To jest polityka

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Zdrowie nie jest polityczne, ale system ochrony zdrowia już polityczny jest, w każdym kraju – mówił podczas posiedzenia Komisji Zdrowia doświadczony parlamentarzysta, były wiceminister zdrowia Bolesław Piecha. System ochrony zdrowia, zdrowie publiczne, publiczne wydatki na zdrowie – to wszystko obszary, których z polityki wyjąć się po prostu nie da i nawet nie warto próbować.


Komisja Zdrowia z udziałem kierownictwa Ministerstwa Zdrowia, 24 września 2025 r. Fot. MZ

  • Ministerstwo Zdrowia było „wielkim nieobecnym” istotnej z punku widzenia zdrowia publicznego debaty o nocnej prohibicji
  • Balast piastowanych wcześniej stanowisk przesłania, a na pewno może przesłonić szerszą perspektywę
  • Resort zdrowia – po raz kolejny – proponuje skoncentrować się na kosztach, potrzebach i oczekiwaniach bez „ruszania” tematu fundamentalnego: ile wydajemy na zdrowie, dlaczego tak mało i – przede wszystkim – jak to zmienić

Jeśli coś wiadomo po dwóch miesiącach od zmiany warty na stanowisku ministra zdrowia, dwóch tygodniach odpartyjnienia i odpolitycznienia resortu zdrowia, którego zwieńczeniem było środowe spotkanie kierownictwa ministerstwa z posłami, to właśnie to, że każdy eksperyment ma swoją cenę. Dopiero po jego zakończeniu zaś okaże się, czy nie była ona zbyt wysoka, ale rzeczywistość pozwala to weryfikować niemal na bieżąco.

Przykład? Warszawska awantura o alkohol, czyli nocny zakaz sprzedaży w sklepach, która rozlała się daleko poza ramy problemu jednego, choćby największego, miasta. Nie wchodząc w szczegóły: struktury warszawskiej Koalicji Obywatelskiej (czytaj – dowodzący nimi minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński) postanowiły upokorzyć prezydenta Rafała Trzaskowskiego zablokowaniem forsowanej przez niego uchwały o nocnej prohibicji w mieście. Co się udało w całej rozciągłości, tyle tylko że z efektem podobnym do podpalenia Rzymu – katastrofa przekroczyła zakładane rozmiary, a pożar objął również, a może przede wszystkim, struktury KO. Jeśli jest prawdą, że zlecono wewnętrzne badania preferencji politycznych mieszkańców stolicy i te wyniki, mówiąc oględnie, dały politykom szczebla krajowego do myślenia, łatwiej zrozumieć wydarzenia całego tygodnia – milczący do tej pory w sprawie Donald Tusk zadeklarował, że nocną prohibicję popiera, a Rafał Trzaskowski wrócił do gry z deklaracją, że zacznie ona obowiązywać w całym mieście od 1 czerwca 2026 roku, co radni KO mieli przyjąć ze zrozumieniem.

Ale co ma „awantura do wódkę” do Ministerstwa Zdrowia? Wszystko. Przez ten tydzień, w którym padło również inne, istotne stwierdzenie ze strony rządu (brak planów procedowania zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych w godzinach nocnych), Ministerstwo Zdrowia w tej sprawie nie zabrało głosu. Było „wielkim nieobecnym” istotnej z punku widzenia zdrowia publicznego debaty. Przy okazji potwierdziło się zresztą to, o czym pisaliśmy, gdy Donald Tusk domknął swoją zapowiedź odpartyjnienia kierownictwa resortu zdrowia: mniejsi koalicjanci będą „kąsać” rząd w sprawach zdrowia. Już zaczęli: alkoholową katastrofę Koalicji Obywatelskiej oraz milczenie resortu zdrowia wykorzystuje Lewica, zgłaszając swój projekt ustawy w sprawie nocnej prohibicji w całym kraju, swoje propozycje ma też Polska 2050. Mnogość rozwiązań co prawda sprawie może przysłużyć się negatywnie, ale podczas posiedzenia Komisji Zdrowia padały również zapytania, czy nie powinno być w tej sprawie projektu rządowego.

Problem alkoholowy to tylko wycinek spraw, w których choćby Lewica, zwłaszcza w obszarze zdrowia publicznego, może swoją aktywnością przysporzyć Ministerstwu Zdrowia bólu głowy. To nie zawsze musi być i będzie projekt ustawy. Posłowie mają do dyspozycji interpelacje i zadawane na posiedzeniach Sejmu pytania, również w formie informacji rządu – wówczas wzbogacone o debatę. Nie brakuje okazji, by mniej lub bardziej merytorycznie „przeczołgać” rząd. Również własny.

Minister zdrowia po tygodniu opowiedziała się publicznie za zakazem nocnej sprzedaży alkoholu. Powinna jednak – z racji zajmowanego stanowiska – powiedzieć to jako jedna z pierwszych. To wymóg polityki… choćby tej zdrowotnej.

Ta sprawa to jednak tylko jeden z puzzli, które – złożone w całość – pokazują, jakie pułapki mogą się czaić przed odpolitycznionym kierownictwem resortu. Nikt nie może zarzucić minister Jolancie Sobierańskiej-Grendzie i jej współpracownikom braku kompetencji i fachowości. Jednocześnie trudno nie zauważyć – choćby po przebiegu środowej dyskusji, ale też po nielicznych na razie mniej lub bardziej publicznych wystąpieniach minister i jej dwojga nowych zastępców – swoistego „przeciążenia” fachowością. Balast piastowanych wcześniej stanowisk przesłania, a na pewno może przesłonić szerszą perspektywę: na system ochrony zdrowia, rozumiany jako całość, łącznie ze zdrowiem publicznym, trzeba patrzeć z góry, daleko wykraczając poza własne, choćby pełne sukcesów i dobrych praktyk, doświadczenia zawodowe.

Najbardziej dojmujący przykład skutków przesunięcia perspektywy to fragment dyskusji na KZ poświęcony sytuacji finansowej NFZ. Nie trzeba być ani ministrem, ani prezesem Funduszu, ani nawet posłem Komisji Zdrowia, by wiedzieć, że w tej chwil nie ma ważniejszego tematu. Zarówno bieżące problemy, manifestujące się skalą niezapłaconych nadwykonań nielimitowanych, ale też chociażby problemami z zapewnieniem finansowania w czwartym kwartale umów kontraktowych na Mazowszu i na Śląsku, jak również pesymistyczne prognozy co do finansów w roku 2026, kładą się długim cieniem na wszystkie inne problemy, z jakimi będzie się mierzyć Ministerstwo Zdrowia. Tymczasem problem finansów wybrzmiał w trakcie spotkania z Komisją Zdrowia tylko dzięki determinacji posłów z uporem powracających do tematu. Gdyby tych pytań nie było (to na szczęście scenariusz nierealny), nie usłyszelibyśmy z ust prezesa NFZ, że bez kolejnej dotacji budżetowej Fundusz nie da razy rozliczyć się ze szpitalami za drugi kwartał tego roku. Posłowie i przedstawiciele strony społecznej – oraz wszyscy śledzący posiedzenie – wyszliby z przekonaniem, że głównym tematem są i będą przekształcenia szpitali i cyfryzacja. I, ewentualnie, bo to również nośne hasło – stworzenie polityki lekowej na miarę XXII wieku.

Tę zapowiedź wiceminister Katarzyny Kacperczyk (której, co warto zaznaczyć, z pewnością nie brakuje szerokiego spojrzenia na problemy, z jakimi będzie musiała się w ramach podziału obowiązków mierzyć, co udowodniła bardzo dobrym wystąpieniem przed dziennikarzami przy okazji prezentacji przygotowanej przez poprzedniego wiceministra odpowiedzialnego za leki listy refundacyjnej) trzeba zapamiętać: nie tylko dlatego, że żyjemy w połowie lat 20. XXI wieku, a politycy choć nie stronią od formułowania planów wykraczających poza dekadę (przykład – Polska 2050), to w kwestii realizacji najczęściej nie patrzą poza horyzont czteroletniej kadencji. Wiceminister Kacperczyk, dzięki swoim europejskim doświadczeniom, ten horyzont czasowy ma rzeczywiście, w stosunku do wielu innych decydentów, mocno poszerzony, więc to nie musi być jedynie pusta obietnica.

Jednak nawet atrakcyjnie brzmiąca „polityka lekowa na miarę XXII wieku” nie może przesłonić faktu, że finanse na zdrowie już nie trzeszczą w szwach, tylko po prostu pękają. I nawet jeśli założyć, że konsolidacja szpitali oraz ich przekształcenia mogą uwolnić część podmiotów ze spirali kosztów osobowych (nikt przecież nie kryje, że jednym z głównych celów reformy jest zmniejszenie presji płacowej), to nie rozwiąże podstawowego problemu, czyli niewspółmiernie niskich nakładów w stosunku do kosztów (systemu) oraz potrzeb zdrowotnych i oczekiwań społeczeństwa. Problem w tym, że resort zdrowia po raz kolejny proponuje skoncentrować się na kosztach, potrzebach i oczekiwaniach bez „ruszania” tematu fundamentalnego: ile wydajemy na zdrowie, dlaczego tak mało i przede wszystkim jak to zmienić. Tak, to jest polityka.

26.09.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.