W środę Fundacja My Pacjenci przedstawiła raport „Dostępność programów lekowych w ocenie pacjentów”, przygotowany na podstawie wywiadów z pacjentami zrzeszonymi w kilkunastu organizacjach. Zebrane wypowiedzi wskazują, że pacjenci dostrzegają wpływ trudności finansowych systemu ochrony zdrowia na działanie programów lekowych i ich dostępność.

Fot. Adobe Stock
- Ci, którzy korzystają z leczenia w ramach programów lekowych, doceniają, że mają możliwość otrzymywania innowacyjnych terapii
- Realizacja programów lekowych ponad ustalony przez płatnika limit oznacza dla szpitali co najmniej długie oczekiwanie na płatność
- Tylko w tym roku kontrakty na programy lekowe w obszarze neurologii zostały w skali kraju zmniejszone o 16 proc.
- W niektórych oddziałach płatnik zwraca szpitalom jedynie koszty wydanych leków, nie płaci natomiast za obsługę programu
- Nawet jeśli NFZ rzeczywiście ureguluje po kilku miesiącach rachunki, to rzeczywiste koszty dla szpitala i tak są większe
- Mniejsze ośrodki albo nie decydują się na uruchamianie programów lekowych, albo mocno ograniczają skalę zaangażowania
Nie ma wątpliwości: ci, którzy korzystają z leczenia w ramach programów lekowych, doceniają, że mają możliwość otrzymywania innowacyjnych terapii. Programy lekowe „postrzegane są przez pacjentów jako najlepsze leczenie, które dostali w swoim życiu”, „pacjenci, którzy są leczeni w programie, czują się lepiej na tle innych pacjentów, czują się wybrańcami” – to tylko niektóre wypowiedzi z raportu, świadczące o tym, że pacjenci objęci programem doceniają to, co otrzymują.
Jednocześnie jednak widzą, że dostępność programów jest ograniczona: trzeba spełnić kryteria zdrowotne, sam program to dla podmiotów leczniczych ogrom biurokracji, koniecznych do spełnienia formalności. Ale nawet spełnienie kryteriów zdrowotnych nie oznacza pewności, że otrzyma się leczenie. Powód? Oczywiście – finansowanie. Programy lekowe są formalnie nielimitowane, ale ich realizacja ponad ustalony przez płatnika limit oznacza dla szpitali co najmniej długie oczekiwanie na płatność. Długie, liczone w wielu miesiącach.
Prof. Alina Kułakowska, konsultant krajowa w dziedzinie neurologii podkreślała, że tylko w tym roku kontrakty na programy lekowe w obszarze neurologii zostały w skali kraju zmniejszone o 16 proc., przy czym sytuacja różni się w zależności od regionu. – Są województwa, w których cięć praktycznie nie było. Ale w moim regionie, w województwie podlaskim, kontrakt został zmniejszony o 30 proc. To teoretycznie powinno oznaczać, że 30 proc. pacjentów usuwamy z programu lekowego. I nie przyjmujemy nowych – mówiła podczas towarzyszącej prezentacji raportu dyskusji eksperckiej.
Prof. Kułakowska zwróciła uwagę, że w ten sposób już 1 stycznia ośrodki prowadzące programy lekowe zderzają się ze świadomością skali nadwykonań. Wiadomo bowiem, że niewielu pacjentów z programu wypadnie (bo leczenie – i to jest sukces – działa, więc kolejne badania potwierdzają albo poprawę, albo stabilizację stanu zdrowia), dochodzą zaś cały czas nowi. Jeden z problemów, z jakimi zderzają się szpitale, to fakt wielomiesięcznych opóźnień w regulowaniu płatności przez Fundusz. Drugi problem – w niektórych oddziałach płatnik zwraca szpitalom jedynie koszty wydanych leków, nie płaci natomiast za obsługę programu.
Raport potwierdza, że pacjenci odczuwają skutki problemów finansowych systemu ochrony zdrowia. „Poprzedni rok – problemy z płatnościami, część placówek przestała przyjmować do leczenia, trochę się to uspokoiło, jest lepiej, ale nie jest dobrze”, „pacjenci onkologiczni w programach lekowych obawiają się bardzo, że będą problemy”, „niektóre placówki onkologiczne wprowadzają ograniczenia związane z finansowaniem programu, sztucznie ograniczają dostępność”, „nie będzie naboru do nowego programu, będzie tylko kontynuacja”. To wybrane głosy pacjentów.
A eksperci? Jednym ze sposobów „sztucznego” ograniczania dostępności jest konieczność uzyskania zgody dyrektora szpitala na przyjęcie pacjenta do programu lekowego – mimo że spełnia on wszystkie kryteria. Ale szpitale nie mogą, jak tłumaczą eksperci, kredytować NFZ bez końca, powiększając pulę niezapłaconych kwot za leczenie (nie tylko w programach lekowych), która potrafi, w przypadku dużych jednostek, przekraczać 100 mln zł. Tymczasem, jak można było usłyszeć w czasie dyskusji, nawet jeśli Fundusz rzeczywiście ureguluje po kilku miesiącach rachunki i zapłaci za leki, to rzeczywiste koszty dla szpitala i tak są większe: nie tylko musi zapłacić swoim pracownikom za koszty podania leków, ale też obciążają go odsetki i koszty postępowań, wszczętych przez dostawców. To jeden z powodów, dla których mniejsze ośrodki albo nie decydują się na uruchamianie programów lekowych, albo mocno ograniczają skalę zaangażowania.
– Jeśli nie zadbamy o zwiększenie budżetowego finansowania ochrony zdrowia, nie rozwiążemy problemów – ocenił dr Jakub Gierczyński, ekspert ochrony zdrowia. Zdaniem ekspertów, pomijając samą konstrukcję programów, na wejściu ograniczających dostępność dla wielu pacjentów (nie wystarczy ChPL, liczą się przede wszystkim kryteria kwalifikacyjne, przy których tworzeniu nie zawsze decydujący głos należy do specjalistów, stąd jeden z postulatów dotyczy tego, by kryteria były opracowywane przez towarzystwa naukowe), dochodzą jeszcze kwestie logistyki (im bardziej rozrzedzona sieć ośrodków prowadzących dany program lekowy, tym szanse wielu pacjentów, zwłaszcza mieszkających poza dużymi miastami, na otrzymanie leczenia maleją), i wreszcie – finansowanie.
Tymczasem, jak podkreślał dr Michał Seweryn (EconMed Europe), programy lekowe to część refundacji – a ta z zasady nie podlega limitom. – Nie mamy sytuacji, w której w aptece pierwszych pięciu pacjentów zgłaszających się po dany lek otrzymuje go z refundacją, a pozostali już nie – przypominał. Jak mantra wracają – na przestrzeni miesięcy i lat – postulaty i zapowiedzi „uwolnienia” niektórych leków i przekierowania ich do refundacji aptecznej lub – przynajmniej – szybszego rozszerzania kryteriów włączających do programów lekowych. Niewiele z tych zapowiedzi, mówiąc oględnie, udaje się zrealizować.