Samorząd lekarski apeluje do prezydenta o zawetowanie tzw. ustawy ukraińskiej, do której wróciły – po kilku miesiącach od uchylenia – przepisy umożliwiające przyznawanie warunkowego prawa wykonywania zawodu obywatelom Ukrainy. Izba lekarska oczekuje inicjatywy ustawodawczej, która w trybie pilnym uporządkowałaby chaos, jaki zapanował od czasów pandemii w tym obszarze.
– W tej chwili mamy w Polsce cztery grupy lekarzy – mówił podczas czwartkowego briefingu Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. – Pierwsza to ci, którym PWZ w trybie zwykłym wydają izby lekarskie. Druga to lekarze z warunkowym PWZ, którzy otrzymali zgodę ministerstwa a następnie zwrócili się do izb lekarskich i takie prawo dostali. Trzecia grupa to lekarze, którzy pracują na podstawie wyłącznie zgody resortu zdrowia, a czwarta grupa to lekarze z prawem wykonywania zawodu na określony zakres czynności, dotyczy to specjalistów spoza UE, którzy starają się o uznanie swojej specjalizacji w Polsce – wyliczał Jankowski, wskazując, że obecna sytuacja prawna generuje ogromny chaos.
Wszystko rozpoczęło się jesienią 2020 roku, gdy w czasie pandemii Ministerstwo Zdrowia – wbrew protestom samorządu lekarskiego, ale też dużej części opozycji – uprościło po raz pierwszy przepisy umożliwiające podejmowanie pracy w Polsce w zawodzie lekarza. Wówczas jednak trudno było mówić o wielkim zainteresowaniu. – Liczba lekarzy w Polsce zwiększyła się o pięć osób – podkreślał z dumą minister zdrowia Adam Niedzielski, ogłaszając w 2021 roku wydanie przez MZ pierwszych zgód dla lekarzy z Ukrainy i Białorusi. Sytuacja zmieniła się wraz z agresją Rosji w lutym 2022 roku i uchwaleniem w ciągu kilku następnych tygodni specjalnej ustawy o pomocy dla obywateli Ukrainy, gdzie również zapisano rozwiązania dla profesjonalistów medycznych.
Po wyborach w 2023 roku padały obietnice zmiany przepisów umożliwiających podejmowanie pracy w Polsce w szczególnych trybach. Ministerstwo Zdrowia podjęło nawet próbę wywiązania się z obietnicy, dołączając odpowiednie rozwiązania do przedostatniej wersji tzw. ustawy szpitalnej. Rząd jednak uznał to za „wrzutkę” i wygodny pretekst do zatrzymania prac nad całym projektem. Co więcej, w październiku 2024 roku przepisy umożliwiające wydawanie WPWZ wygasły, ale „odnalazły się” w uchwalonej nowelizacji ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, która w tej chwili czeka na podpis prezydenta. Dlatego apel samorządu lekarskiego do Karola Nawrockiego.
– Wiemy, że będą próby politycznego zaszufladkowania nas, ale wyraźnie pokazujemy, że odpowiedzialność za obecny stan rzeczy ponoszą wszystkie rządy od jesieni 2020 roku – mówił Łukasz Jankowski, podkreślając, że samorząd lekarski kieruje się przede wszystkim troską o bezpieczeństwo pacjentów. Jak wskazywał szef lekarskiego samorządu, Ministerstwo Zdrowia odpowiadając na pytania izb lekarskich przyznało, że nie ma możliwości weryfikacji dyplomów, które są składane razem z wnioskami o wydanie zgody. – To oznacza, że nie mamy żadnych gwarancji, że o pracę w zawodzie lekarza starają się lekarze, a nie na przykład felczerzy – mówił. Potężnym problemem, zarówno dla pracowników podmiotów leczniczych, jak i pacjentów, jest brak znajomości języka polskiego. – Izby lekarskie nie mogą weryfikować poziomu znajomości języka. Pojawiają się skargi od pacjentów, że nie mogli się z lekarzem porozumieć. Na izbach przyjęć, oddziałach ratunkowych, oddziałach szpitalnych pracują lekarze, którzy nie opanowali języka polskiego w wystarczającym stopniu – wyliczał.
Jankowski podkreślił, że uchwalenie przepisów przywracających WPWZ, w dodatku bez konsultacji z samorządem lekarskim, podważa zaufanie obywateli do państwa. Utrwala też sytuację, w której obywatele Polski są wręcz dyskryminowani. – W tej chwili łatwiej zostać lekarzem w Polsce obywatelowi Ukrainy niż osobie, która kształciła się w Polsce, tutaj zdawała egzaminy – tłumaczył.
Lekarze wystosowali też apel do minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, przypominając, że Izabela Leszczyna podjęła starania uporządkowania sytuacji. Liczą, że nowa minister zdrowia również będzie ich sojusznikiem w tej materii.
Czy nie zaszkodzi temu apel do Karola Nawrockiego? W tej chwili ważniejsze wydaje się pytanie, jak zareaguje głowa państwa? Nawrocki, w przeciwieństwie do Andrzeja Dudy, nie uchodzi za wielkiego przyjaciela Kijowa. Jeden z jego pomysłów, który najbardziej przebił się do opinii publicznej w czasie kampanii, dotyczył zagwarantowania obywatelom Polski pierwszeństwa w dostępie do świadczeń zdrowotnych. Z drugiej strony to rząd Mateusza Morawieckiego podjął wszystkie najważniejsze decyzje dotyczące otwarcia rynku pracy lekarzy dla obywateli spoza UE, zwłaszcza obywateli Białorusi i Ukrainy. To (obok radykalnego zwiększenia liczby miejsc na kierunkach lekarskich, przede wszystkim przez uruchomienie studiów w szkołach nieakademickich) był jeden z flagowych pomysłów ówczesnego MZ na złagodzenie problemu braków kadrowych w zawodzie lekarza.