W trakcie sesji poświęconej obecnej sytuacji w kardiologii, która odbyła się podczas Forum Rynku Zdrowia, eksperci zwracali uwagę, że w programach lekowych dla pacjentów ze schorzeniami kardiologicznymi zapadło w ostatnim czasie wiele pozytywnych decyzji – w tym rozszerzenie programu leczenia hipercholesterolemii rodzinnej – jednak rzeczywistość za nimi nie nadąża.
Dyrektor generalny MZ Konrad Korbiński. Fot. MZ
- Brak pieniędzy na realizację programów w części oddziałów oznacza faktyczne zablokowanie dostępu
- Placówki podejmują racjonalne, z punktu widzenia utrzymania równowagi finansowej, decyzje o ograniczeniu przyjęć czy też wstrzymaniu kwalifikacji do programów lekowych
- Próby stabilizowania sytuacji finansowej płatnika opierają się głównie na strategii optymalizacji wydatków
Problemem jest ograniczona wysokość kontraktów i rosnące opóźnienia w regulowaniu przez Narodowy Fundusz Zdrowia płatności za nadwykonania. To powoduje, że szpitale są zmuszone albo ograniczać liczbę przyjmowanych do programu pacjentów (którzy spełniają ostre kryteria kwalifikacji), albo – kredytować płatnika, pogarszając swoją sytuację finansową.
O problemach pacjentów z dostaniem się do programów lekowych mówiła Agnieszka Wołczenko, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pacjentów ze Schorzeniami Serca i Naczyń EcoSerce, zwracając uwagę, że choć bariery administracyjne i systemowe są niwelowane, brak pieniędzy na realizację programów w części oddziałów oznacza faktyczne zablokowanie dostępu, zaś sytuację chorych pogarsza brak rzetelnego raportowania zapotrzebowania na leczenie.
Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, prof. Marek Gierlotka, konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii podkreślał, że leczenie – na przykład w programie B101 – jest z natury rzeczy leczeniem dożywotnim. To zaś oznacza, że do już objętej grupy dołączają nowi pacjenci. Byłoby logiczne, gdyby NFZ zwiększał w tej sytuacji kontrakt. – Jednak choćby na przykładzie Opolszczyzny widać, że Fundusz tego nie robi. Rozlicza nadwykonania, ale kontraktu nie zwiększa – podkreślał, apelując o zmianę tego stanu rzeczy i traktowanie kardiologii w sposób priorytetowy, skoro choroby układu krążenia pozostają pierwszą przyczyną zgonów Polaków.
Jednak Ministerstwo Zdrowia rozwiewa nadzieje. Konrad Korbiński, dyrektor generalny Ministerstwa Zdrowia (który nota bene reprezentuje resort w Krajowej Radzie Kardiologicznej) przypomniał, że kardiologia „nie jest w gorszej sytuacji niż pozostałe segmenty systemu”. – Sytuacja jest wyjątkowa. Do tej pory nie było takich opóźnień w finansowaniu programów lekowych – podkreślał. Opóźnienia są, i w tej sytuacji – w jego ocenie – placówki podejmują racjonalne, z punktu widzenia utrzymania równowagi finansowej, decyzje o ograniczeniu przyjęć czy też wstrzymaniu kwalifikacji do programów lekowych. Z tego samego powodu wstrzymywane są też kwalifikacje do zabiegów, nie dotyczy to tylko kardiologii.
– Ustawa o wynagrodzeniach minimalnych skonsumowała wszystkie rezerwy finansowe w systemie – przyznał dyrektor Korbiński, dodając, że kardiologia nie może liczyć na specjalne traktowanie. – Programy lekowe mogą wyhamować do czasu pojawienia się pieniędzy w systemie – stwierdził.
Korbiński tłumaczył, że próby stabilizowania sytuacji finansowej płatnika opierają się głównie na strategii optymalizacji wydatków. – Zwiększanie kontraktów zgodnie z danymi o wykonaniu byłoby możliwe, gdyby NFZ był w stanie pokryć tegoroczne zobowiązania – powiedział.
W ostatnich dniach o tym, że w ostatnich miesiącach roku pacjenci muszą się liczyć z ograniczeniami w dostępie do leczenia, mówiła w mediach minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. – Terminy planowych zabiegów mogą być w niektórych szpitalach przesuwane z końcówki tego na początek przyszłego roku – przyznała, tłumacząc, że nie jest to sytuacja nowa.