Reforma kosztuje

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Czy brytyjski „10 Year Health Plan” to bliźniak planowanych zmian w szpitalnictwie? Z pozoru – tak. W obu krajach celem jest odwrócenie piramidy świadczeń i zapewnienie pacjentom – tak długo, jak się da – dostępu do świadczeń bez przyjmowania ich do szpitali. Problem w tym, że Brytyjczycy opracowali strategię na dziesięć lat i wesprą jej realizację miliardami funtów.

Fot. MSol / Kurier MP

  • Punktem wyjścia do stworzenia strategii była gruntowna analiza systemu
  • Plan został zbudowany wspólnie ze społeczeństwem, z pracownikami ochrony zdrowia i pacjentami
  • Plan jest skupiony na pacjencie, stawia na mniejszą biurokrację i wsparcie pracowników ochrony zdrowia
  • Na wprowadzanie zmian Wielka Brytania ma budżet w wysokości 30 mld funtów
  • Brytyjski plan został przewidziany na dziesięć lat

Konferencję Foresight Medyczny i XIX Kongres Hospital & Healthcare Management rozpoczął polsko-brytyjski szczyt zdrowia – dyskusja na temat wyzwań związanych z przekształceniami systemowymi w obu krajach. Wielka Brytania mierzy się z największym kryzysem NHS w historii: kolejki do świadczeń, nierówności, niska satysfakcja pacjentów, wyzwania finansowe, problemy kadrowe, rosnące potrzeby zdrowotne – to, co wymieniał Ed Moses, Director Policy and Engagement, 10 Year Health Plan, Department of Health and Social Care, brzmiało aż nadto znajomo.

Jak podkreślił gość z Wielkiej Brytanii, punktem wyjścia do stworzenia strategii była gruntowna analiza systemu. Podstawą planu stały się trzy założenia: „przybliżenie” ośrodków zdrowia do lokalnych społeczności, zmiana na wszystkich szczeblach rozwiązań analogowych na cyfrowe i tworzenie ścieżek dla pacjenta zgodnie z jego dolegliwościami. – Celem tego planu była zmiana – odejście od tego, co jest teraz bardzo specjalistycznym, szpitalnym systemem w Wielkiej Brytanii, do systemu bardziej spersonalizowanego, skupionego na ludziach potrzebujących pomocy medycznej, którzy chcą z niej korzystać blisko swoich domów i w swoich społecznościach. Aby zbudować taki system, konieczne było zbudowanie zaufania między władzą i społecznością – mówił Ed Moses.

Plan, jak tłumaczył, został zbudowany wspólnie ze społeczeństwem, z pracownikami ochrony zdrowia i pacjentami. W pracach wzięło udział 270 tys. osób, w tym ci, którzy – na zaproszenie autorów koncepcji – opowiadali historie o doświadczeniach z systemem zdrowia, mówili także o tym, co chcieliby zobaczyć, jak wyobrażają sobie system w przyszłości. – Uzyskaliśmy ponad 250 tys. odpowiedzi na nasze pytania. Ponad dwa miliony osób odwiedziło nas w internecie. Zainteresowani mogli przedstawiać swoje pomysły, komentować propozycje. Przeprowadzono kilkaset wydarzeń z 17 tysiącami ludzi w ośrodkach, gdzie przedstawiciele rządu nie goszczą często – wyliczał. Kolejnym etapem były tradycyjne konferencje ministerialne. Cały ten proces trwał… dekadę.

Plan jest skupiony na pacjencie, stawia na mniejszą biurokrację i wsparcie pracowników ochrony zdrowia. Uwzględnia rosnącą rolę innowacji i nowych technologii medycznych, które podnoszą efektywność i produktywność procedur medycznych. Plan wprowadza ochronę zdrowia do miejsc, gdzie mieszkają ludzie. Wprowadza profesjonalistów multidyscyplinarnych do „drużyny” pacjentów. – To inny sposób spojrzenia na to, co często nazywamy integracją w ochronie zdrowia. Zakończy to niekoniecznie potrzebne pobyty pacjentów w szpitalach. To zmienia praktykę opieki szpitalnej. Część z proponowanych rozwiązań składa się z technologii AI, telefonii digitalnej, żeby ulepszyć dostęp opieki dla pacjentów, po to, żeby ludzie nie czekali w nocy, żeby dostać się do szpitala – podkreślił dyrektor Moses, przedstawiając uczestnikom sesji prezentację obrazującą zmiany w NHS.

Last but not least, na wprowadzanie zmian Wielka Brytania ma budżet w wysokości 30 mld funtów. Ta informacja mocno wybrzmiała, zwłaszcza w kontekście wypowiedzi Andrzeja Sośnierza, który dzień wcześniej – w tej samej sali, podczas dyskusji zamykającej pierwszy dzień konferencji Wizja Zdrowia, której kongres menedżerski jest częścią – stwierdził: – Reforma kosztuje. Za zmiany trzeba zapłacić.

Polska, jak przypomniał prowadzący dyskusję prezes Polskiej Federacji Szpitali, prof. Jarosław Fedorowski, na przekształcenia systemu ochrony zdrowia ma ok. 4 mld euro z Krajowego Planu Odbudowy. Do tego można jeszcze doliczyć miliard złotych z Funduszu Medycznego, obiecany przez minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę oraz – być może – środki z BGK na program wsparcia dla szpitali, które będą realizować programy naprawcze. Rozważane są dziesięcioletnie, stopniowo umarzalne, pożyczki.

Marek Augustyn, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia, ocenił, że zaprezentowany plan zmian w NHS ma wiele punktów wspólnych z tym, co robimy albo mamy w planach w Polsce. – To są naprawdę bardzo zbieżne definicje i bardzo zbieżne cele, które my również sobie wyznaczyliśmy, tylko proszę zwrócić uwagę: to jest prognoza na dziesięć lat. Założono, że pewne rzeczy, w które my dzisiaj zainwestujemy, przyniosą efekt dopiero w takim odłożonym czasie – podkreślił. W jego ocenie fundamentalne znaczenie ma „zaufanie, cierpliwość i konsekwencja”. – Wszystko musi się to odbywać ponad politycznymi podziałami – mówił. – Nie może z kadencji na kadencję zmieniać się formuła, koncepcja zmian czy reforma ochrony zdrowia, bo to nie jest pole do eksperymentu.

– Wszystkie kierunki planu są znane, ale pozostaje tylko pytanie, jak dojść do kluczowych wskaźników i jak je zrealizować. I rzeczywiście muszę powiedzieć, że przedstawione trzy główne filary są w zasadzie zgodne z naszymi dążeniami w polskim systemie, czyli odwrócona piramida świadczeń, szeroko rozumiana cyfryzacja i postawienie na profilaktykę i prewencję – podkreśliła Anna Kowalczuk, zastępca prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. – Wszystko to samo dzieje się w polskim systemie i brakuje nam tylko tych 30 miliardów funtów, które inwestowane są w brytyjski system – przypomniała, dodając, że w tej chwili AOTMiT pracuje nad raportem dotyczącym szybkiej ścieżki dla innowacji cyfrowych. – W taki sposób, aby te ułatwienia mogły iść ścieżką troszkę bardziej dynamiczną niż ta klasyczna dla wyrobów medycznych – doprecyzowała.

Maciej Karaszewski, dyrektor Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, zauważył, że plan zmian w brytyjskim systemie ochrony zdrowia ma wiele punktów wspólnych z polskimi planami, również dlatego, że sam system boryka się z podobnymi problemami jakie są w Polsce. – Ścieżki, którymi musimy podążać, widzimy. Wiemy, co mamy zrobić, na czym się skupić. Trzeba odwrócić piramidę świadczeń, skoncentrować się na profilaktyce, postawić na pacjentocentryzm i wprowadzić cyfryzację. Być może to pacjentocentryzm jest celem, a wspomniane narzędzia będą służyć do jego osiągnięcia. Ale są też pewne różnice, które musimy uwzględnić. Wynikają one głównie ze struktury właścicielskiej naszych świadczeniodawców, która jest bardzo rozproszona – przypomniał, dodając, że nasi świadczeniodawcy konkurują ze sobą o te same zasoby, zarówno finansowe ze strony kontraktu z NFZ, jak i konkurują o personel i o pacjenta.

– Brytyjski plan został przewidziany na dziesięć lat – mówił przedstawiciel resortu zdrowia. – Nie wiem, czy u nas, patrząc na nasze doświadczenia, żeby stworzyć jakiś bardziej przyjazny i bardziej efektywny system samych szpitali, nie byłoby to za mało. Niezwykle istotny byłby, o czym wspominał prezes Augustyn, konsensus polityczny w kwestii takich zmian, uzyskanie wsparcia polityków. Tak, żeby za każdą zmianą i każdymi wyborami nie zmieniać kierunku działań – podkreślił, nawiązując również do kwestii wsparcia finansowego. – Brytyjczycy planują realizację swojego planu, wspierając go olbrzymimi nakładami. Myślę, że gdybyśmy dokładali 15 miliardów złotych rocznie do takiej transformacji, to być może te pieniądze warto byłoby wydać. Do tego potrzebna jest też dobra komunikacja ze społeczeństwem i przekonanie go, że ten kierunek jest dobry, wszyscy będą go popierać i że nie będzie się zmieniał, choć oczywiście możliwe są drobne w nim modyfikacje po drodze do celu. Trzeba przekonać ludzi, że to jest coś, do czego musimy zmierzać i przedstawić, jaki będzie efekt tych zmian.

13.10.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.