Stare przeboje kampanii

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Tematy związane z ochroną zdrowia czy zdrowiem w ogóle nie zdominowały kampanii prezydenckiej na żadnym jej etapie, choć trzeba przyznać, okazji do tego, by kandydaci o nich wspominali, nie brakowało. Co zapamiętamy z pierwszego etapu kampanii a o czym wszyscy chcielibyśmy raczej zapomnieć? I dlaczego słuchaliśmy (głównie) starych, znanych, przebojów?


Pałac Prezydencki. Fot. Hubert Pietrykowski / KPRP

  • Kandydaci lewicowi zdecydowanie widzą potrzebę dofinansowania publicznego systemu ochrony zdrowia
  • Szymon Hołownia i Rafał Trzaskowski podpisaliby ustawę obniżającą składkę zdrowotną dla przedsiębiorców
  • Oprócz ewentualnego weta do ustaw, prezydent nie ma żadnego realnego wpływu na decyzje dotyczące nakładów na zdrowie
  • Trzeba wprowadzić konkurujące fundusze ubezpieczeń zdrowotnych tak, żeby konkurencja wymusiła jak najwyższą jakość usług – mówił Sławomir Mentzen
  • Brak świeżości i abstrahowanie od realiów (również politycznych) to cecha wspólna wielu kampanijnych „recept na zdrowie”
  • Karol Nawrocki w sprawach zdrowia – jeśli chodzi o program – nie ma za wiele do powiedzenia i jego głos w tym obszarze praktycznie w ogóle nie wybrzmiał
  • Krzysztof Stanowski, odpowiadając na pytanie o demografię i prawo do aborcji, zaproponował, by skupić uwagę na dzieciach, które „jeszcze żyją”

Pieniądze na zdrowie. Najmniej zaskakujący z okołozdrowotnych motywów przewodnich kampanii prezydenckiej, choć nie brakowało zaskoczeń, takich choćby jak stwierdzenie Joanny Senyszyn (czarnego konia wyścigu, która dość niespodziewanie zaskarbiła sobie jeśli nie głosy, to sympatię sporej części wyborców) podczas ostatniej debaty przed pierwszą turą (12 maja), że już w tej chwili na dobrą sprawę jest przesądzone – żadnej wojny nie będzie, Polska nie musi wydawać 5 proc. PKB na zbrojenia i te pieniądze powinny zasilić ochronę zdrowia. Wojny nie będzie, bo – jak mówiła polityczka – lada chwila mają ruszyć rozmowy pokojowe między Rosją a Ukrainą. Zarówno politykę obronną, jak i wewnętrzną byłoby lepiej kształtować na solidniejszych fundamentach, więc podzielając zdanie Joanny Senyszyn, że pieniądze na zdrowie są bardzo potrzebne, trudno zgodzić się na akurat takie przesunięcia.

Kandydaci lewicowi zdecydowanie widzą potrzebę dofinansowania publicznego systemu ochrony zdrowia – Magdalena Biejat i Adrian Zandberg mówili o tym jednak nie jednym głosem, a w duecie, przy okazji ścierając się między sobą – i w czasie całej kampanii, i przede wszystkim na oczach milionów widzów – o to, kto bardziej walczy o zwiększenie finansowania zdrowia. Zandberg wytknął Magdalenie Biejat, że Lewica nie uczyniła z tej sprawy ultimatum dla rządu, skoro bez niej nie miałby on większości. – Zagłosowaliście za budżetem, w którym brakuje 20 mld zł na ochronę zdrowia. To będzie oznaczało dłuższe kolejki, realną ludzką krzywdę. Tysiące ludzi stracą zdrowie i życie – podkreślił, wytykając swojej dawnej partyjnej koleżance (Magdalena Biejat współtworzyła partię Razem), że Lewica załatwia „drobne” sprawy, takie jak „ogryzkowa” renta wdowia, a popiera rozwiązania rujnujące system ochrony zdrowia.

Pieniądze na zdrowie to jednak przede wszystkim składka zdrowotna dla przedsiębiorców, której obniżenie zawetował prezydent Andrzej Duda, co dwóm kandydatom – Szymonowi Hołowni i Rafałowi Trzaskowskiemu pozwoliło (jeszcze raz, a w zasadzie jeszcze wiele razy) powtórzyć, że oni by ustawę podpisali. Pierwszy zapowiedział nawet niezwłoczne ponowne złożenie projektu tożsamego z tym, który nie wejdzie w życie. Drugi dowodził na ostatniej prostej kampanii, że mniejsza składka zdrowotna przyczyni się do wzrostu przychodów NFZ, bo im więcej firm powstanie dzięki niższym obciążeniom, tym więcej będzie odprowadzanych składek. Ekonomistom, liczącym wpływ zmian w składce zdrowotnej na rynek pracy i skalę przechodzenia z umów etatowych na B2B, trudno podzielać ten optymizm.

Czy ustawa obniżkowa rzeczywiście wróci po wyborach prezydenckich (i ewentualnie w jakiej formie)? Więcej na ten temat będzie można powiedzieć po 9 czerwca, kiedy to ma się zebrać Zespół trójstronny ds. ochrony zdrowia, by zacząć rozmowy o dalszych losach ustawy podwyżkowej (czyli ustawy o minimalnych wynagrodzeniach pracowników ochrony zdrowia). Można zakładać, że odłożenie rozmów w tej drugiej sprawie na „po wyborach” nie wynika wyłącznie z zapełnionego kalendarza zainteresowanych stron, bo temat leżał na stole już od wielu miesięcy.

Ważne zastrzeżenie: oprócz ewentualnego weta do ustaw, prezydent nie ma żadnego realnego wpływu na decyzje dotyczące nakładów na zdrowie. Może się od rządu domagać określonych rozwiązań (jedna ze znaczących obietnic Rafała Trzaskowskiego, że będzie się domagać od rządu skokowego wzrostu finansowania zdrowia do realnych 6 proc. PKB padła, tyle że w 2020 roku), jednak trudno sobie na przykład wyobrazić, by prezydent – zwłaszcza z tego samego ugrupowania co partia rządząca – składał projekt ustawy dotyczący poziomu wydatków na zdrowie. Nie jest to niemożliwe, ale mało prawdopodobne. Deklaracje składane w trakcie kampanii świadczą więc co najwyżej o tym, jakie miejsce w hierarchii spraw społecznie i politycznie istotnych zajmuje ochrona zdrowia, jaką wagę do niej przykłada kandydat i jego doradcy i ma to szansę w jakikolwiek sposób przełożyć się na praktykę w pięcioletniej kadencji. Wybory prezydenckie nie są „o zdrowiu”, a tym bardziej nie są „o pieniądzach na zdrowie”. Na szczęście.

Reformy systemowe. Trzeba wprowadzić prawdziwą reformę NFZ i wprowadzić konkurujące fundusze ubezpieczeń zdrowotnych tak, żeby konkurencja wymusiła jak najwyższą jakość usług. – Wiem, że wielu to się może nie podobać, bo są przyzwyczajeni do tego NFZ-u, ale ten NFZ działa źle. Ten system po prostu zbankrutował i go trzeba zmienić – mówił w trakcie debaty Sławomir Mentzen (Konfederacja), którego „trenerem” w sprawach zdrowotnych jest Andrzej Sośnierz, polityk wielu formacji, który był jednym ze współtwórców reformy kas chorych wprowadzonej przez rząd Jerzego Buzka i jednym z głównych krytyków zastąpienia kas chorych Narodowym Funduszem Zdrowia (którego zresztą był przez pewien czas prezesem).

Ze wszystkich kandydatów, którzy mają szansę powalczyć o dobry wynik, lider Konfederacji ma na pewno najbardziej spójne i wyraziste poglądy w sprawie zmian systemowych – co więcej, te poglądy nie są obce politycznemu mainstreamowi, program brzmi bardzo podobnie do tego, co jeszcze przecież niedawno obiecywała (zapowiadała) Platforma Obywatelska. Na pewno taka spójna koncepcja może przemawiać do wyborców bardziej, niż zapowiedź Szymona Hołowni, że jako prezydent powoła ponadpolityczny zespół roboczy, który w ciągu roku przygotuje plan reformy, pod którym będą się mogły podpisać wszystkie siły polityczne i który będzie realizowany „ponadkadencyjnie”. Jeśli „plan Mentzena” można ocenić jako mało realny, co powiedzieć o tym, co na stole kładzie Szymon Hołownia?

Brak świeżości i abstrahowanie od realiów (również politycznych) to zresztą cecha wspólna wielu kampanijnych „recept na zdrowie”. Magdalena Biejat chciałaby na przykład ułatwienia reformowania bazy szpitalnej przez oddanie wszystkich szpitali w ręce marszałków województw. A na pewno – wszystkich samorządowych. Ten pomysł ma już co najmniej kilkanaście lat, a nie został zrealizowany przede wszystkim dlatego, że „to nie jest takie proste”, jak tłumaczył major Tadeusz Kaleta porucznikowi Czarkowi Adamskiemu w kultowym serialu „Pogranicze w ogniu”. Fraza, choć brzmi groteskowo, jest ponadczasowa i akurat w ochronie zdrowia sprawdza się za każdym razem, zaś w sprawach dotyczących kompetencji (własności, ambicji, aspiracji) samorządów różnych szczebli szczególnie.

Karol Nawrocki, obywatelski kandydat PiS, w sprawach zdrowia – jeśli chodzi o program – nie ma za wiele do powiedzenia i jego głos w tym obszarze praktycznie w ogóle nie wybrzmiał. Nawrocki chce walczyć z „chaosem” w służbie zdrowia, ale z mikrych przesłanek programowych można tylko wnioskować, że chaosowi zaradzić ma coś na kształt koordynacji (ale to już było, a w zasadzie jest…). Plus sprzeciw wobec obniżenia składki zdrowotnej z jednoczesną deklaracją, że będzie przeciw podwyższaniu podatków.

Zbiórka (czyli kompromitacja). Debatę prezydencką na finiszu kampanii przed pierwszą turą zdecydowanie wygrał czterolatek, którego zbiórka na genową terapię DMD (obecnie najdroższy lek świata, koszt 16 mln zł) nabrała rozpędu.

Podczas debaty Krzysztof Stanowski, odpowiadając na pytanie o demografię i prawo do aborcji, zaproponował, by skupić uwagę na dzieciach, które „jeszcze żyją”. – Z naciskiem na „jeszcze” – mówił, prezentując bluzę dotyczącą chłopca z adresem do wpłat na portalu crowfundingowym. – Założyłem dzisiaj taką bluzę nie dlatego, że nie mam w domu garnituru, bo mam kilka. Założyłem ją, bo dostałem ją od rodziców Ignasia trzy miesiące temu z prośbą, bym założył ją na jakiś popularny program, w którym wystąpię. Uznałem, że dzisiejsza debata będzie wystarczająco popularna, żeby ją pokazać. Ci ludzie, którzy są obok mnie, stworzyli państwo, które nie jest w stanie ratować dzieci. Oni o tym pięknie mówią, ale nie są w stanie tego robić – mówił kandydujący w wyborach dziennikarz, który praktycznie od początku kampanii przekonuje, by na niego nie głosować. Oskarżył polityków, że „stworzyli państwo, w którym rodzice idą żebrać, zwracając się do znanych osób i proszą o jakiekolwiek wsparcie”. – Ci ludzie nie uratują Ignasia, ale wy możecie, wpłacając złotówkę, 10 czy 100 złotych – dzisiaj, teraz, bo ta zbiórka stoi – zwrócił się do widzów. – Jakie macie konkrety dla rodziców dzieci, którzy dziś żebrzą i błagają o litość? Jakie macie dla nich rozwiązania? – pytał kontrkandydatów.

Brzmi znajomo? Oczywiście. W 2020 roku problem zbiórek internetowych na leczenie dostrzegł ubiegający się o reelekcję Andrzej Duda (jak mówił, zwróciła mu na niego uwagę żona) i remedium miał być Fundusz Medyczny (cztery miliardy złotych rocznie z budżetu państwa) – ze specjalnej puli środków miały pochodzić pieniądze na innowacyjne, bardzo drogie terapie. Tylko że ten „hit” bardzo szybko ewoluował w coś zupełnie innego, stając się raczej garbem na finansach ochrony zdrowia niż rozwiązaniem problemów (nawet jeśli ze środków FM zostały sfinansowane istotne terapie). „To nie jest takie proste”, a finansowanie ze środków publicznych innowacyjnych terapii musi być poprzedzone określonymi procedurami. Ani Fundusz Medyczny, ani żadne inne rozwiązanie nie jest skarbonką, do której płatnik może sięgnąć, by zapłacić za dowolną terapię, która może pomóc Stasiowi, Zuzi czy Pankracemu, czego oczywiście ani Krzysztof Stanowski, ani obywatele wiedzieć nie muszą. Wiedzą o tym natomiast politycy, na pewno ci, którzy zajmują się sprawami systemu ochrony zdrowia, choć i im nieobce jest podejście, że skoro pojawia się możliwość leczenia i są pacjenci tego leczenia potrzebujący, pieniądze muszą się znaleźć. Trzeba je znaleźć nawet, jeśli przeprowadza się obniżkę składki zdrowotnej. Rafał Trzaskowski w czasie kampanii przekonywał, że obecny rząd dostrzega problem chorób rzadkich, zwiększa nakłady na nowoczesne terapie, a ze Stanowskim chce się umówić na rozmowę, jak jeszcze skuteczniej „dociskać”, by decyzje w tych sprawach zapadały szybciej.

Sam Stanowski akurat w trakcie kampanii był konsekwentny i opowiadał się przeciw zmniejszaniu składki zdrowotnej, argumentując to właśnie potrzebami związanymi choćby z gwarantowaniem drogich terapii. Akcja ze zbiórką była – z punktu widzenia chłopca i jego rodziców – strzałem w dziesiątkę, na pewno przysłużyła się też samemu kandydatowi. Jednak jeśli przyjąć, że bohater zbiórki debatę prezydencką wygrał, nie ma też problemu ze wskazaniem zdecydowanego przegranego. To polskie służby specjalne, niestety.

– Amerykanie latają do Rosji w trudnych sytuacjach zdrowotnych. Czy przypadek tego dziecka, które pan dziś zapromował, czy gdyby Władimir Putin zgodziłby się wyleczyć za darmo, czy pan rozpromuje? – pytał przed sześcioma milionami widzów Stanowskiego Maciej Maciak. Riposta była natychmiastowa: – Ja wiem, że w pana głowie Władimir Putin jest człowiekiem, który leczy chore dzieci, prowadzi różnego rodzaju terapie i działalność charytatywną. (…) Ja mam trochę inne wyobrażenie i trochę inaczej widzę działalność Putina wobec dzieci. Raczej nie sugerowałbym nikomu wysyłać dzieci do Władimira Putina – stwierdził Stanowski. Można powiedzieć, w sam środek tarczy, ale pytanie o to, co robi w studiu tak jednoznacznie prokremlowski kandydat, pozostaje bez odpowiedzi.

Choć sam Maciak wskazał jeden przypadek leczenia dziecka z obywatelstwem USA (sprzed dobrych kilku lat, specjalistyczne leczenie znamienia melanocytowego na twarzy, przypominającego maskę Batmana), mówił, że „takich przypadków jest wiele”, w czym ukryta jest sugestia, że Rosja oferuje opiekę zdrowotną, dostęp do medycyny, na wysokim poziomie. Być może warto przypomnieć kandydatowi, którego poglądy mogą wybrzmiewać na antenach największych telewizji, że według danych międzynarodowych organizacji średnia długość życia w Rosji w 2023 roku wynosiła nieco ponad 73,2 roku, w tym 78,7 lat dla kobiet i 68 lat dla mężczyzn, co daje krajowi Putina 102. miejsce w świecie.

W tym samym czasie średnia oczekiwana długość życia w UE wyniosła 81,5 roku, a w krajach, które zamykają stawkę w Europie – w Bułgarii i na Łotwie – i tak była o blisko trzy lata dłuższa, niż w Rosji. W Stanach Zjednoczonych zaś średnia oczekiwana długość życia jest wyraźnie niższa niż w UE (78,4 lata), jednak w porównaniu z Rosją to nadal przepaść.

14.05.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.