Od 2020 roku do stycznia 2026 roku zamknięto łącznie 81 oddziałów położniczo-ginekologicznych. Tylko w ubiegłym roku zamknięto 27 oddziałów i 27 zawieszono. W styczniu 2026 roku zamknięto 3 oddziały, 12 oddziałów zawieszono. Jednak kluczowa informacja, jaką MZ podzieliło się z posłami, dotyczy zupełnego braku zainteresowania szpitali otwieraniem tzw. pokojów narodzin.
Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka. Fot. Piotr Tracz / Kancelaria Sejmu
Z pytaniem do Ministerstwa Zdrowia dotyczącym sytuacji oddziałów położniczych i ich dostępnością zwrócili się posłowie klubu Polska 2050. To już druga w trakcie tego posiedzenia Sejmu dyskusja na temat porodówek – we wtorek debatował na ten temat Zespół ds. Praw Pacjenta.
Dane dotyczące skali zamykania porodówek nie były zaskoczeniem. – Oddziały położniczo-ginekologiczne są zamykane od kilku lat – tłumaczyła wiceminister Katarzyna Kęcka. W jej ocenie odpowiedzią na „zachodzące zmiany w organizacji opieki okołoporodowej” jest „wprowadzenie świadczenia opieki nad kobietą w ciąży i kobietą rodzącą realizowanej przez położną”. – Ważnym jest również, aby zaznaczyć, że bezpieczeństwa okołoporodowego nie należy oceniać tylko i wyłącznie przez pryzmat odległości od miejsca zamieszkania kobiety do oddziału położniczo-ginekologicznego, ale należy patrzeć troszkę szerzej – mówiła, podkreślając, że w Polsce jest 2013 gmin, gdzie czas dojazdu do oddziału położniczego jest krótszy niż 30 minut, a kobiety zamieszkujące obszary tych gmin stanowią ponad 92% ogółu populacji kobiet w wieku rozrodczym.
– Porody incydentalne, tzw. porody uliczne występowały zawsze – tłumaczyła Kęcka. – W ubiegłym roku mieliśmy takich incydentalnych porodów 9. Były to porody przyjmowane przez ratowników medycznych zarówno w karetkach, jak i zdarzały się w warunkach szpitalnych oddziałów ratunkowych.
31 stycznia minister zdrowia wydał rozporządzenie wprowadzające opiekę nad kobietą w ciąży lub rodzącą, realizowaną przez położne. Ukazało się też i weszło w życie zarządzenie Prezesa NFZ dotyczące kontraktowania tzw. pokojów narodzin, w których położne mają zabezpieczać rodzące zgłaszające się do szpitala, w którym nie ma porodówki. Zabezpieczać, czyli – ocenić stopień zaawansowania akcji porodowej, wskazać najbliższy właściwy szpital, ewentualnie karetką przetransportować rodzącą do takiego szpitala. W ekstremalnych sytuacjach – przyjąć poród.
Jak tłumaczyła wiceminister, głównym celem wdrożenia tego rozwiązania jest zagwarantowanie kobietom w ciąży, które zamieszkują na obszarze powiatu, gdzie nie funkcjonuje oddział położniczo-ginekologiczny, całodobowego dostępu do świadczeń realizowanych przez położną, z uwzględnieniem bezpieczeństwa pacjentek.
Sęk w tym, że na razie nie wpłynął żaden wniosek od szpitala, który byłby zainteresowany takim świadczeniem. – Decyzję, czy dany szpital będzie chciał realizować to świadczenie, będzie podejmować dyrektor podmiotu, prezes podmiotu lub osoba kierująca szpitalem. Ministerstwo Zdrowia ani Narodowy Fundusz Zdrowia nie mogą nałożyć na szpital obowiązku świadczenia tego typu usług – mówiła Kęcka.
To nie powinno być zaskoczeniem. We wtorek przedstawiciele MZ i NFZ mówili, że na etapie planowania tego rozwiązania, które wzbudziło ogromne kontrowersje, zakładano, że w skali całego kraju powstanie kilka, około sześciu, takich pokojów.