę obniżającą składkę zdrowotną dla przedsiębiorców. Temat nie upadł, Trzecia Droga zapowiada rychłe wniesienie identycznego projektu ustawy, ale decyzje dotyczące jego procedowania zapadną – wszystko na to wskazuje – po wyborach prezydenckich. Koalicja rządząca zakłada pomyślny wynik i odblokowanie możliwości uchwalania ustaw bez organicznego zagrożenia wetem głowy państwa. Na ile te rachuby okażą się trafne, dowiemy się dopiero w czerwcu.

Czy jednak wtedy okoliczności pozwolą na powrót do tematu obniżenia składki dla jednej grupy? I w ogóle – obniżenia składki? W ubiegłym roku właśnie w czerwcu bardzo mocno zaczął wybrzmiewać temat kryzysu finansów NFZ, na co z jednej strony złożyły się nadwykonania, z drugiej – spodziewane koszty realizacji ustawy o minimalnych wynagrodzeniach. Przez wiele tygodni (czytaj – do końca roku) temat dziury w budżecie NFZ nie schodził z agendy dyskusji politycznych i eksperckich. Nie ma podstaw by sądzić, że w tym roku będzie dużo lepiej. Przeciwnie, sytuację może skomplikować (zaostrzyć) coraz bardziej prawdopodobny wybór innego niż maksymalny wariantu retaryfikacji świadczeń od 1 lipca (czytaj: zamiast 18-19 mld w skali roku minister zdrowia wskaże wariant minimalny [9 mld zł] lub pośredni [ok. 12-13 mld zł]). Z różnicą, czyli kwotą 6-11 mld zł, szpitale będą musiały poradzić sobie same.

Czy to będą optymalne warunki do poruszania tematu obniżenia składki zdrowotnej?

Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Zdrowie w kampanii. Albo raczej: ciszej nad tym zdrowiem. W kampanii prezydenckiej AD 2025 donośnie w sprawie zdrowia wybrzmiewa jedynie głos kandydatów partii lewicowych. I Magdalena Biejat, i Adrian Zandberg wskazują na ułomności systemu ochrony zdrowia i przypominają, że w Polsce poziom finansowania należy do najniższych w UE, co ma swoje (określone) konsekwencje, oczywiście – negatywne.

Dla pozostałych kandydatów temat zdrowia mógłby nie istnieć, i chyba lepiej, żeby nie istniał, skoro potrafią wygłaszać tak sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem twierdzenia, jak „stopniowe obniżanie składki zdrowotnej” (Rafał Trzaskowski). Dla faworyta wyścigu prezydenckiego weto prezydenta stało się okazją do (ponownej) deklaracji, że on podpisałby ustawę i wytykania (oczywistych) słabości regulacji, wprowadzonych w ramach Polskiego Ładu. Niestety, również do snucia wizji, że im więcej firm, tym pieniędzy do budżetu NFZ będzie płynąć więcej (no nie, jeśli eksplozja w rejestrach działalności gospodarczej będzie wynikiem exodusu z umów o pracę). Sztabowcy kandydata Koalicji Obywatelskiej powinni naprawdę dobrze zastanowić się nad ostatnimi sondażami, które pokazują niezwykle silne odbicie Magdaleny Biejat i Adriana Zandberga, którzy mogą w tej chwili realnie myśleć o znalezieniu się w pierwszej piątce kandydatów, ba – nawet o czwartym miejscu (co z kolei dla Szymona Hołowni jest wiadomością iście hiobową, on musi walczyć o utrzymanie czwartej pozycji). W drugiej turze przyjdzie Trzaskowskiemu zabiegać o głosy elektoratu, do którego najwyraźniej mocno przemawiają argumenty związane właśnie z równym i sprawiedliwym dostępem do publicznego, wydolnego sektora usług publicznych. I dla którego ta sprawa jest ważna. Zupełna zmiana frontu byłaby oczywiście mało wiarygodna, ale może czas na choćby nieznaczną korektę kursu?

11.05.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.