Przesunięcie podwyżek na styczeń, zmniejszenie luki między grupami, do których kwalifikowane są pielęgniarki i zmiana mechanizmu waloryzacji. Wynagrodzenia zasadnicze mają od 2027 roku rosnąć o wskaźnik waloryzacji rent i emerytur lub tak, jak rosną płace w budżetówce. To usłyszeli, jako propozycję rządu, przedstawiciele związków zawodowych i organizacji pracodawców podczas środowych rozmów w MZ na temat zmian w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych.

Fot. Adobe Stock
Posiedzenie Prezydium Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, które miało zacząć się o godz. 14:00, było poprzedzone konferencją prasową na temat finansowania bieżącej edycji podwyżek, ale dziennikarze pytali również o plany MZ wobec samej ustawy. Zaskoczeniem była wypowiedź minister zdrowia, z której wynikało, że resort będzie podczas tych – zasadniczych i można się było spodziewać, trudnych – rozmów reprezentować wiceminister Jerzy Szafranowicz. Sama Izabela Leszczyna potwierdziła, że oczekiwania są rozbieżne, resort będzie próbować „godzić ogień z wodą”, czyli oczekiwania pracodawców i związków zawodowych, z których pierwsi chcieliby ograniczenia ustawy lub jej zniesienia, drudzy – utrzymania lub zwiększenia skali podwyżek. Wspomniała też o oczekiwaniach, nie tylko partnerów z Zespołu Trójstronnego, ale też „pojawiających się w przestrzeni publicznej”, dotyczących ograniczeń wysokości kontraktów w systemie publicznym, zaznaczając, że ten temat wykracza poza materię ustawy, bo kontrakty szpitale zawierają z podmiotami zewnętrznymi, mającymi status przedsiębiorców.
Rzeczywiście podczas spotkania z przedstawicielami związków zawodowych i organizacji pracodawców Izabeli Leszczyny nie było. Wiceminister Jerzy Szafranowicz zaś, po przedstawieniu propozycji, jakie resort przygotował, dość szybko – jak wynika z relacji uczestników – spotkanie opuścił. Główna wiadomość, istotna zwłaszcza dla lekarzy specjalistów: rząd nie ma ani pomysłu, ani – przynajmniej na razie – woli wprowadzania żadnych ograniczeń dotyczących kontraktów, mimo że od wielu miesięcy to właśnie wysokie kwoty umów kontraktowych były przywoływane jako jeden z głównych argumentów za nowelizacją ustawy o wynagrodzeniach.
Jeśli chodzi o zmiany w ustawie, na stole leży pakiet propozycji znanych: przesunięcie podwyżek na styczeń (zaczęłyby być realizowane od stycznia 2027 roku), zmniejszenie luki między grupami, do których kwalifikowane są pielęgniarki, oraz zmiana reguł waloryzacji. Z ustawy zniknęłaby kwota bazowa i współczynniki pracy, zaś wynagrodzenia po 1 lipca 2025 roku byłyby waloryzowane albo o wskaźnik waloryzacji rent i emerytur, albo rosłyby tak, jak płace w budżetówce. Zebrani usłyszeli też, że MZ jest otwarte na znalezienie jakiegoś innego wskaźnika waloryzacji, jeśli zostanie wypracowany jako wspólne stanowisko strony społecznej.
Problem polega na tym, że o wspólne stanowisko będzie niezwykle trudno, bo związki zawodowe nie zaakceptują zmian w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych przy jednoczesnym status quo w obszarze umów cywilnoprawnych. Co więcej, można się spodziewać, że w sytuacji, w której ustawa – jeśli zostanie uchwalona, co nie jest oczywiste – trafi na biurko prezydenta już w kadencji Karola Nawrockiego, związkowcy przypomną głowie państwa, że w czasie kampanii sugerował, że jego kontrkandydat „zabierze” pracownikom ochrony zdrowia gwarantowane podwyżki. Jedyną szansą na podpis prezydenta pod taką ustawą byłaby zgoda związków zawodowych na nowe ustalenia – ale w tej sytuacji trudno na taką przychylność liczyć.
Z drugiej strony można usłyszeć, nieoficjalnie, że brak zmian w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych – a to jest scenariusz w tej chwili bazowy, wbrew temu, co może twierdzić Ministerstwo Zdrowia – nie tylko może, ale wręcz na pewno doprowadzi do chaotycznej, spontanicznej „restrukturyzacji” publicznego systemu, bo ciężar wzrostu wynagrodzeń przy obecnym poziomie finansowania stanie się nie do udźwignięcia.