Projekt zmian w kształceniu położnych wywołał gwałtowny sprzeciw środowiska. Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że chodzi o poprawę sytuacji zawodowej położnych, jednak samorząd zawodowy dystansuje się od części propozycji. W ciągu pięciu dni do projektu spłynęło już ponad tysiąc uwag.
- Chodzi o pomysł, by położne kończyły studia pielęgniarskie, a następnie – studia uzupełniające w zakresie położnictwa
- NIPiP znalazła się w bardzo trudnej sytuacji niejako na własne życzenie
- Według MZ reakcja na propozycje zawarte w projekcie jest niezrozumiała
- Rośnie liczba absolwentek położnictwa, które nie mogą znaleźć pracy
- Odwrócenie pomysłu nie jest możliwe – na przeszkodzie stoi unijna dyrektywa
- Rozwiązaniem, które nie burzyłoby obecnego porządku, są limity na kierunku położnictwo
- Władze samorządu pielęgniarek i położnych jednoznacznie odcięły się od ministerialnego pomysłu
W jednym z ostatnich „Studiów Kryzysu” pisaliśmy o trwającej „eskalacji dialogu” na różnych polach – tam konkretnie chodziło o konflikt między MZ a samorządem lekarskim, którego zwieńczeniem był apel do premiera Donalda Tuska o odwołanie wiceminister zdrowia Katarzyny Kęckiej. Apel, jak przewidywaliśmy, przynajmniej do tej pory bezskuteczny.
Jednak w ostatnich dniach sytuacja radykalnie się skomplikowała, wszystko za sprawą wysłanego do konsultacji publicznych projektu nowelizacji ustawy „pielęgniarskiej”, przygotowywanego od dłuższego czasu i w szczegółach uzgadnianego ze środowiskiem pielęgniarek i położnych, przede wszystkim zaś z samorządem tych zawodów.
W sobotę Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych zachęcała w mediach społecznościowych do zapoznawania się z projektem i nadsyłania konkretnych, merytorycznych uwag. Dzień później sama musiała w mediach społecznościowych „gasić pożar” i odpowiadać na pytania, dlaczego nie odcięła się od ministerialnych propozycji, wprowadzających rewolucję w zawodzie położnej – a na pewno w kształceniu przeddyplomowym do tego zawodu.
Chodzi o pomysł zakładający, że położne będą kończyć najpierw trzyletnie studia pielęgniarskie, a następnie – osiemnastomiesięczne studia uzupełniające w zakresie położnictwa, obejmujące co najmniej 3 tys. godzin. Wśród położnych zawrzało, a najczęściej powtarzanym pytaniem było: „Czy Izba wiedziała?”. Położne zaczęły wręcz pisać i mówić o „nożu w plecy” wbitym przez przedstawicielki zawodu pielęgniarskiego, o „likwidacji” czy „wygaszaniu” zawodu położnej, pojawiły się postulaty oddzielenia się samorządu położnych od samorządu pielęgniarek.
Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych znalazła się w bardzo trudnej sytuacji niejako na własne życzenie, bo publikując projekt do „wewnętrznych konsultacji”, nie odcięła się od razu od propozycji w nich zawartych. Interpretacja pierwsza (niekorzystna): samorząd nie przeczytał uważnie projektu, który opublikował. Interpretacja druga (fatalna): samorząd projekt przeczytał i nie dostrzegł w nim niczego, co trzeba byłoby kwestionować i przeciw czemu protestować. – Dlaczego jeszcze nie odcięliście się od projektu? Gdzie jest stanowisko Izby? – sypały się pytania i komentarze. W trybie doraźnym zaproszono więc media na wtorek rano, ale jeszcze wcześniej swoje spotkanie z dziennikarzami zorganizował resort zdrowia, uprzedzając głos izby.
MZ: konsultacje są dla nas ważne
Wiceminister Katarzyna Kęcka wraz ze współpracownikami przedstawiła wszystkie najważniejsze punkty projektowanych zmian w zawodach pielęgniarki i położnej, prowadzące – jak podkreślała – do wzmocnienia tych zawodów w systemie, również zmiany w kształceniu przed- i podyplomowym. Obydwa obszary przechodzą tak dynamiczną rewolucję, tak wiele kwestii właściwych dla kształcenia podyplomowego jest włączane już na wcześniejszy etap, że trzeba bardzo dokładnie projektować nowe rozwiązania. – Śmiałyśmy się wczoraj z panią prezes Mariolą Łodzińską, że niedługo nie będzie czego uczyć w ramach kształcenia podyplomowego – mówiła dziennikarzom Katarzyna Kęcka.
Na końcu odniosła się do kwestii zmian w kształceniu położnych, zaznaczając, że „cieszy się z trzydziestodniowego okresu konsultacji publicznych”, bo to jest szansa na zebranie głosów środowiska, a gdy już będą znane, wraz z przedstawicielami pielęgniarek i położnych – samorządem, związkami zawodowymi – te uwagi zostaną przedyskutowane i wypracowany zostanie model, który będzie satysfakcjonujący dla wszystkich.
Według wiceszefowej resortu zdrowia bardzo emocjonalna reakcja na propozycje zawarte w projekcie jest niezrozumiała, bo środowisko pielęgniarek i położnych od dawna zabiega o „dwuzawodowość”, czyli takie kształcenie, które pozwoli położnym wykonywać również zawód pielęgniarski. Powód jest oczywisty: demografia i spadające zapotrzebowanie na pracę położnych w oddziałach ginekologiczno-położniczych, połączone z ciągle niedoskonałymi rozwiązaniami innego, poza porodówkami, wykorzystania ich kompetencji.
MZ: to był pomysł środowiska
– Nikt w Ministerstwie Zdrowia nie myśli o likwidacji zawodu położnej. Zmiany w kształceniu były tak naprawdę pomysłem środowiska. Oddziały ginekologiczno-położnicze są przekształcane, a położne tracą pracę i nie znajdują pracy na rynku. Artykuł 5a zakłada, że położne po kończeniu kursu mogą podjąć pracę np. w opiece paliatywnej. Ale dotyczy to tylko położnych, które tracą pracę – mówiła Katarzyna Kęcka. Po kursie, który jest finansowany ze środków unijnych, położne zyskują jednak uprawnienia do wykonywania jedynie części czynności przypisanych pielęgniarkom.
Rośnie liczba absolwentek położnictwa, które nie mogąc znaleźć pracy, podejmują – zaraz po studiach – studia na kierunku pielęgniarskim. Tymczasem, jak przypomniała, wykształcenie pielęgniarki i położnej na studiach pierwszego stopnia to koszt 100-120 tys. zł, ponoszony przez budżet państwa. – Państwo inwestuje, a absolwent nie może znaleźć pracy. Zawód położnej był, jest i będzie, ale musimy dla położnych zabezpieczyć rynek pracy. Dostajemy pisma np. ze związków zawodowych czy wojewódzkiej rady dialogu społecznego z Katowic, które postulują, by położne mogły być pielęgniarkami.
Przedstawiciele MZ przypomnieli też, że już w 2023 roku samorząd zawodowy pielęgniarek i położnych postulował podobne zmiany, przywołując m.in. publiczne wypowiedzi wiceprezes Anny Janik (nota bene, na niej właśnie skupia się w tej chwili duża część krytyki ze strony położnych), która mówiła, by zaprzestać „produkowania bezrobotnych położnych”.
– Wydaje się, że ta zmiana budzi taki sprzeciw, ponieważ uderza w miejsca, w których położne są kształcone – stwierdził Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w MZ. – Na tych uczelniach, gdzie jest to oddzielny kierunek, są przecież miejsca pracy. I ci ludzie zastanawiają się teraz, co będą robić, choć nie jestem wcale pewny, czy będzie to skutkowało dla wykładowców utratą pracy.
Ministerstwo Zdrowia, powołując się na „głosy środowiska” i apele, by położna mogła być pielęgniarką, nie widzi, że nie jest to tożsame z zaproponowanym kierunkiem zmian, zakładającym, że pielęgniarka będzie mogła być położną.
Odwrócenie pomysłu, czyli studia na kierunku położnictwo i ukończenie dodatkowej, skróconej ścieżki pielęgniarstwa, nie jest możliwe – na przeszkodzie stoi unijna dyrektywa, choć MZ przyznało, że do Brukseli strona społeczna, przedstawiciele pielęgniarek, skierowały w tej sprawie zapytanie.
Innym rozwiązaniem, które nie burzyłoby obecnego porządku, są limity na kierunku położnictwo. – Rozmawialiśmy już o tym z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Obawiam się, że musiałyby być one bardzo drastyczne – przyznała Kęcka. Problemem jest duża liczba uczelni – w tej chwili ponad 30, które mają zgodę na prowadzenie takiego kierunku, więc każda z uczelni musiałaby jakieś miejsca otrzymać.
NIPiP: projekt odbiega od ustaleń zespołu
Wiceminister Katarzyna Kęcka, która sama jest z wykształcenia pielęgniarką, podkreślała, że relacje ze środowiskiem pielęgniarek i położnych i samorządem zawodowym „cały czas są bardzo dobre”. Nie odpowiedziała jednak wprost, czy NIPiP znała kształt budzącego sprzeciw zapisu, jeszcze zanim projekt został przekazany do konsultacji.
Tymczasem na swojej konferencji prasowej władze samorządu pielęgniarek i położnych jednoznacznie odcięły się od ministerialnego pomysłu na zmiany dotyczące położnych, przywołując jako dowód zapisy w tej sprawie z projektu nowelizacji, jaki został resortowi przekazany przez pracujący nad nim zespół, w którym izba uczestniczyła, w połowie 2024 roku (czyli na ponad rok przed tym, jak w resorcie zdrowia znalazła się Katarzyna Kęcka). W tej wersji nie było mowy o faktycznej likwidacji studiów na kierunku położnictwo.
W ciągu pięciu dni, jakie minęły od konsultacji (w tym dwóch weekendowych), do projektu spłynęło już ponad tysiąc uwag i można zakładać, że będzie ich o wiele więcej. Ministerstwo cieszy się z konsultacji, ale też zauważa, że duża cześć uwag dotyczy tylko problemu kształcenia położnych i już widać, że zgłaszający je nie przeczytali projektu ustawy.
Warto jednak zauważyć na marginesie, że nawet bardzo wnikliwe czytanie projektów ustaw – a nawet współtworzenie wielu z nich – nie daje gwarancji sukcesu na polu dialogu z resortem zdrowia, jak pokazało posiedzenie Rady ds. Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia, której pracami kieruje wiceminister Katarzyna Kęcka. Część ekspertów, współautorów reformy psychiatrii osób dorosłych, twórców i realizatorów trwającego od 2018 roku pilotażu, ogłosiła właśnie rezygnację z zasiadania w tym gremium.