Centra zdrowia psychicznego stoją w obliczu poważnego kryzysu po decyzji NFZ o drastycznym zwiększeniu obowiązków sprawozdawczych. Eksperci ostrzegają, że nowe przepisy mogą sparaliżować pracę placówek, ograniczyć dostęp pacjentów do opieki i stać się pretekstem do szukania oszczędności w psychiatrii środowiskowej.

Fot. gov.pl
- W przepisach drastycznie zwiększono obowiązki raportowania. Liczba parametrów zwiększyła się niemal sześciokrotnie – z 14 do 83 stron dokumentacji
- OSCZP w trakcie konsultacji publicznych projektu zabiegało o wycofanie się przez płatnika z tych zapisów – jednak bez efektów
- Zarządzenie będzie potężnym ograniczeniem dla prowadzenia działalności leczniczej w centrach, a usztywnienie zasad może paradoksalnie zwiększyć koszty
- Mimo ogromnego zakresu wprowadzanej zmiany nie przewidziano żadnego okresu przejściowego czy choćby czasu na implementację rozwiązań informatycznych
- Całkiem realny jest scenariusz, że centra nieprzygotowane na nowe wyzwania w pierwszych miesiącach popełnią w tych sprawozdaniach mnóstwo błędów
Kilka dni temu zakończyły się konsultacje publiczne projektu (dano na nie siedem dni), który wstrząsnął centrami zdrowia psychicznego. Powód? W przepisach drastycznie zwiększono obowiązki raportowania. Liczba parametrów zwiększyła się niemal sześciokrotnie – z 14 do aż 83 stron dokumentacji. Płatnik uzasadnia taki rozrost obowiązków sprawozdawczych koniecznością uporządkowania wniosków płynących z pilotażu.
Problem w tym, że w zaproponowanych zmianach trudno znaleźć korelację z deklarowanym celem. Tylko w sprawie kolejek pojawia się w zarządzeniu niemal dwieście pozycji możliwych do zaraportowania. Nie dotyczą one samych produktów, ale też… formy zgłoszenia. NFZ musi wiedzieć, czy pacjent zgłosił się osobiście, telefonicznie lub elektronicznie, czy też został zgłoszony przez osobę trzecią. – Jakie to ma znaczenie, jaką ścieżką pacjent zgłasza się po pomoc. Jakie to ma znaczenie dla sprawozdawania i oceny jakości? – pyta retorycznie Izabela Ciuńczyk, specjalistka w dziedzinie psychiatrii i psychiatrii środowiskowej, przewodnicząca Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Centrów Zdrowia Psychicznego. Organizacja w trakcie konsultacji publicznych projektu zabiegała o wycofanie się przez płatnika z tych zapisów – jednak bez efektów.
Izabela Ciuńczyk podkreśla, że zarządzenie będzie potężnym ograniczeniem dla prowadzenia działalności leczniczej w centrach. A usztywnienie może paradoksalnie wręcz zwiększyć koszty (choć nie ma żadnych wątpliwości, że to ostatni efekt, jaki chciałby osiągnąć płatnik). – Asystenci zdrowienia zwrócili uwagę, że projekt bardzo jasno i sztywno określa, kto powinien otrzymywać opiekę czynną, która jest zarezerwowana dla pacjentów w najgłębszych kryzysach psychicznych, w tak zwanej dużej psychiatrii. Osób, które potrzebują właściwie wsparcia na każdym kroku. I w tej chwili każdy pacjent z rozpoznaniem schizofrenii, niezależnie od tego, czy jest w tym momencie w głębokim kryzysie, czy jest w remisji trwającej kilkanaście czy też dwadzieścia lat, musi mieć przyznaną taką właśnie formę pomocy – tłumaczy.
To oczywiście rodzi pytania. Przede wszystkim, jaki jest sens prowadzenia leczenia, wyprowadzania pacjentów ze stanów chorobowych, przywracania ich do normalnego funkcjonowania, właśnie tego „zdrowienia”, skoro o formie pomocy ma decydować jednostka chorobowa, a nie stan pacjenta. Ten zaś, na przykład w schizofrenii, gdy pacjent raz na miesiąc czy na trzy miesiące przyjmuje lek o przedłużonym działaniu, może być po prostu bardzo dobry. Pozwalający na zwyczajne funkcjonowanie w społeczeństwie.
Na 31 marca przewodniczący Rady ds. Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia zwołał, na wniosek jednej trzeciej członków Rady, nadzwyczajne posiedzenie, na którym ma zostać podjęta próba przyjęcia uchwały, jednoznacznie negatywnie oceniającej zarówno samo zarządzenie, jak i sposób jego procedowania i wdrożenia. Mimo ogromnego zakresu wprowadzanej zmiany nie przewidziano bowiem żadnego okresu przejściowego czy choćby czasu na implementację rozwiązań informatycznych. Czy jednak nawet przyjęcie takiej uchwały przyniesie pozytywny efekt (byłoby nim wstrzymanie wejścia w życie zaplanowanych rozwiązań)?
Szanse na sukces nie są duże. W minionym tygodniu przedstawiciele centrów zdrowia psychicznego spotkali się z wiceminister zdrowia Katarzyną Kęcką. Resort zdrowia w mediach społecznościowych przedstawił spotkanie jako jeszcze jeden z przykładów trwającego dialogu, ale uczestnicy usłyszeli jednoznaczny komunikat: sprawa jest przesądzona, zarządzenie jest potrzebne, a dane, jakie zostaną dzięki niemu zebrane już za kwiecień, mają posłużyć do projektowania rozwiązań systemowych w zakresie finansowania nowego systemu opieki psychiatrii środowiskowej, który ma zastąpić pilotaż.
Kilkukrotne i nagłe zwiększenie obowiązków sprawozdawczych to nic innego jak galopująca biurokratyzacja systemu ochrony zdrowia (nota bene w minionym tygodniu zaprezentowano raport, z którego wynika, że właśnie obowiązki biurokratyczne są największą zmorą zawodu lekarza). – W tej chwili, przyjmując pacjenta, wybieram spośród około 50 produktów statystycznych. Po 1 kwietnia na liście będzie ich ponad 250 – mówi Izabela Ciuńczyk. To ogromna strata czasu, w dodatku nic nie mówiąca na temat jakości opieki.
Nie ma też żadnej wątpliwości, że czas, jaki będzie potrzebny na uporanie się z nowymi obowiązkami, zostanie zabrany pacjentom – zwłaszcza że CZP nie będą w stanie realnie wesprzeć swoich pracowników choćby jakimiś informatycznymi „protezami”. Centra mogą zostać wręcz sparaliżowane „sprawozdawczościozą”.
Całkiem realny jest też scenariusz, że nieprzygotowane na nowe wyzwania w pierwszych miesiącach popełnią w tych sprawozdaniach mnóstwo błędów. Co, jak można zakładać, płatnik nie omieszka wykorzystać do uzasadnienia oszczędności, które NFZ chciał uzyskać w obszarze finansowania psychiatrii środowiskowej już od dłuższego czasu, oceniając, że model finansowania ryczałtowego jest po pierwsze mało przejrzysty (eksperci wielokrotnie obalali to twierdzenie), po drugie – mniej efektywny (jak poprzednio, co tłumaczył w rozmowie z nami dr Marek Balicki, były pełnomocnik rządu ds. reformy psychiatrii dorosłych), po trzecie – zbyt hojny (co też nie jest prawdą, nakłady na obszar zdrowia psychicznego w Polsce nie przekraczają 5 proc. wydatków na świadczenia, powinny być dwa razy wyższe). W tym scenariuszu jest też pytanie, jak szybko płatnik uruchomi kontrole na podstawie znalezionych w sprawozdaniach błędów. Błędów sprawozdawczych, niekoniecznie faktycznych, rzutujących na jakość opieki nad pacjentami.
Niezależnie od wyników wtorkowego posiedzenia, środowisko skupione wokół centrów zdrowia psychicznego i liderów reformy psychiatrii dorosłych planuje manifestację, protest w obronie centrów, które – jak można usłyszeć – stoją nie tyle na rozdrożu, co nad przepaścią.