Mam nadzieję, że jutro pani minister i jej współpracownicy będą gotowi do przedstawienia naszych ustaleń – mówił przed wtorkowym posiedzeniem rządu premier Donald Tusk, zapowiadając, że zmiany w zdrowiu nie wszystkim się spodobają, ale nie ma odwrotu. Tylko część z nich ma wymagać zmian ustawowych, reszta – w trybie pilnym – będzie wprowadzana przez MZ i NFZ.

Premier Donald Tusk. Fot. KPRM
- Wszystko wskazuje na to, że warunki zaczęła stawiać Lewica, która miała przejąć resort zdrowia, ale zorientowała się, że jednocześnie premier nie zamierza przekazywać „kluczy do skarbca”
- Zmiana na stanowisku ministra zdrowia w tej chwili się zwyczajnie nie opłaca, bo mogłaby oznaczać przedwczesne „spalenie” następców
- Resort zdrowia (i płatnik) muszą w najbliższych tygodniach uporać się z problemem finansowania operacji podwyżkowej
- Trudno sobie wyobrazić, by szpitale udźwignęły ciężar podwyżek bez środków od płatnika
Ta wypowiedź została zinterpretowana w jedyny logiczny sposób: szef rządu odłożył, przynajmniej na razie, decyzje personalne, które już wydawały się przesądzone. Czy na pewno – i na jak długo, nie wiadomo. Więcej można powiedzieć o przyczynach takiego rozwoju sytuacji. Wszystko wskazuje na to, że – jak pisaliśmy w poniedziałek – warunki zaczęła stawiać Lewica, która miała przejąć resort zdrowia, ale zorientowała się, że jednocześnie premier nie zamierza przekazywać „kluczy do skarbca”, czyli wpływu na obsadę kierowniczych stanowisk w Narodowym Funduszu Zdrowia.
W takiej sytuacji zmiana na stanowisku ministra zdrowia – a do pewnego stopnia również na stanowisku prezesa NFZ – w tej chwili się zwyczajnie nie opłaca, bo mogłaby oznaczać przedwczesne „spalenie” następców. Do podjęcia są bardzo trudne decyzje (czy rzeczywiście zostaną podjęte i wprowadzone rozporządzeniami ministra i zarządzeniami prezesa NFZ, czas – wkrótce – pokaże). Część, jak mówił premier, będzie jednak wymagać zmian ustawowych. Tu pojawiają się dwa pytania: czy znajdzie się dla nich większość w Sejmie (prawdopodobnie, trzeba zakładać, że tak), i czy podpisze się pod nimi prezydent Karol Nawrocki. Decyzje głowy państwa nie są już tak oczywiste – warto zwrócić uwagę, że ustawa pozwalająca na agregowanie danych o umowach pracowników podmiotów leczniczych wprawdzie przeszła przez parlament błyskawicznie, ale ciągle leży na biurku prezydenta.
Resort zdrowia (i płatnik) muszą w najbliższych tygodniach uporać się z problemem finansowania operacji podwyżkowej. Realizacja rekomendacji prezesa AOTMiT to koszt (do końca 2026 roku) ponad 4,5 mld zł – a tych pieniędzy, przynajmniej w całości, nie ma. Zwykle wyborowi rekomendacji towarzyszyła konferencja prasowa ministra zdrowia, prezesa NFZ i szefa AOTMiT, na której przedstawiano szczegóły finansowe i spodziewane konsekwencje dla szpitali – w tym roku takiej konferencji nie zorganizowano. Trudno sobie wyobrazić, by szpitale – ich łączne zadłużenie sięga niemal 40 mld zł – udźwignęły ciężar podwyżek (a ten obowiązek z mocy ustawy obciąża właśnie świadczeniodawców) bez środków od płatnika. Tymczasem głównym wyzwaniem pozostaje cały czas zrównoważenie budżetu płatnika – musi to nastąpić do końca roku, a mowa o dobrych kilkunastu miliardach luki między przychodami a wydatkami Funduszu.
Punktów i pól napięć konfliktów jest bardzo dużo: eksperci, ale i politycy mają świadomość, że kryzys jesienią jest nieunikniony, i to kryzys realny, wprost dotykający pacjentów i świadczeniodawców, nie zaś kryzys w dużej mierze wizerunkowy, wygenerowany przez „sprawę Kacprzyka”, który obecnie absorbuje opinię publiczną (i decydentów). I który – oczywiście – obnaża słabości i patologie systemu, natomiast równocześnie odwraca uwagę od tego, czego przede wszystkim powinna dotyczyć rozmowa i na czym powinny się koncentrować decyzje.
We wtorek po południu zbiera się Zespół Trójstronny ds. Ochrony Zdrowia – również tam resort, być może, przedstawi przynajmniej część propozycji, przygotowanych na poczet „ultimatum” postawionego przez premiera. Na posiedzeniu miała być obecna również minister Jolanta Sobierańska-Grenda, ale jej obecność stała jeszcze w poniedziałek pod znakiem zapytania.