Nieoficjalne informacje dotyczące odejścia Izabeli Leszczyny z resortu zdrowia podała we wtorek „Wirtualna Polska”. Można byłoby uznać je za spekulacje, gdyby nie wpisywały się w szerszy ciąg zdarzeń i wypowiedzi, również samej Izabeli Leszczyny, która w niedawnym wywiadzie dla TVN24 („Fakty po Faktach”) mówiła: – Nie chcę być tylko administratorką. Chcę zmieniać system na lepsze.
Minister zdrowia Izabela Leszczyna. Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl
- Wyzwań przed ministrem zdrowia w nadchodzącym czasie na pewno nie zabraknie, choć – trzeba przyznać – chodzić będzie nie tyle o reformy czy łatanie dziur, co gaszenie pożarów
- Przez półtora roku oprócz jednego opus magnum, czyli wprowadzenia programu in vitro, próżno szukać innych okazałych, systemowych przedsięwzięć
- Jest prawdą, że Leszczyna jako minister zdrowia podjęła sporo istotnych decyzji, ale punktowe decyzje, nawet najsłuszniejsze i korzystne dla pacjentów, nie mają przełożenia na system
- Bardziej niż zachowawcze wyczekiwanie w sprawie ustawy o wynagrodzeniu minimalnym na rządy Izabeli Leszczyny rzutuje absolutnie niezachowawcza decyzja o odrzuceniu możliwości zmian w ustawie przychodowej
Tę deklarację można rozumieć wprost: minister jest gotowa mierzyć się z kolejnymi zadaniami, w tym na przykład ze zmianami w szpitalnictwie, które będzie indukować czekająca na pierwsze czytanie ustawa o „ratowaniu szpitali powiatowych”. Wyzwań przed ministrem zdrowia w nadchodzącym czasie na pewno nie zabraknie, choć – trzeba przyznać – chodzić będzie nie tyle o reformy czy łatanie dziur, co gaszenie pożarów.
Dlaczego? Wystarczy skupić się tylko na pierwszej części wypowiedzi. Gdy Leszczyna mówi „nie chcę być tylko administratorką”, podsumowuje przecież – patrząc okiem obserwatora – już ponad półtora roku swojej działalności. Oprócz jednego opus magnum, czyli wprowadzenia programu in vitro, próżno szukać w tym okresie innych okazałych, systemowych przedsięwzięć. Zwolennicy Izabeli Leszczyny powiedzą zapewne, że za takie można uznać program „Moje Zdrowie”, jednak jest on dopiero w fazie rozruchu i choć wiązane są z nim duże nadzieje, na jakiekolwiek oceny jest stanowczo za wcześnie.
Jest prawdą, że Leszczyna jako minister zdrowia podjęła sporo istotnych decyzji – choćby dotycząca zmian w programie profilaktyki raka szyjki macicy, ale punktowe decyzje, nawet najsłuszniejsze i korzystne dla pacjentów, nie mają przełożenia na system. Ten zaś, również przez brak decyzji minister zdrowia, jest i będzie w najbliższym czasie poddawany ciężkim próbom. Choćby za sprawą ustawy o wynagrodzeniach minimalnych w ochronie zdrowia, która powinna być zmieniona już w 2024 roku, po lipcowych podwyżkach (pół roku to czas zbyt krótki, by taką zmianę przeprowadzić) i zacząć działać w nowej formule już w tym roku. Brak gotowości do podjęcia trudnych decyzji (a może brak umiejętności szukania porozumienia dla takich decyzji) sprawiły, że finanse Narodowego Funduszu Zdrowia się nie bilansują (to bardzo oględna diagnoza) i płatnik nawet nie ukrywa, że do realizacji ustawowych zadań, czyli na przykład uregulowania rachunków za wszystkie wykonane świadczenia nielimitowane, będzie potrzebować wsparcia z budżetu państwa. Wsparcia wykraczającego poza to, które jest udzielane w ramach realizacji ustawy o wynagrodzeniu minimalnym pracowników medycznych.
Ale jeśli by szukać „grzechu pierworodnego”, to bardziej niż zachowawcze wyczekiwanie w sprawie ustawy o wynagrodzeniu minimalnym na rządy Izabeli Leszczyny rzutuje absolutnie niezachowawcza decyzja o odrzuceniu możliwości zmian w ustawie przychodowej. W efekcie nie tylko budżet NFZ, ale system jako taki zaczął się zupełnie rozmijać z rzeczywistością: w realiach ustawowych nakłady na zdrowie przecież rosną (choć na horyzoncie widać kres tych „wzrostów”, ustawowe 7 proc. PKB mamy wszak osiągnąć w 2027 rok), co pozwala politykom – zwłaszcza tym niemającym nic wspólnego z ochroną zdrowia, mówić o potężnych i rosnących nakładach na zdrowie, podczas gdy w rzeczywistości realnej nakłady w 2024 roku zaliczyły spadek wobec roku 2023, co dla systemu tak kosztochłonnego i przede wszystkim cierpiącego na strukturalne niedofinansowanie oznaczać może tylko spotęgowanie problemów. Realia są zaś takie, że polskie bieżące wydatki na zdrowie, trzymając się metodyki międzynarodowej, a więc jedynej, która umożliwia porównywanie systemów, wynoszą niespełna 5 proc. PKB. Izabela Leszczyna, wykluczając w styczniu 2023 roku postulowane przez ekspertów zmiany w uchwalonej w czasie rządów PiS ustawie, przesądziła, że system nadal będzie oparty na dotkniętych erozją fundamentach.
Podobno Izabela Leszczyna już wie od pewnego czasu o decyzji premiera i choć nie jest do końca z niej zadowolona, otrzymała obietnicę, że jeśli będzie „trzymać fason” – czyli nie okaże publicznie rozczarowania czy niezadowolenia – otrzyma stanowisko w superresorcie gospodarczym, którym dowodzić będzie Andrzej Domański. Jeśli to nie pogłoski, można śmiało stwierdzić, że jest to pomysł z kategorii „rzeczy, o jakich się filozofom nie śniło”, biorąc pod uwagę przede wszystkim skomplikowany charakter współpracy obu resortów. Trudno to byłoby również sprzedać opinii publicznej, dlaczego jeden z najgorzej ocenianych członków rządu dostaje szansę „sprawdzenia się w gospodarce”. Oczywiście, premier nie musi podzielać opinii rodaków i może dobrze oceniać pracę Izabeli Leszczyny (zwłaszcza że, jak piszemy od wielu miesięcy, rzeczywiście realizuje ona dość konsekwentnie postawione jesienią 2023 roku zadania i to trzymając się ram, nakreślonych przez szefa rządu). Ale na tym świecie rzeczy, o których filozofowie nie śnili, zdarzają się coraz częściej. Izabela Leszczyna publicznie nie tylko nie narzeka i nie okazuje frustracji, ale o premierze nadal wypowiada się z estymą, co jakiś czas nawiązując do zainteresowania Donalda Tuska sprawami ochrony zdrowia.