Integracja AOS i POZ to ciągle bardziej wyzwanie niż rzeczywistość, ale proces, jak zapewnia Maciej Karaszewski, dyrektor Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia, już się rozpoczął. Integracja jest jednak potrzebna nie tylko między tymi segmentami systemu, ale i w ramach każdego z nich, jeśli pacjent ma zostać właściwie i efektywnie zaopiekowany.

Fot. Newseria
W Warszawie trwa dwudniowy Kongres Podstawowej Opieki Zdrowotnej & Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej, w ramach którego rozmawiano m.in. o wzajemnych – zacieśniających się – relacjach, a także możliwych scenariuszach zmian w systemie.
– W ciągu dekady POZ stanie się prawdziwym fundamentem systemu. Możliwe, że tak samo często jak w tej chwili lekarze POZ wystawiają skierowania do lekarzy wąskich specjalizacji, ci ostatni będą wystawiać skierowania do lekarzy POZ – mówił podczas otwarcia konferencji prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski. Szef lekarskiego samorządu swoje przewidywania opiera na rosnącej roli AI w pracach lekarzy specjalistów. – Maszyny w wielu obszarach nas mogą zastąpić. Nie zastąpią jednak lekarzy, którzy widzą pacjenta wchodzącego do gabinetu, widzą jego zachowanie, mają wiedzę o nim i o jego środowisku, bliskich – wskazywał, podkreślając oczywisty fakt, że w medycynie nie może zabraknąć holistycznego podejścia do pacjenta, a w tym lekarza i zespołu POZ nie sposób zastąpić.
O wzmacnianiu roli POZ w systemie, ale też całej opieki ambulatoryjnej mówił bardzo otwarcie Maciej Karaszewski z Ministerstwa Zdrowia. – Te zmiany trwają, zostały zainicjowane 2,5 roku temu wraz z wprowadzeniem modelu opieki koordynowanej – przypomniał. Chodziło między innymi o przybliżenie pacjentom opieki specjalistycznej, realizowanie jej – przynajmniej w najbardziej istotnych fragmentach – tam, gdzie pacjenci korzystają ze świadczeń zdrowotnych najczęściej. Dyrektor Karaszewski przypomniał, że rocznie POZ realizuje ponad 180 mln świadczeń, co sprawia, że jest to faktyczny fundament systemu opieki zdrowotnej. – Struktura wydatków jest oczywiście odwrotna – przyznał. Ponad połowa budżetu NFZ idzie na lecznictwo szpitalne.
Przez lata, jak podkreślał Maciej Karaszewski, POZ nie było atrakcyjnym miejscem pracy dla lekarzy, a młodzi lekarze wręcz omijali specjalizację z medycyny rodzinnej. – W tej chwili jest to najczęściej wybierana specjalizacja – podkreślił. Powód? Rośnie zakres zadań podstawowej opieki zdrowotnej, będzie nadal rosnąć, a w ślad za tym idzie i będzie szło finansowanie. Przykładem, jak mówił przedstawiciel resortu zdrowia, jest choćby nowy program profilaktyczny „Moje zdrowie”, który ma sprawić, że POZ stanie się tym, czym powinno być – centrum profilaktyki, realizującym programy profilaktyczne, edukację zdrowotną pacjentów, szczepienia – zarówno jeśli chodzi o dzieci, jak i osoby dorosłe. To w POZ, tłumaczył, pacjenci usłyszą, jak ich styl życia i nawyki przekładają się na ryzyko pojawienia się chorób układu krążenia czy onkologicznych.
Wzmocniony POZ ma też przejąć część pacjentów AOS. To również, jak podkreślał Maciej Karaszewski, już zostało zaprogramowane, bo w opiece specjalistycznej nacisk ma zostać położony na przyjmowanie pacjentów pierwszorazowych oraz kontynuowanie opieki nad pacjentami trudnymi, wykraczającymi poza zakres opieki POZ. Specjaliści mają też przejmować część świadczeń obecnie realizowanych w ramach opieki szpitalnej. – Mówimy o odwracaniu piramidy świadczeń i ten proces również zamierzamy przeprowadzić – podkreślał.
Czy to będzie sukces? Dr Klaudiusz Komor, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej nie ukrywał wątpliwości. Zwrócił uwagę, że o ile szpitale, będące głównym beneficjentem finansowania, oraz POZ, systemowo projektowany na fundament, radzą sobie w systemie – jak na obecne warunki – nieźle, AOS pozostaje jego wąskim gardłem, z wielu przyczyn, zaś wprowadzane przez MZ i NFZ zmiany, nawet jeśli trudno się nie zgodzić z ich kierunkiem, mogą pogłębić problemy. – Może się okazać, że prowadzenie poradni AOS przestanie być opłacalne – ocenił wprost. Chodzi oczywiście o zapowiedź finansowego karania poradni, które nie wykażą odpowiednio wysokiego odsetka pacjentów pierwszorazowych. – Dziś, jeśli lekarz ma w ciągu dnia przyjąć dwudziestu pacjentów, przyjmuje pięciu pierwszorazowych, trudnych, którym trzeba poświęcić dużo czasu i których diagnostyka kosztuje również dużo. Dzięki temu, że przyjmuje piętnastu pacjentów prostych, koszty się bilansują – przyznawał. To oczywiście nie jest, w skali makro, optymalny model. Właściwą drogą do jego zmiany, jak podkreślał dr Komor, byłoby jednak podwyższenie wycen wizyt pierwszorazowych, ale decydenci wybrali inną ścieżkę.
Przedstawiciel samorządu lekarskiego wskazał też, że odwracanie piramidy świadczeń może napotkać znaczące przeszkody w postaci… samych pacjentów. – Pacjenci bardzo szybko uczą się omijać wąskie gardła – mówił. – To dlatego niektórzy, mając do wyboru standardową diagnostykę bólów głowy z oczekiwaniem sześciu miesięcy na wizytę u neurologa, decydują się na wizytę na SOR. Żaden lekarz nie odeśle pacjenta, zwłaszcza takiego, który wie, co powiedzieć, jakie objawy zgłosić, by mieć wykonany komplet badań, nie tylko tomografię komputerową. I tak pieniądze wędrują na szczyt piramidy.
Na inny problem zwracały uwagę uczestniczące w dyskusji przedstawicielki środowiska pielęgniarskiego. Beata Ostrzycka, konsultant krajowa w dziedzinie pielęgniarstwa rodzinnego przypomniała, że w tej grupie zawodowej POZ wcale nie jest atrakcyjnym miejscem pracy, o czym świadczy fakt, że na 23 tysiące pracujących tam pielęgniarek tylko 4 tysiące ma mniej niż 40 lat, dominują pielęgniarki z najstarszej grupy wiekowej, zdarzają się wręcz takie, które już skończyły 70 lat. Co musiałoby się wydarzyć, żeby pielęgniarki chętniej zaczęły wybierać pracę w poradniach? Co prawda już od dobrych kilku lat sukcesywnie poszerzane są – systemowo – ich kompetencje, natomiast stopień akceptacji tego faktu wśród lekarzy (i zarządzających poradniami POZ, co często jest tożsame) jest różny. Nie należą do rzadkości sytuacje, w których porady edukacyjne są nadal realizowane przez lekarzy, choć mogłyby (i powinny) zostać oddane pielęgniarkom. Ekspertka przywoływała przykład Niemiec, gdzie pielęgniarki odbywają z pacjentami cały cykl porad edukacyjnych, a na jego zakończenie wystawiają odpowiednie zaświadczenie, by lekarz miał pewność, że pacjent otrzymał cały pakiet informacji, które pomogą mu odzyskać i utrzymać zdrowie. Problem z realizowaniem porad edukacyjnych, jak podkreślała Ewa Molka, wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, występuje zarówno w POZ, jak i w AOS.
Pielęgniarki nie kryły też obaw związanych z wdrażanym programem „Moje zdrowie” – w ich ocenie obecnie procedowany kształt przepisów nie pozwoli im na realizowanie obiecanych zadań (na przykład prowadzenia wizyty końcowej) w takim kształcie, jaki obiecuje Ministerstwo Zdrowia. Dyrektor Maciej Karaszewski podkreślił jednak, że resort robi wszystko, by w sposób systemowy poszerzać kompetencje i zakres zadań pielęgniarek, natomiast to, w jaki sposób będzie to rozstrzygane na poziomie poszczególnych świadczeniodawców, nie leży już w gestii ministerstwa.