Lekarze nie chcą prostego zakazu łączenia pracy w publicznym i prywatnym sektorze ochrony zdrowia, ale nie oznacza to, że są przeciwni zmianom – wynika z raportu, jaki przedstawiła Naczelna Izba Lekarska. Duża część lekarzy, przy spełnieniu odpowiednich warunków, rozważyłaby wybór publicznego sektora. Pytanie tylko, czy takie warunki decydenci byliby w stanie w ogóle rozważyć.

Fot. Adobe Stock / meeboonstudio
- Pomysł rozdzielenia prywatnej i publicznej ochrony zdrowia nie jest nowy
- Lekarze nie popierają prostego zakazu łączenia pracy publicznej i prywatnej
- Jednym z warunków jest gwarantowane wynagrodzenie w wysokości minimum trzech średnich krajowych w wymiarze etatu
- Pełne rozdzielenie kolejek, harmonogramów i rozliczeń publicznych oraz prywatnych poparło 72 proc. respondentów
- Lekarze widzą ryzyka obecnego stanu rzeczy, czyli braku ograniczeń w łączeniu pracy w obu sektorach
– Pomysł rozdzielenia prywatnej i publicznej ochrony zdrowia przez zakaz łączenia pracy w obu sektorach nie jest pomysłem nowym i nie jest wcale związany z jedną partią – mówił na spotkaniu z dziennikarzami dr Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. W ostatnich tygodniach pomysł został reaktywowany – postulat zakazu zgłosiła partia Razem oraz Prawo i Sprawiedliwość (powstał nawet zespół, który ma przygotować całą koncepcję, kierują nim była minister zdrowia Katarzyna Sójka i były marszałek Senatu Stanisław Karczewski).
Samorząd lekarski zwrócił się do polityków z pytaniem, na jakich danych opierają swoje zapowiedzi (czy na przykład są dostępne analizy skutków, jakie wywołałby taki zakaz). Odpowiedzi nie było, stąd pomysł, by zapytać samych zainteresowanych, czyli członków samorządu. W badaniu, przeprowadzonym metodą CAVI w dniach 29 kwietnia – 4 maja, wzięło udział 2243 lekarzy i lekarzy dentystów, co – jak podkreślał dr Artur Białoszewski, ekspert NIL – jest jednym z największych badań w kraju zrealizowanych na tej grupie zawodowej.
– Wyniki badania PERSPEKTYWA 27 ukazują, że respondenci nie popierają prostego modelu pełnego zakazu łączenia pracy publicznej i prywatnej przez lekarza. Znacznie większą akceptację uzyskały rozwiązania porządkujące i transparentnościowe: rozdzielenie kolejek, harmonogramów i rozliczeń, ograniczenia stosowane przy realnym konflikcie interesów – wskazywał ekspert. Dlaczego „Perspektywa 2027”? To w przyszłym roku temat ewentualnego zakazu czy znaczących zmian będzie, jak spodziewa się samorząd lekarski, wybrzmiewać szczególnie donośnie.
Co wynika z raportu? Pełny, prosty zakaz łączenia pracy w publicznym i prywatnym sektorze popiera 15 proc. badanych (badanie mimo dużej próby nie jest reprezentatywne). Więcej niż co piąty popiera pomysł zakazu łączenia w tym samym zakresie świadczeń, zgadzając się, że lekarz wykonujący dany zakres świadczeń w ramach NFZ nie powinien jednocześnie udzielać odpłatnych świadczeń prywatnych w tym samym zakresie (23 proc. za, ale blisko 68 proc. przeciw).
Gdyby taki zakaz dotyczący tego samego zakresu świadczeń zaczął obowiązywać, decyzja o wyborze publicznego sektora dla dużej części lekarzy byłaby prawdopodobna, ale uzależniona od spełnienia szeregu warunków finansowych, organizacyjnych i prawnych (34 proc.).
Jakie są owe „warunki atrakcyjności pracy” wyłącznie w systemie publicznym? Dwie trzecie badanych wskazało gwarantowane wynagrodzenie w wysokości minimum trzech średnich krajowych w wymiarze etatu. W badaniu zapytano o konkretne przedziały kwotowe – co piąty badany wskazał 25–30 tys. zł, taka sama grupa 30–40 tys. zł. Dla 15 proc. badanych odpowiednie zarobki mieszczą się w przedziale 40–60 tys. zł, ale dla 10 proc. to kwota 20–25 tys. zł.
Blisko połowa badanych wskazała, że ważnym warunkiem byłoby zmniejszenie biurokracji oraz uproszczenie dokumentacji, niemal tyle samo (49 proc.) zwróciło uwagę na normy zatrudnienia i „rozsądną liczbę pacjentów”. Tuż za podium, z 40 proc. wskazań, uplasowały się „jasne i dobrze płatne zasady dyżurów i nadgodzin”, niewiele mniejszy odsetek wskazań zyskała „lepsza ochrona prawna i organizacyjna”.
Większość osób, które wzięły udział w badaniu, akceptuje wprowadzenie mechanizmów zwiększających transparentność: pełne rozdzielenie kolejek, harmonogramów i rozliczeń publicznych oraz prywatnych poparło 72 proc. respondentów. Ograniczenia stosowane tylko przy realnym konflikcie interesów popiera 70 proc. badanych, a obowiązek jawnego zgłaszania miejsc pracy publicznej i prywatnej – ponad połowa (52 proc.).
Lekarze widzą ryzyka obecnego stanu rzeczy, czyli braku ograniczeń w łączeniu pracy w obu sektorach. Najwięcej wskazań dotyczy dopisywania pacjentów poza przejrzystą kolejką (42 proc.), ale też korzystania z zasobów systemu publicznego na rzecz pracy prywatnej (35 proc.). Co czwarty lekarz widzi ryzyko konfliktu interesów między pracą w systemie publicznym i sektorze prywatnym, zaś co piąty badany odpowiedział, że nie widzi żadnych ryzyk związanych ze status quo.
W badaniu zapytano również o przewidywania lekarzy dotyczące skutków rozdzielenia sektorów publicznego i prywatnego w wersji najostrzejszej (całkowity zakaz). Trzy czwarte badanych wskazało na odpływ części lekarzy z systemu publicznego do pracy prywatnej, blisko 60 proc. na wydłużenie kolejek w systemie publicznym. Kolejny problem (54 proc. wskazań) to zwiększenie trudności z obsadą dyżurów, poradni i oddziałów. Pogorszeniu mogłaby ulec również ciągłość leczenia pacjentów, a także jakość i bezpieczeństwo opieki. Ale byłyby też zmiany na korzyść: lekarze wskazują przede wszystkim na przejrzystość kolejek oraz zmniejszenie zjawiska przeciążenia pracą.
Samorząd lekarski zapowiada, że wyniki badania będą stanowić punkt wyjścia do rozmów z decydentami na temat kierunku możliwych zmian, jednocześnie podkreślając, że żadna decyzja nie powinna być podejmowana pochopnie, bez gruntownych analiz, uwzględniających na przykład specyfikę poszczególnych specjalizacji. Zmianę systemową, jeśli miałaby zostać wprowadzona, powinien poprzedzić pilotaż.