Najnowszy raport NIZP-PZH pokazuje ogromne różnice między długością życia mężczyzn na poziomie powiatów. Między powiatem, gdzie mężczyźni żyją najdłużej, a tym, gdzie żyją najkrócej, jest aż 8,7 lat różnicy, a między najlepszym decylem (10 proc. powiatów) a najsłabszym – aż 4,5 roku. Naukowcy chcą sprawdzić, skąd biorą się te różnice.
Fot. Marcin Kmieciński / PAP
- Dobra wiadomość jest taka, że od 2023 r. wróciliśmy, nawet z naddatkiem, do poziomu średniej oczekiwanej długości życia: dla Polki to 82,1 lat, a dla Polaka – 74,7
- Kobiety w Polsce żyją obecnie o około dwa lata krócej niż przeciętne mieszkanki Unii Europejskiej. U mężczyzn ta różnica wynosi cztery lata
- Mężczyźni dokonują znacząco więcej niezdrowych wyborów niż kobiety, chodzi przede wszystkim o używki, ale też unikanie badań profilaktycznych
- Mężczyźni tracą potencjalne lata życia z powodu chorób układu krążenia i w tym samym stopniu z powodu nowotworów (razem to 41,5 proc. przedwczesnych zgonów)
- Przedwczesne zgony kobiet spowodowane są głównie rakiem (38 proc.), a choroby krążenia są na drugim miejscu (16,5 proc.)
- W ostatnich latach wyhamował trend spadkowy liczby zgonów możliwych do uniknięcia, zarówno tych, których można było uniknąć przez profilaktykę, jak i tych, których przyczyny można było skutecznie leczyć
- Jednym z problemów do rozwiązania są pieniądze. Chodzi zarówno o wydatki na zdrowie, niższe niż w Europie, jak i odsetek, jaki z nich przeznaczamy na profilaktykę
- Choć wydatki na profilaktykę są zbyt niskie, ich skokowe zwiększenie, bez zmian w zakresie organizacji i poprawy motywowania obywateli do korzystania z profilaktyki, nie miałoby sensu
NIZP-PZH publikuje raporty na temat stanu zdrowia Polaków od 1977 roku. Pozwalają one uchwycić wieloletnie trendy i zastanowić się nad ich przyczynami, co z kolei daje podstawę (a w każdym razie powinno) do korygowania decyzji w obszarze polityki zdrowotnej, a przede wszystkim zdrowia publicznego. Tegoroczny raport jest bardzo obszerny, zawiera kilkanaście szczegółowych rozdziałów i po raz pierwszy został zaprezentowany publicznie (do tej pory praktyką była wyłącznie publikacja na stronie internetowej Instytutu), w ciągu kilku miesięcy będą też omawiane jego najważniejsze części tak, by do opinii publicznej trafiły kluczowe wnioski płynące z raportu. Skąd ta zmiana? – Widzimy dużą potrzebę edukacji społeczeństwa, również w tym obszarze – tłumaczył dr Bernard Waśko, dyrektor NIZP-PZH, zwracając uwagę na niepokojące zmiany w trendzie dotyczącym długości życia Polaków, jakie zaszły dekadę temu. – Od 2015 roku praktycznie przestaliśmy się poprawiać, jeśli chodzi o ten wskaźnik – mówił, przyznając, że podobne zjawisko można zaobserwować również w wielu innych krajach UE, ale w Polsce jest ono szczególnie uderzające (również dlatego, że nasze wskaźniki ciągle jeszcze stwarzają bardzo duże rezerwy, jeśli chodzi o możliwość poprawy, bo żyjemy znacząco krócej, zwłaszcza jeśli chodzi o mężczyzn, od obywateli krajów „starej” Unii).
Środowa konferencja prasowa była niejako wstępem do dalszych prezentacji. Najważniejsze informacje dotyczyły podstawowego wskaźnika zdrowia publicznego, jakim jest średnia oczekiwana długość życia oraz przyczyny utraconych lat życia, czyli powodów, dla których umieramy przedwcześnie. Przedwcześnie, czyli przed 75. rokiem życia.
Dobra wiadomość, płynąca z raportu, jest taka, że od 2023 roku wróciliśmy, nawet z naddatkiem, do poziomu średniej oczekiwanej długości życia: dla Polki to 82,1 lat, a dla Polaka – 74,7. Kobiety żyją znacząco dłużej niż mężczyźni.
– Kobiety w Polsce żyją obecnie o około dwa lata krócej niż przeciętne mieszkanki Unii Europejskiej. U mężczyzn ta różnica wynosi cztery lata – mówił dr Bogdan Wojtyniak, prof. NIZP PZH-PIB. – To bagaż, który dźwigamy od początku przemian społeczno-demograficznych. Choć jest trochę lepiej. W 1991 roku te różnice wynosiły w przypadku kobiet trzy lata, a w przypadku mężczyzn – pięć lat – wskazał. Mężczyźni dokonują znacząco więcej niezdrowych wyborów niż kobiety, chodzi przede wszystkim o używki, ale też unikanie badań profilaktycznych. Dlatego, znacząco częściej niż kobiety, umierają w wieku przedemerytalnym. Niebagatelnym problemem stają się też samobójstwa mężczyzn, świadczące o dużych problemach psychicznych (niezaopiekowanych częściowo dlatego, że mężczyźni nie zgłaszają się po pomoc, a częściowo z powodu ułomności systemowych). Efekt jest taki, że należymy do krajów, w których różnica w długości życia mężczyzn i kobiet jest największa.
Regionalne i subregionalne zróżnicowanie długości życia dla obu płci nie jest nową informacją, ale w raporcie pokazano je na poziomie powiatów – i dane prowokują do wielu pytań (oraz dalszych badań). Najkorzystniejsza sytuacja dla mężczyzn jest w powiatach południowej Polski, w województwie podkarpackim i małopolskim. Z kolei Polki mogą liczyć na dłuższe życie praktycznie na całej ścianie wschodniej (poza przygranicznymi powiatami województwa lubelskiego). Dr Wojtyniak wskazywał, że między powiatem, gdzie mężczyźni żyją najdłużej, a tym, gdzie żyją najkrócej, jest aż 8,7 lat różnicy, a między najlepszym decylem (10 proc. powiatów) a najsłabszym – aż 4,5 roku. Mniejsze, ale też znaczące różnice dotyczą kobiet. Naukowcy chcą sprawdzić, jakie są przyczyny takiej rozpiętości, ale też wciąć pod lupę powiaty położone blisko siebie (a więc o zbliżonych parametrach takich jak jakość powietrza, dostęp do opieki zdrowotnej, ale też np. poziom zamożności) i spróbować ocenić, co może być powodem różnic. Bo teza, że jest to wyłącznie kwestia zachowań czy wyborów zdrowotnych (lub antyzdrowotnych) może się nie obronić. Istnieje możliwość, że chodzi o jakość tkanki społecznej, przede wszystkim więzi sąsiedzkich czy rodzinnych.
Badacze przyjmują, że każdy z nas powinien dożyć 75 lat. Jeżeli ktoś umiera wcześniej, to stracił potencjalne lata życia. – Jeżeli ktoś umarł w wieku 74 lat, to stracił tylko rok. Śmierć w wieku 20 lat to strata 55 lat potencjalnych lat życia – tłumaczył dr Wojtyniak. Mężczyźni w Polsce tracą te lata z powodu chorób układu krążenia i w tym samym stopniu z powodu nowotworów (razem to 41,5 proc. przedwczesnych zgonów).
Przedwczesne zgony kobiet spowodowane są głównie rakiem (38 proc.), a choroby krążenia są na drugim miejscu (16,5 proc.). Na liście przyczyn utraconych lat życia u mężczyzn są samobójstwa (6 proc.), dotyczą one przede wszystkim młodych i stosunkowo młodych osób – co stawia je „wyżej” jako problem dla zdrowia publicznego niż np. zawał serca, który dotyczy osób starszych.
– Aż dwie trzecie zgonów przed 75. rokiem życia jest związanych z przyczynami możliwymi do uniknięcia. To niewiarygodne – mówi dr Wojtyniak. – To są zgony, którym można zapobiec przez styl życia lub przez leczenie. To wyzwanie, także dla diagnostyki, żeby choroby wcześniej identyfikować.
Autorzy raportu zwracają uwagę, że w ostatnich latach wyhamował trend spadkowy liczby zgonów możliwych do uniknięcia, zarówno tych, których można było uniknąć przez profilaktykę, jak i tych, których przyczyny można było skutecznie leczyć. Mieliśmy wyraźny trend spadkowy (odwrotnością było wydłużanie się średniej oczekiwanej długości życia), bo z jednej strony Polacy mieli coraz lepszy dostęp do nowoczesnych technologii medycznych, z drugiej – rosła nasza świadomość dotycząca zdrowych nawyków. Medycyna nadal się rozwija, nasza wiedza o tym, co jest zdrowe, a co zdrowiu szkodzi, powinna rosnąć – a efektów nie ma.
Jednym z powodów może być brak spójnej strategii w obszarze zdrowia publicznego, co pokazuje przykład umieralność z powodu nadmiernej konsumpcji alkoholu, która jest ponad dwukrotnie wyższa niż średnia dla UE. – Jeśli porównamy się np. z Holandią, to ta umieralność w Polsce jest sześciokrotnie wyższa – zaznacza dr Wojtyniak. Jeszcze większy problem niż Polska miała na początku XXI wieku Litwa, ale po twardych decyzjach, dotyczących ograniczeń dostępności alkoholu, w tym kraju obserwowane są widoczne spadki umieralności (choć w latach pandemicznych nastąpiło widoczne „odbicie”). Nie ma jednak wątpliwości, że dzięki polityce antyalkoholowej udało się znacząco obniżyć niekorzystne wskaźniki.
Jednym z problemów do rozwiązania są też pieniądze. Chodzi zarówno o wydatki na zdrowie, niższe niż w Europie, jak i odsetek, jaki z nich przeznaczamy na profilaktykę. Dr Waśko przypominał, że roczne wydatki na ten cel stanowią ok. 2 proc. wydatków ogółem, przy czym główny ciężar finansowy (ponad 3 mld zł) spoczywa na samorządach wszystkich szczebli. Miarą problemu jest jednak to, że w budżecie NFZ jest tylko jedna pozycja, która co roku nie notuje przekroczeń wykonania, a pozostaje w 15-20 proc. niewykorzystana – to właśnie budżet na profilaktykę. – Bariera finansowa w dostępie do badań nie istnieje, bo się na nie po prostu nie zgłaszamy – mówił.
W jego ocenie, choć wydatki na profilaktykę są zbyt niskie, ich skokowe zwiększenie, bez zmian w zakresie organizacji i poprawy motywowania obywateli do korzystania z profilaktyki, nie miałoby sensu.