W tej chwili na pewno nie mamy problemu ze zbyt małą liczbą lekarzy. Co więcej, liczba osób kształcących się na kierunkach lekarskich jest na tyle duża, że co roku do zawodu wchodzi 2–3 tys. lekarzy więcej, niż z niego z różnych przyczyn odchodzi – mówił podczas wtorkowej konferencji Kongres Rzecznicy Zdrowia prof. dr hab. n. med. Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych MZ. Problemem pozostaje rozmieszczenie kadr, jednak na pewno nie ich liczba – tę resort zamierza w perspektywie kilku lat stabilizować „z tendencją zmniejszającą”.

Fot. Fundacja Rzecznicy Zdrowia
- Stwierdzenia, że mamy za mało kadr medycznych czy deficyty w poszczególnych zawodach, są nieostre
- Nie ma wyraźnych postępów w odciążaniu np. lekarzy (choć nie tylko) od obowiązków biurokratycznych
- Dla szpitali to rezydenci są wręcz „darmową” siłą roboczą – bo ich wynagrodzenia finansuje MZ
- Ok. 1,1 tys. lekarzy współdzieli kierownika specjalizacji z trzema innymi osobami (1:4)
- Normą jest model 1:3, który dotyczy aż 7,5 tys. lekarzy w trakcie specjalizacji
W dyskusji poświęconej efektywnemu wykorzystaniu kadr medycznych po raz kolejny mocno wybrzmiało, że problem kadrowy w największym stopniu dotyczy pielęgniarstwa – prof. Klencki przyznał, że niedostatek pielęgniarek nie jest zbyt drastycznie odczuwalny przede wszystkim dlatego, że co do zasady „pielęgniarki w Polsce pracują więcej niż na jeden etat”. Pewnym wsparciem będą zasoby położnych, których – w związku z demografią – mamy wręcz za dużo i przynajmniej część z nich prędzej czy później podejmie pracę w zawodzie pielęgniarki.
Przedstawiciel resortu zwrócił przy tym uwagę, że stwierdzenia, że mamy za mało kadr medycznych czy deficyty w poszczególnych zawodach, są bardzo nieostre – również na poziomie europejskim. – Komisja Europejska postawiła tezę, że w UE brakuje 1,2 mln lekarzy i pielęgniarek. Odniesiono się do raportu OECD, ale jeśli spojrzeć na minimalne poziomy, określone przez WHO, znacząco je w Europie przekraczamy. To oczywiście nie znaczy, że mamy dążyć do tych minimalnych poziomów – zastrzegał prof. Klencki, podkreślając jedynie faktyczny brak odniesienia (którym w raportach OECD najczęściej jest średnia – albo dla UE, albo dla OECD). – Odpowiedź na pytanie, czy mamy za dużo czy za mało np. farmaceutów, będzie zależeć od tego, jak ich wykorzystujemy w systemie – tłumaczył.
A jak wykorzystujemy profesjonalistów medycznych? MZ od lat wskazuje kierunek, jakim jest współdzielenie kompetencji czy też interprofesjonalizm, umożliwiający łatwiejszą współpracę w zespołach terapeutycznych. Nie jest to jednak działanie łatwe, bo – jak przyznał prof. Klencki – każda z grup zawodowych strzeże własnych kompetencji jak źrenicy oka. Co więcej – również w ramach tego samego zawodu, na przykład lekarskiego, zdarzają się spory kompetencyjne między różnymi specjalizacjami.
Nie ma też wyraźnych postępów w odciążaniu np. lekarzy (choć nie tylko) od obowiązków biurokratycznych. – Mamy zawód asystenta lekarza. Jednak dyrektorzy szpitali nie są zainteresowani ich zatrudnianiem, skoro lekarze w ramach swoich obowiązków mogą tę pracę wykonywać. Być może sytuację zmieni powiększająca się przepaść między zarobkami lekarzy i asystentów. W USA taki system działa właśnie ze względu na różnicę w zarobkach – tłumaczył. Jednak, jak natychmiast zaznaczył Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL, dla szpitali właśnie rezydenci są nie tylko tanią, ale wręcz „darmową” siłą roboczą – bo ich wynagrodzenia finansuje MZ, dlatego są nawet tańsi niż najtańsi asystenci.
Goncerz przypomniał, że środowisko lekarskie, w tym bardzo zdecydowanie Porozumienie Rezydentów, alarmowało już w latach 2022–2023, gdy podejmowane były decyzje o masowym otwieraniu kierunków lekarskich, że będziemy kształcić zbyt wielu lekarzy – zbyt wielu w stosunku do potrzeb i do możliwości (finansowych) systemu, a także zbyt wielu w stosunku do możliwości utrzymania optymalnego poziomu kształcenia.
– Głównym zagrożeniem w tej chwili jest brak prowadzących, zarówno na poziomie kształcenia przed-, jak i podyplomowego. Praca dydaktyczna przegrywa z pracą kliniczną, która jest dla lekarzy daleko bardziej opłacalna – przyznał. Efekt? Ok. 1,1 tys. lekarzy współdzieli kierownika specjalizacji z trzema innymi osobami (1:4). – Przepisy pozwalają wyrazić zgodę, ale powinna to być sytuacja wyjątkowa, na krótki czas – podkreślił. Ministerstwo Zdrowia nie wie, jakich specjalizacji problem dotyczy w sposób szczególnie częsty. 7,5 tysiąca lekarzy w trakcie specjalizacji „dzieli” się kierownikiem z dwoma innymi osobami (1:3).
Czy lekarze są gotowi dzielić się swoimi kompetencjami? Goncerz przyznał, że w tej chwili duża część środowiska reaguje wręcz alergicznie na takie propozycje – w jego ocenie głównie ze względu na sposób prowadzenia dialogu w tej sprawie. Jednocześnie problemem może być – jak podkreślał Marek Tomków, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej – właściwa nie tylko środowisku lekarskiemu, ale też innym zawodom, chęć do utrzymania status quo w dynamicznie zmieniającym się świecie. – Farmaceuci również muszą mieć świadomość, że albo zawód się zmieni, albo zniknie – tłumaczył. Akurat w przypadku farmaceutów oznacza to poszerzenie zadań w kierunku świadczeń zdrowotnych. Tu w ostatnich latach dokonał się przełom i realny sukces, jakim było wprowadzenie szczepień do aptek (to również przykład, że decyzje o współdzieleniu kompetencji łatwiej podejmować w warunkach ostrego kryzysu, opór wówczas wyraźnie maleje).
Szef aptekarskiego samorządu podkreślał przy tym, że nie była to jedna decyzja, ale kilkuletni proces, którego zwieńczeniem był ostatni sezon infekcyjny, w którym wszystkie elementy, wprowadzane stopniowo, miały szansę zafunkcjonować łącznie. Przy czym, jak przyznał, jest to jednocześnie sukces, jak i problem – w kontekście ewentualnego rozszerzania zadań farmaceutów, bo choćby na przykładzie szczepień przeciw RSV, których w aptekach wykonano kilkaset tysięcy w ciągu kilku miesięcy, widać, że koszty decyzji dla płatnika mogą nie być dla płatnika obojętne.