Premier Donald Tusk zapewnił nową minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę, że w najbliższych dniach resort zdrowia przejdzie w ręce wyłącznie fachowców od zarządzania systemem ochrony zdrowia. – Pomysł na tzw. nowe otwarcie i zmianę osoby na stanowisku MZ na niemal półmetku działalności rządu odbieramy jako próbę kupienia czasu. Tymczasem w ochronie zdrowia czasu nie ma – skomentował zmiany w resorcie zdrowia prezes NRL Łukasz Jankowski.
Premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej nt. rekonstrukcji rządu, 23 lipca 2025 r. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
- Tusk podziękował Izabeli Leszczynie za wykonaną pracę, zwłaszcza za pozyskanie dla zdrowia zamrożonych w czasie rządów PiS środków z KPO
- Jolanta Sobierańska-Grenda dostała od premiera zapewnienie, że w najbliższych dniach resort zdrowia przejdzie w ręce wyłącznie fachowców od zarządzania systemem ochrony zdrowia
- Oznacza to najprawdopodobniej pożegnanie z resortem zdrowia Urszuli Demkow, Marka Kosa i Wojciecha Koniecznego
- Dla Donalda Tuska MZ to kula u nogi, o czym świadczy fakt, że jeszcze na ostatniej prostej przed rekonstrukcją proponował je Polsce 2050 w ramach szukania koalicyjnego balansu
- Premier liczy się z tym, że zmiany w zdrowiu będą musiały odbywać się inną niż ustawowa drogą. To podnosi znaczenie tych, którzy będą pracować nad konkretnymi rozwiązaniami i przekładać je na zapisy rozporządzeń
- Tusk stwierdził, że system trzeba zmieniać, a głównym celem ma być poprawa sytuacji pacjentów, a nie lekarzy
- Premier, próbując antagonizować pacjentów i lekarzy, idzie ścieżką swoich poprzedników. Brakuje zrozumienia, że ochrona zdrowia to system naczyń połączonych – skomentował wypowiedź szefa rządu prezes NRL
- Jankowski podkreślił, że podobnie jak poprzedni ministrowie, nowa szefowa resortu może liczyć na „merytoryczne wsparcie” środowiska lekarskiego
W środę krótko po godz. 10.00 rozpoczęła się konferencja Donalda Tuska, któremu towarzyszył cały zrekonstruowany, choć jeszcze niezaprzysiężony, gabinet. Również Jolanta Sobierańska-Grenda, która zastąpi Izabelę Leszczynę na stanowisku ministra zdrowia. Do tematu zdrowia szef rządu doszedł dopiero po kilkudziesięciu minutach swojej przemowy, która obfitowała w liczne wątki polityczne – Tusk tłumaczył m.in. swoim współpracownikom i zwolennikom, że dotkliwa porażka w wyborach prezydenckich to potknięcie, które nie może skutkować defetyzmem i opuszczeniem rąk, a koalicję 15 października czeka, do kolejnych wyborów w 2027 roku, ciężka polityczna praca, czy też raczej – walka. Dużo uwagi szef rządu poświęcił kwestiom bezpieczeństwa, zarówno zewnętrznego, jak i wewnętrznego, a potem – gospodarki.
Gdy przyszła kolej na zdrowie, Tusk najpierw dziękował Izabeli Leszczynie za wykonaną pracę, zwłaszcza za pozyskanie dla zdrowia zamrożonych w czasie rządów PiS środków z KPO.
– Udało się zorganizować szybko i bezboleśnie miliardy złotych na wsparcie systemu ochrony zdrowia w Polsce, w różnych wariantach, ze środków europejskich. To było wówczas pierwsze zadanie, bo PiS bardzo dużo czasu zmarnował. Zmarnował dużo zdrowia i życia Polaków, także przez to, że te pieniądze mogły pracować dużo wcześniej, gdyby nie zablokowane przez PiS środki europejskie z KPO. I to bardzo trudne zadanie wykonano na piątkę. Dzisiaj potrzebujemy resortu zdrowia, który jest cały dedykowany wyłącznie robocie merytorycznej – mówił premier. – Pani Jolanta Sobierańska-Grenda bardzo mocną ręką, czasami wbrew okolicznościom, zrobiła ład i porządek, jeśli chodzi o system ochrony zdrowia i szpitale w województwie pomorskim. Mogę coś o tym powiedzieć, oglądałem na co dzień jej działania – nawiązywał do swoich związków z Pomorzem i Trójmiastem.
Jednocześnie Tusk zapowiedział, że cały resort zdrowia zostanie odpolityczniony. Jak podkreślił, Jolanta Sobierańska-Grenda dostała od niego zapewnienie, że w najbliższych dniach ten resort przejdzie w ręce wyłącznie fachowców od zarządzania całym systemem ochrony zdrowia. Koalicjanci, jak mówił premier, przyjęli to do wiadomości, choć to nie była dla nich łatwa sprawa. To, najprawdopodobniej, oznacza pożegnanie z resortem zdrowia Urszuli Demkow (TD Polska 2050), Marka Kosa (TD PSL) i Wojciecha Koniecznego (Lewica). Z naszych informacji wynika, że z ministerstwem może, ale wcale nie musi, rozstać się Katarzyna Kacperczyk. Z jednej strony od pewnego czasu krążyły pogłoski o jej możliwym odejściu już w lipcu (w związku z zakończeniem prezydencji), z drugiej – cały czas w grze jest KPO, a ministerstwo walczyło o przesunięcie terminów rozliczeń środków z Brukselą. Tu sprawa jest otwarta. Pytanie, co z Jerzym Szafranowiczem, który w tym samym czasie, w którym Tusk tłumaczył sens i potrzebę zmian personalnych w zdrowiu, przedstawiał posłom Komisji Zdrowia meandry ustawy o reformie szpitalnictwa. Padła też deklaracja „dobrej współpracy z NFZ”. – Może pamiętacie, ale ja od razu mówiłem, że jeśli szef NFZ jest dobry, to mnie nie interesuje, że jest z poprzedniej epoki politycznej. Mnie interesuje w tym kontekście wyłącznie zdrowie Polaków i dostępność – podkreślał Tusk, nawiązując do Filipa Nowaka.
Deklaracja o odpolitycznieniu resortu zdrowia jest istotna, ale trzeba na nią patrzeć w szerszym kontekście. Po pierwsze, dla Donalda Tuska MZ to kula u nogi, o czym świadczy fakt, że jeszcze na ostatniej prostej przed rekonstrukcją proponował je Polsce 2050 w ramach szukania koalicyjnego balansu (ostatecznie Szymon Hołownia zdecydował się na Ministerstwo Kultury). Ten nieudany targ miał przesądzić o zwrocie w kierunku fachowców, przy jednoczesnym zablokowaniu jakichkolwiek sprzeciwów koalicjantów odnośnie do odcięcia ich od stanowisk wiceministerialnych. – Nie chcecie odpowiedzialności za zdrowie, to się nie wtrącajcie – mniej więcej taki przekaz popłynął od Tuska.
Jest jednak jeszcze jeden aspekt: Tusk liczy się z tym, że zmiany w zdrowiu – które w jego ocenie są konieczne, choć zapewne premier nie bierze pod uwagę tego, co naprawdę powinno się zmienić – będą musiały odbywać się inną niż ustawowa drogą. To podnosi znaczenie tych, którzy będą pracować nad konkretnymi rozwiązaniami i przekładać je na zapisy rozporządzeń ministra zdrowia. O poszukiwaniu alternatywnych ścieżek wprowadzania modyfikacji w zdrowiu – w kontekście przede wszystkim ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, ale to jedynie przykład – mówili w niedawnej rozmowie prezes i wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia. To znacznie bardziej prawdopodobny w tej chwili scenariusz niż kalkulacja, że ekipa fachowców przekona nie tylko opozycję w Sejmie (koalicja rządząca ustawy przecież może uchwalać), ale przede wszystkim prezydenta Karola Nawrockiego do słuszności swoich racji i nie blokowania ustaw. Na ile scenariusz odwołujący się do merytokracji się sprawdzi?
Ale odpolitycznienie resortu zdrowia nie było jedynym mocnym akcentem w wypowiedzi Tuska na temat zdrowia. Wskazując ważkość zmian, jakie podjęła się przeprowadzić nowa szefowa resortu, premier w pewnym momencie stwierdził, że system trzeba zmieniać, a głównym celem ma być poprawa sytuacji pacjentów. – Powiem bardzo brutalnie, nie poprawa sytuacji lekarzy.
To kolejna już wypowiedź premiera przeciwstawiająca dobro pacjenta dobru nie tylko lekarzy, ale ogólnie – pracowników ochrony zdrowia. Podczas debaty nad wnioskiem o wotum zaufania po przegranych wyborach prezydenckich Tusk, deklarując zwiększenie nakładów na zdrowie zapowiadał, że te środki mają w pierwszej kolejności trafić „do pacjentów”, nie zaś fundusze na podwyżki dla personelu medycznego.
– Premier, próbując antagonizować pacjentów i lekarzy, idzie ścieżką swoich poprzedników. Brakuje zrozumienia, że ochrona zdrowia to system naczyń połączonych – skomentował wypowiedź szefa rządu w rozmowie z nami Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Jeśli chodzi o samą rekonstrukcję rządu i zmianę na stanowisku ministra zdrowia, szef lekarskiego samorządu ocenił, że „personalia są drugorzędne”. – Kluczowa jest finansowa zapaść ochrony zdrowia i brak perspektyw na poprawę. Nie napawają optymizmem dochodzące z obozu władzy informacje, że kilka osób odmówiło premierowi objęcia teki ministra zdrowia. Ta posada to gorący kartofel dla rządzących, również dlatego, że resort zdrowia jest pozbawiony realnego wsparcia, w tym wsparcia finansowego, bez którego żadne reformy się nie udadzą – ocenił. – Dodatkowo zarządzać ochroną zdrowia będzie po raz kolejny osoba niebędąca lekarzem, która nie ma za sobą doświadczenia bezpośrednich kontaktów z pacjentem, siłą rzeczy patrząca na system przez pryzmat tabelek i słupków.
Łukasz Jankowski podkreślił, że podobnie jak poprzedni ministrowie, nowa szefowa resortu może liczyć na „merytoryczne wsparcie” środowiska lekarskiego. – Jednak brak perspektywy oddziału szpitalnego czy gabinetu lekarskiego jest na tym stanowisku obciążeniem, o czym niejednokrotnie się już przekonywaliśmy.
Prezes NRL zaznaczył, że zmiana na stanowisku ministra nie oznacza unieważnienia deklaracji, jakie padały w minionych miesiącach. – Pamiętamy o obietnicach, złożonych nam przez rząd. One pozostają na stole: klauzula wyższego dobra, bezpieczeństwo lekarzy i innych pracowników medycznych. Będziemy nadal domagać się tego, o czym rozmawialiśmy – o ochronie właściwej dla funkcjonariuszy publicznych niezależnie od miejsca pracy lekarza, o trzech średnich krajowych dla lekarzy specjalistów – wyliczał. Konkluzja? Raczej gorzka. – Pomysł na tzw. nowe otwarcie i zmianę osoby na stanowisku MZ na niemal półmetku działalności rządu odbieramy jako próbę kupienia czasu. Tymczasem w ochronie zdrowia czasu nie ma. Nie ma też pieniędzy i woli politycznej prawdziwych zmian. Są jedynie kolejne osoby, które mają chęć i odwagę, by objąć urząd.