„Tak” dla edukacji, „nie” dla dezinformacji – mówiła na kilka dni przed początkiem nowego roku szkolnego wiceminister edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz, nawiązując do hasła przeciwników edukacji zdrowotnej, która rusza z początkiem nowego roku szkolnego. Jak wynika z najnowszego sondażu, Polacy raczej nie podzielają opinii, że edukacja zdrowotna to demoralizacja.
Fot. MEN
W ubiegłym tygodniu biskupi przypomnieli swój apel sprzed kilku miesięcy o niezapisywanie uczniów na lekcje edukacji zdrowotnej, które w roku szkolnym 2025/2026 są nieobowiązkowe. Do 25 września rodzice i opiekunowie mogą podjąć decyzję o wypisaniu ucznia z zajęć (domyślnie zapisani są na nie wszyscy uczniowie). Apel biskupów został przypomniany w wielu kościołach podczas nabożeństw w ostatnią niedzielę wakacji. Wierni mogli usłyszeć, że Episkopat ostrzega przed „systemową deprawacją dzieci” pod pretekstem edukacji zdrowotnej, bo liczne treści, jakie zawiera podstawa programowa, naruszają konstytucyjne prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.
Jak podkreślała podczas Kongresu Zdrowia Dzieci i Młodzieży, który odbył się 28 sierpnia w Warszawie, Paulina Piechna-Więckiewicz, zgodnie z przepisami czas na podjęcie decyzji zaczyna się 1 września i kończy 25 września. – Deklaracje podpisane i złożone wcześniej są nieważne. Ich zbieranie przed 1 września to łamanie prawa oświatowego – podkreśliła. Wiceminister zapowiedziała, że wraz z początkiem roku ruszy kampania informacyjna skierowana do rodziców: w ogólnopolskich i lokalnych stacjach radiowych, ale również na billboardach i innych kanałach MEN będzie zachęcać do podejmowania pozytywnej decyzji w sprawie uczestnictwa dzieci w lekcjach poświęconych zdrowiu.
Choć podczas czwartkowych dyskusji nikt nie wywołał ani biskupów, ani Kościoła „po imieniu”, w wypowiedziach dyskutantów powracał temat instytucjonalnych ataków na edukację zdrowotną. I żal czy też rozczarowanie, że kilka miesięcy temu zapadła decyzja, by przedmiot był fakultatywny. Opowiedzieli się za tym rozwiązaniem lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski i – przede wszystkim – premier Donald Tusk.
– Są instytucje, które walczą z edukacją zdrowotną. To jest dla mnie niepojęte, że ktoś może stawiać sobie za cel obniżanie świadomości zdrowotnej dzieci i młodzieży – mówił wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny. W jego ocenie edukacja zdrowotna ma szansę wypełnić luki, jakie dostrzegano do tej pory w programie edukacji szkolnej (szkoła nie uczy mądrych wyborów życiowych, nie kształci postaw w zakresie odżywiania czy aktywności fizycznej, za mało przykłada się w zakresie budowania świadomości dotyczącej choćby higieny cyfrowej etc.). Konieczny podkreślał, że edukacja zdrowotna jest tak samo potrzebna jak lekcje historii. Choćby po to, żeby każdy wychodził ze szkoły z podstawową wiedzą, żeby łatwiej kojarzył fakty i – z drugiej strony – by trudniej mu było „sprzedać” różnego rodzaju fake newsy. Lekcje historii chronią przed narracją, dowodził Konieczny, że Stalin był dobrodusznym wodzem narodu. Lekcje o zdrowiu dadzą odporność na inne, rozsiewane z premedytacją, dezinformacje. – Z drugiej strony, wyobraźmy sobie, że nie ma lekcji historii w szkole i na jakimś etapie mówimy młodym ludziom, że powstania narodowe były ważne. Do ilu z nich by to trafiło? Ilu by się zainteresowało tematem? – pytał retorycznie.
– Wielkie rzeczy rodzą się w bólach – dodawała otuchy senator KO Agnieszka Gorgoń-Komor. – Edukacja zdrowotna to podstawa profilaktyki pierwotnej. Trzymam kciuki, by te lekcje szybko stały się obowiązkowe. Jestem oburzona i zniesmaczona tym, co się w tej chwili, przed wejściem tego przedmiotu do szkół, dzieje – podkreślała z kolei Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia, dodając, że trudno zrozumieć, dlaczego szkoła może uczyć o rozwoju roślin i zwierząt, ale nie może przekazywać wiedzy na temat fizjologii i anatomii człowieka. – To jest niewyobrażalny koszmar, że w XXI wieku ktoś może twierdzić, że edukacja zdrowotna jest demoralizująca – oceniła, apelując o stworzenie ruchu poparcia dla edukacji zdrowotnej.
Czy będzie on potrzebny? Wielu ekspertów obawia się wzmocnienia antyedukacyjnego przekazu w pierwszych tygodniach nowego roku szkolnego, choć – z punktu widzenia zwolenników edukacji zdrowotnej – najnowszy sondaż przeprowadzony na zlecenie Onet.pl pokazuje, że zdanie Kościoła w sprawie edukacji zdrowotnej podziela na razie mniejszość Polaków. Na pytanie: „Czy podziela Pani/Pan obawy Episkopatu, że edukacja zdrowotna (nowy przedmiot w szkołach) ma prowadzić do «systemowej deprawacji dzieci»?” odpowiedzi twierdzącej udzieliła nieco ponad jedna piąta badanych (niecałe 23 proc.). Blisko co drugi Polak (prawie 49 proc.) jest przeciwnego zdania. Walka może rozegrać się o tych, którzy nie mają zdania (11 proc.) lub nie zetknęli się z tematem (17 proc.). Częściej ze zdaniem biskupów zgadzają się mężczyźni niż kobiety, osoby w wieku 25-34 lata, mieszkańcy najmniejszych miast.
Badanie zostało zrealizowane w dniach 26-27 sierpnia 2025 r. przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI – Computer-Assisted Web Interview) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 814 ankiet z ogólnopolską próbą dorosłych. Zastosowano dobór kwotowy – próba była reprezentatywna ze względu na łączny rozkład płci, wieku i klasy wielkości miejscowości zamieszkania.