Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Dostępność opieki zdrowotnej to najczęstsza obawa związana z 2026 rokiem. Czy politycy dostrzegą, że choć obronność pozostaje bezwzględnym priorytetem, oczekiwania i realne potrzeby każą „nieco” skorygować kurs w zakresie ochrony zdrowia?


Szczyt Medyczny Bezpieczny Pacjent. Fot. Ministerstwo Zdrowia

  • Walka o ograniczenie finansowej i fizycznej dostępności alkoholu ugrzęzła, pomysły na zakaz reklamy – również
  • NFZ kończy 2025 rok z garbem długów, z garbem rosnącego zadłużenia kończą go też świadczeniodawcy
  • Sytuacja, w której dla ochrony zdrowia rządzący mają jedynie dobre słowa, nie jest adekwatna ani do potrzeb, ani oczekiwań społecznych

Największy znak zapytania. Edukacja zdrowotna. Kto to powiedział? „Wyjmijmy z programu to, co stanowi element sporu politycznego, niech on będzie fakultatywny, a zostawmy to, co nie budzi kontrowersji”.

Tuż przed świętami „Gazeta Wyborcza” doniosła, że prezydent Karol Nawrocki opowiada się za przeformatowaniem programu edukacji zdrowotnej w szkołach. Kierunek – bez zaskoczeń – usunięcie z podstawy programowej modułu dotyczącego zdrowia seksualnego. O takim rozwiązaniu mówiono podczas prezydenckiego szczytu 5 grudnia, relacjonował to m.in. prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, komentując, że w zamian za to można byłoby do programu „dołożyć” segment dotyczący dawstwa narządów i transplantologii (na konieczność budowania świadomości społecznej w tym zakresie eksperci zwracali uwagę wielokrotnie). Moduł dotyczący seksualności miałby być fakultatywny (oczywiście, byłby realizowany w okrojonym wymiarze godzinowym).

Na prezesa samorządu lekarskiego posypały się tu i ówdzie gromy – lekarz powinien bronić spójności podstawy programowej, która została przygotowana przez ekspertów. Amen. MEN ustami rzeczniczki i wiceminister Pauliny Piechny-Więckiewicz zdążył się już odciąć od pomysłu. – Ja jestem zwolenniczką, żeby [edukacja zdrowotna] była obowiązkowa – mówiła wiceszefowa MEN odpowiedzialna za edukację i profilaktykę zdrowotną. Jej zdaniem przepisy nie pozwalają wyłączyć części podstawy programowej.

Ale taka propozycja padła. Kto i kiedy ją przedstawił? Kto powiedział: „Wyjmijmy z programu to, co stanowi element sporu politycznego”? Nie, nie prezydent Karol Nawrocki. I nie, nie prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. 4 grudnia, podczas rządowego Szczytu Medycznego „Bezpieczny Pacjent”, w obecności premiera Donalda Tuska mówiła o tym wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska. Przywołajmy pełny, dosłowny, zapis tej części wystąpienia, dla pewności: „Niech rok 2026 będzie też czasem, kiedy edukacja zdrowotna w końcu stanie się faktem, mówię o edukacji zdrowotnej w szkołach. Bo żadne nakłady finansowe, które przeznaczamy na ochronę zdrowia nie przyniosą efektów, jeśli dzieci nie nauczymy zdrowych nawyków. W tym roku szkoły edukację zdrowotną mają nieobowiązkową, więc stan jej wdrożenia, mówiąc wprost i krótko, jest kiepski. Wyjmijmy z programu to, co stanowi element sporu politycznego, niech on będzie fakultatywny, a zostawmy to, co nie budzi kontrowersji, i wystartujmy z obowiązkowymi lekcjami z nowym rokiem szkolnym, ponieważ edukacja zdrowotna wśród najmłodszych to podstawa”. Koniec cytatu.

Zanim pojawi się komentarz, że gdzie Rzym, gdzie Krym, co ma wicemarszałek Sejmu do tego, co w szkołach, przypomnijmy: Monika Wielichowska nie wypowiada się „przez przypadek”. To ona, pod koniec września, gdy już było jasne (choć jeszcze ukrywane), że wprowadzenie edukacji zdrowotnej do szkół zakończy się klęską, zorganizowała konferencję (na trzy dni przed terminem wypisywania uczniów z przedmiotu), której głównym – złośliwi mówią, że jedynym – celem była demonstracja jedności z Barbarą Nowacką, matką braku sukcesu. Monika Wielichowska od początku kadencji angażuje się zarówno w przedsięwzięcia realizowane przez Ministerstwo Zdrowia, jak i MEN – w zakresie profilaktyki zdrowotnej, zdrowia psychicznego i aktywności fizycznej dzieci i młodzieży. Trzyma rękę na pulsie i zdecydowanie wie, o czym mówi.

Największa porażka. Alkohol. O reklamie, w której znany aktor trafia pod choinkę ułożoną z butelek piwa i „robi swoje”, czyli wypija przyniesiony kontyngent, napisano w minionych dniach chyba wszystko, co można było napisać.

Reklama jest porażką w każdym wymiarze, ale nie o reklamę tu chodzi. To tylko, pozostając w klimacie pato-świątecznym, gwiazdka na czubku tej alko-choinki, którą państwo polskie stawia, i wokół której tańczy, od dekad. I choć pojawiają się pomysły, by ten taniec przerwać, a nawet by wyrzucić ową „choinkę”, realnie niewiele się zmienia.

Walka o ograniczenie finansowej i fizycznej dostępności alkoholu ugrzęzła, pomysły na zakaz reklamy – jak widać, również. Eksperci alarmują o obniżaniu wieku inicjacji alkoholowej wśród młodzieży, dużo się pisze i mówi o problemie FASD. I wtedy wchodzi znany aktor, cały na czerwono – ma być śmieszno-rubasznie. Jest strasznie, żenująco i po prostu przeraźliwie smutno. Świadomość bezradności państwa zawsze smuci.

Największy brak zaskoczenia. Rozliczenia nadwykonań. Tuż przed świętami NFZ rozesłał do mediów dobrą nowinę o zasileniu budżetu dotacją, wynikającą z nowelizacji ustawy o Funduszu Medycznym – i sukcesywnym przekazywaniu środków przez oddziały do świadczeniodawców, wyglądających zapłaty za nadwykonania świadczeń nielimitowanych bardziej niecierpliwie niż dzieci pierwszej gwiazdki.

Analogii z gwiazdkami na grudniowym niebie jest więcej – przez wiszące, gęste chmury z trudem można dostrzec jedną lub dwie. Finanse NFZ też przysłaniają chmury – miliardy są, ale jakoby ich nie było. Do szpitali idą przelewy pokrywające tylko część należności. A dziennikarze donoszą – w formie nawet niejakiej sensacji – że w 2026 rok płatnik wejdzie z wielomiliardowymi, tegorocznymi zobowiązaniami. Ogromnymi i do tej pory niepoliczonymi, a w każdym razie – niekomunikowanymi. To scenariusz oczywisty i konkretyzujący się z każdym miesiącem mijającego roku, nic nowego. Jest kilka znaków zapytania, oczywiście na przykład, z jakich pieniędzy zostaną sfinansowane nielimity za czwarty kwartał, jeśli wiadomo, że trudno będzie powtórzyć manewr z „pożyczką” z Funduszu Medycznego? Albo – czy i kiedy MF uzupełni płatnikowi niedobór składki zdrowotnej (wiadomo, że niedobór będzie, choć – kolejne pytanie – jeszcze nie wiadomo, jak duży). NFZ kończy 2025 rok z garbem długów, z garbem rosnącego zadłużenia kończą go też świadczeniodawcy. A pacjenci?

Największe wyzwanie. Obawy Polaków. Blisko połowa Polaków (47,5 proc.) w przyszłość, czyli w 2026 rok, wchodzi z obawami o dostęp do świadczeń zdrowotnych. Niemal tyle samo (45,3 proc.) obawia się o stan zdrowia – swój i swoich bliskich. Na trzecim miejscu, pod względem obaw – jak wynika z badania United Surveys by IBRiS na zlecenie Wirtualnej Polski – jest zagrożenie bezpieczeństwa Polski (44,2 proc.), a zaraz za podium plasuje się niestabilność polityczna i spory wewnętrzne (43,2 proc.). Ponad 40 proc. z nas obawia się o rosnące koszty życia.

Widać, że obaw mamy dużo i są one mocno skoncentrowane na trzech kwestiach. Czy rozkład tych obaw cokolwiek zmieni w postrzeganiu przez polityków hierarchii priorytetów? Nacisk na obronność jest nienaruszalnym dogmatem, ale jednocześnie trudno nie zauważyć, że sytuacja, w której dla ochrony zdrowia rządzący mają jedynie dobre słowa, nawet płynące ze szczytów, nie jest adekwatna ani do potrzeb, ani oczekiwań społecznych.

28.12.2025
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.